Konserwator – lekarz, strażnik przeszłości

Konserwator – lekarz, strażnik przeszłości

– Ja lubię pracę, praca mnie lubi, jeśli jest interesująca i dobrze zorganizowana, to daje radość życia i satysfakcję – mówi Józef Stanisław Stec. Rzadko się spotyka ludzi z takim credem życiowym. Ale Józef Stec nie jest zwykłym człowiekiem pracy, chociaż patronuje mu św. Józef, opiekun ludzi świata pracy na całym świecie. Stec nie jest zwykłym człowiekiem pracy, bo jest artystą, człowiekiem sztuki. A artyści, jak wiadomo, są naznaczeni specyficzną iskrą bożą, są odmieńcami rodzaju ludzkiego.

– Od dzieciństwa zawsze towarzyszyły mi książki, szczególnie historyczne i o sztuce oraz ołówki i kredki do malowania – wspomina. – Urodziłem się w 1961 r. na porodówce w Grybowie. Mieszkałem na Siołkowej, a do Szkoły Podstawowej chodziłem w Białej Niżnej. Bardzo dobrze się uczyłem, więc w rodzinie zapadła decyzja, żebym w przyszłości miał jakiś praktyczny zawód. Już miałem złożyć dokumenty do Zespołu Szkół Samochodowych w Nowym Sączu, ale matka moich koleżanek szkolnych Ali i Oli, odwiodła moją mamę od tej decyzji, twierdząc, że szkoda mnie do „samochodówki”, bo mam uzdolnienia plastyczne i artystyczną wrażliwość. Wraz z mamą wczesną wiosną 1976 r. wsiedliśmy do pociągu w Stróżach, pojechaliśmy do Krakowa do Liceum Plastycznego, gdzie moje „próbki artystyczne” obejrzał dyrektor liceum i stwierdził, że warto, żebym podszedł do egzaminów. Te trwały trzy dni. 1 września tego roku zacząłem naukę w liceum, a dalsze życiowe kroki musiały być związane ze sztuką, dlatego podjąłem studia na wydziale konserwacji Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Sięgnij po cały tekst w najnowszym wydaniu DTS – za darmo pod linkiem:

Fot. Arch. J. Steca

Filmoteka dts24

217 Videos