Pełen emocji i niespodziewanych zwrotów akcji sezon motosportu dobiegł końca. Uroczyste wręczenie nagród i wyróżnień miało miejsce podczas gali Sportu Samochodowego, która odbyła się w minioną niedzielę w warszawskim hotelu Arche. Był to czas podsumowań całego sezonu, pełen ciepłych słów i wspomnień. Wśród obecnych nie zabrakło mieszkańca gminy Gródek nad Dunajcem Piotra Jurkowskiego – wicemistrza Polski w wyścigach górskich.
Piotr Jurkowski to pochodzący z małej miejscowości Lipie w gminie Gródek nad Dunajcem pasjonat motosportu. Jego zamiłowanie do wyścigów górskich zrodziło się już w dzieciństwie, a owocem tej pasji był pierwszy start w zawodach i zdobycie wicemistrzostwa. To, co kiedyś wydawało się jedynie marzeniem, dziś stało się rzeczywistością, której nie mógł sobie nawet wyobrazić.
Wicemistrz Polski w wyścigach górskich w rozmowie dla DTS24.pl:
Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z wyścigami górskimi?
– Motorsportem zacząłem interesować się już w szkole podstawowej. Razem z tatą raz do roku chodziliśmy kibicować na wyścig górski rozgrywany niedaleko Nowego Sącza: Dąbrowa – Wola Kurowska. Po podstawówce jedynym wyborem szkoły było Technikum Samochodowe w Nowym Sączu. W tamtym czasie spróbowałem swoich sił w tzw. KJS-ach (konkursowe jazdy samochodowe). Oczywiście moim wyborem był maluch.
Jak wyglądała sytuacja, gdy ukończyłeś już szkołę?
– Potem były studia i dłuższa przerwa od sportowej jazdy samochodem, ale cały czas, jak tylko była możliwość, jeździłem na zawody jako kibic. W większości były to wyścigi górskie. Gdy w 2015 roku postanowiłem spróbować swoich sił ponownie, wybór padł właśnie na GSMP (Górskie Samochodowe Mistrzostwa Polski).
Jak przygotowywałeś się zatem do rozpoczęcia udziału w wyścigach?
– Przygotowanie samochodu do wyścigów zajęło mi około 1,5 roku. Oczywiście z sentymentu wybór padł na malucha. Potem zrobiłem licencję i debiutancki start miałem w 2017 roku. Maluchem startowałem w wyścigach do 2021 roku, wtedy też udało mi się zdobyć tytuł wicemistrza polski.
Był maluch, a potem?
– Potem była 2-letnia przerwa, podczas której zakupiłem nowe auto, którym ścigam się do teraz. Mój wybór padł na BMW e30. Dokładnie takie, jakie jeździły po drogach w latach 90. Stąd też startuję w kategorii samochodów historycznych.
Czym tak naprawdę są wyścigi górskie?
– To zawody rozgrywane na zamkniętym fragmencie drogi publicznej. Taka trasa musi uzyskać homologację Polskiego Związku Motorowego. Jak sama nazwa wskazuje, wyścigi górskie odbywają się w terenie górskim. Różnica wzniesień musi być widoczna między startem a metą. W odróżnieniu od rajdów jeździmy sami, nie mamy pilota. Trasy musimy nauczyć się w czasie treningów.
Ile weekendów wyścigowych jest podczas sezonu?
– W sezonie mamy kilka weekendów wyścigowych, zwykle jest to między 6 a 8. Każdy z nich składa się z dwóch niezależnych rund. Jedna z nich w sobotę, druga w niedzielę. Każda runda składa się z 2 podjazdów treningowych i 2 podjazdów wyścigowych. Zwycięża zawodnik, który uzyska najkrótszy czas z sumy dwóch podjazdów wyścigowych. Jednak tak naprawdę zawody rozpoczynają się w piątek. Każdy z zawodników przechodzi odbiór administracyjny i badanie kontrolne samochodu. Po pozytywnym przejściu kontroli jesteśmy dopuszczani do startu.
Jak wyglądał miniony sezon?
– W minionym sezonie odbyło się 7 weekendów wyścigowych. Większość rund odbywała się na południu kraju. Była też runda nadmorska w Sopocie i jedna zagraniczna na Słowacji w Banovcach. Najbardziej spektakularne zawody w sezonie od wielu lat odbywają się w Limanowej. Wyścig Górski pod Ostrą, stanowi również rundę mistrzostw Europy.
– Dla mnie ten sezon miał być czasem, kiedy będą się uczył nowego samochodu. To zupełnie inny pojazd niż maluch. Miało być spokojnie, bez dodatkowych kosztów związanych z ewentualnymi szkodami. Na szczęście z pomocą przyszła mi lokalna firma BRUNO, zajmująca się montażem okien i rolet. To dzięki nim mogłem lepiej przygotować się do sezonu i osiągnąć taki, a nie inny wynik. Już pierwsze starty w dwóch rundach na torze w Kielcach pokazały, że mogę z optymizmem patrzeć w przyszłość. Obie zakończyły się 2 miejscem w klasyfikacji generalnej historyków. Mój samochód sprawował się znakomicie. Niestety jedna runda zakończyła się 200 metrów za startem z powodu zakleszczenia skrzyni biegów. Ta awaria dręczyła nas do końca sezonu.
Spotkał Cię kiedyś wypadek, który w jakimś stopniu wpłynął na dalsze starty w zawodach?
– Dwa razy miałem niegroźne wypadki maluchem, ale kończyły się one tylko drobnymi naprawami blacharskimi. Raz też wybuchł mi w nim silnik, ale na szczęście nic złego się nie stało.
– Co ciekawe, walka o tytuł wicemistrza trwała do ostatniego podjazdu wyścigowego. Żeby było ciekawiej, w tym podjeździe po raz kolejny dopadła nas awaria skrzyni biegów…
Jak zawodnik przygotowuje się do wyścigów górskich?
– Tak naprawdę jedynym treningiem dla zawodników startujących w wyścigach górskich jest trening na torze. Jednak generuje to dodatkowe koszty, na które nie zawsze można sobie pozwolić.
Jakie uczucia towarzyszyły Ci po zdobyciu mistrzostwa?
– To nawet więcej niż spełnienie marzeń. Kilka lat pracy przy swoich samochodach, potem wyniki, w które na początku nie chce się wierzyć. Na końcu spotkać na gali rozdania tytułów swoich idoli…bezcenne!
Jak wiele osób zaangażowanych jest w taką pracę?
– Wszystko zależy, gdzie odbywają się zawody. Jeśli są blisko, to jest kilka osób, które są przy mnie. Jeśli wyścigi są nieco dalej, niestety zawodnikiem i mechanikiem jestem sam.
Czy jest osoba, która cię inspiruje?
– Nie mam jednego ulubionego zawodnika, ale w wyścigach górskich, jednak stawiam na Georga Plasa.
Czytaj także: Pochodzi z Krynicy-Zdroju, zagrała u boku Igi Świątek: „Myślę, że stworzyłyśmy naprawdę zgrany duet”




































































































































































































































