Kajtek walczy z glejakiem i marzy o placu zabaw. Urządzenia posłużą też do rehabilitacji

Ośmioletni Kajtek Nowicki z Moszczenicy, który od lat walczy z glejakiem rdzenia kręgowego, marzy o dużym, przydomowym placu zabaw. Nie służyłby on jedynie do rozrywki, ale także poprawy i wzmocnienia umiejętności ruchowych chłopca. Do tej pory udało się zebrać 2,5 z 4,5 tys. złotych.

Kajtka poznałam cztery lata temu, kiedy studenci nowosądeckiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, do której uczęszczała jego mama, zorganizowali dla chłopca akcję charytatywną. Odwiedziłam Kajtka i Hannę w domu rodzinnym. Wówczas czteroletni, nieśmiały chłopiec o dłuższych blond włosach wtulał się w mamę. Od tamtej pory sporo się zmieniło. Mama obroniła magisterium z pielęgniarstwa i myśli o doktoracie, a Kajtek właśnie szykuje się na rozpoczęcie roku szkolnego. Ośmiolatek jest ambitny i nadrabia zaległości, które powstały przez chorobę i pobyty w szpitalach.

Od dwóch lat chłopiec nie jest już poddawany chemioterapii. Pracuje z nim sztab ludzi, w tym psycholog, pedagog, czy laryngolog. W lipcu br. przeprowadzono rezonans. Jest stabilnie. Chłopiec przez rok uczęszczał do zerówki, teraz rozpocznie naukę w pierwszej klasie w Mszance.

– Kajtek nie może się już doczekać, kiedy pójdzie do szkoły. Odlicza dni, bo uwielbia się uczyć. On nadrabia przede wszystkich zaległości w nawiązywaniu kontaktów. Miał z tym problem od urodzenia, bo nie mieliśmy możliwości poznawania nowych dzieci. Jak poszedł do zerówki, to horyzont poznawania kolegów i koleżanek poszerzył się – przyznaje mama Kajtka, Hanna Nowicka.

Marzenie Kajtka 

Od kilku lat Kajtek marzy o dużym, przydomowym placu zabaw ze ścianką wspinaczkową i huśtawkami. Mama kilka sprzętów już zakupiła.

– Nie ukrywam, że myślę o placu zabaw przez pryzmat domowej rehabilitacji. Na urządzeniach mógłby ćwiczyć koordynację i motorykę. Kajtek to zdeklarowany ,,antykomputerowiec”, dlatego mam nadzieję, że zajęcia w szkołach odbywać się będą stacjonarnie, a nie zdalnie – mówi Hanna Nowicka.

Mama Kajtka podkreśla, że chłopiec nie lubi tracić czasu przed telewizorem. Woli przysiąść do książek i uczyć się. Nie trzeba go do tego przekonywać. Jak tylko wraca z zajęć, od razu siada do domowej nauki. Ośmiolatek pokochał również konie, regularnie raz w tygodniu korzysta z hipoterapii w Stróżach.

– Kajtek złapał bakcyla. Jeśli tylko są wolne miejsca, to jeździmy częściej do Stróż, poprawiamy jego umiejętności koordynacyjne – przyznaje mama.

Hanna Nowicka dodaje, że na pierwszy rzut oka nie widać choroby syna. Ktoś, kto o niej nie wie, może stwierdzić, iż jest to zwyczajny ośmiolatek. Jednak jego koordynacja jest osłabiona i trzeba regularnie ćwiczyć. W tym pomoże mu plac zabaw, w którym będą się również znajdować urządzenia do ćwiczeń. Zbiórkę na budowę placu zabaw utworzono na platformie wishsurfing. Można do niej dołączyć —>TUTAJ. 

Walka o życie

Walka z chorobą rozpoczęła się, kiedy Kajtek miał dziesięć miesięcy. Był wtedy 2013 rok. Mamę zaczęła niepokoić zaciśnięta prawa rączka. Lekarze bagatelizowali i uspokajali, twierdząc, że widocznie dziecko źle spało. Kolejne noce chłopiec przepłakał. Jak wspomina Hanna, to było już rozpaczliwe wycie. Kajtek trafił do szpitala w Krośnie. Tomograf nie wykazał nieprawidłowości. Medyków jednak niepokoił przykurcz szyi, któremu towarzyszył ból i zaciśnięta ręka.

Mama złapała rotawirusa i nie mogła jechać z synem do szpitala w Rzeszowie. Zastąpiła ją babcia, ale lekarz po przeprowadzeniu badań stwierdził, iż chce rozmawiać z rodzicami. Hanna czuła, że jedzie po złą diagnozę. Niestety obawy potwierdził się, rezonans rdzenia kręgowego wykazał guza w odcinku szyjnym. Lekarze poinformowali mamę, że nie są w stanie pomóc dziecku. Kajtka i mamę przewieziono do Warszawy, jednak i tam pani ordynator nie obiecywała, czy ktoś podejmie się leczenia.

– Jadąc w karetce, nachodziły mnie najgorsze myśli, widziałam już moment, w którym żegnam się ze wszystkim. Jakby problemów było mało, Kajtek po drodze złapał zapalenie płuc… – opowiada mama chłopca.

Operacje

W warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka jeden z lekarzy zdecydował się podjąć operacji, mimo że stawką było życie Kajetana. Mama zdawała sobie sprawę, że ma wybór między udzieleniem zgody na zabieg i zaryzykowaniem życia dziecka, a nieudzielaniem zgody i tym samym odebranie mu ostatniej szansy. Zgodziła się, mimo że cała drżała o życie ukochanego Kajtusia. Operacja się odbyła. Chłopiec przeżył. Miał sparaliżowaną prawą część ciała, ale wciąż żył i miał szansę na dalszą walkę.

– Gdybym wtedy podjęła inną decyzję, nie rozmawiałybyśmy dzisiaj o Kajtku w czasie teraźniejszym – stwierdza Hania.

Chłopca przeniesiono z neurochirurgii na onkologię. Wówczas mama dowiedziała się, że jej synek ma guza o łagodnej postaci i da się z nim żyć. Po wielu miesiącach walki o sprawność, Kajtek odzyskał sprawność obu kończyn. Chłopca poddano rocznej chemioterapii. Jego bliscy mieli nadzieję, że najgorsze już za nim, ale rezonans przyniósł kolejną złą wiadomość – rak znów zaatakował. Kajtek przeszedł kolejną operację, ponownie założono wkłucie centralne i kontynuowano chemioterapię… Aż do maja 2019 roku. Obecnie chłopiec jest w domu i oczekuje na badania, które pokażą, czy wreszcie będzie mógł cieszyć się zdrowiem i beztroskim dzieciństwem.

– Na razie jest stabilnie i mam nadzieję, że tak pozostanie – mówi Hanna Nowicka.

Zbiórka na plac zabaw dla Kajtka —>TUTAJ. 

Fot. Hanna Nowicka 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.