Jubileusz X-lecia Regionalnego Zespołu „Bystro Kicora”

Jubileusz X-lecia Regionalnego Zespołu „Bystro Kicora”

W niedzielę 15 czerwca w Starym Sączu Regionalny Zespół „Bystro Kicora” śpiewem i tańcem świętował jubileusz. Na scenie starosądeckiego sokoła pojawiło się ponad 30 artystów amatorów z których najmłodsi byli w wieku przedszkolnym a najstarsi w emerytalnym. Zespół przedstawił nowy program specjalnie przygotowany na tę uroczystość.

Kto był pomysłodawcą powstania zespołu?

Z tego co mi wiadomo to Kazimierz Gizicki. Choć – jak dowiedziałam się na X leciu –  próby stworzenia zespołu były dużo wcześniej niestety zakończyły się niepowodzeniem. Wielką wartością dla mnie było to, że od samego początku zespół miał to być góralski, czyli sięgający do korzeni, a nie do mody. Na Sądecczyźnie mamy ciążenie do tzw. lachowszczyzny mamy tu kilka zespołów, które uległy tej modzie i wbrew wytycznym etnologów z górali zrobiono mieszkańców Podegrodzia. Co oczywiście jak ktoś robi zespół pieśni i tańca jest dopuszczalne ale nie można tego nazwać zespołem regionalnym.  Przysietnica, to jak pisał Mieczysław Cholewa to – górska wieś Sądecczyzny i tego się trzymamy.

A skąd nazwa: „Bystro Kicora”?

Nazwa odnosi się do jednej z górskich polan w Przysietnicy, wymyśliły ją same dzieci, dziś już dorosłe osoby. Ogłosiliśmy konkurs, członkowie zespołu poddali kilka propozycji, potem było głosowanie –  połączone z zabieganiem o głosy dla swojego pomysłu – najaktywniejsze w tym były najmłodsze dzieci, i ich pomysł wygrał.   Językoznawca dr Artur Czesak zaopiniował nam pisownię i mamy Regionalny Zespół „Bystro Kicora”.

Co było najtrudniejsze?

Zespół powstał w miejscowości, która nie miała estradowych tradycji tanecznych i muzycznych. Nie było kapeli, nie było strojów. Wszystko trzeba było robić od zera.  W innych miejscowościach np. w Żegiestowie gdzie też uczestniczyłam w zakładaniu zespołu, od samego początku zatrudnionych  było 2 instruktorów  od tańca i od kapeli, więc można było spokojnie pracować. Mieszkańcy Żegiestowa zajmowali się sprawami organizacyjnymi, szukaniem kasy, organizacją występów,  szyciem strojów – nie instruktorzy, my służyliśmy swoją wiedzą. Tu byłam sama jedna, od wszystkiego – Bogusia Ogorzały to była osoba jedyna osoba na której mogłam się wesprzeć –  sama sobie się dziwię że się na takie warunki pracy zgodziłam. W sumie to nie była/jest praca, ale wolontariat bo cały zakres zadań który był do zrobienia wykonywałam w czasie wolnym a nie w 2 czy 3 godzinach lekcyjnych na które miałam umowę. Po X latach mam taką refleksję że to było z wielką szkodą dla dzieci, proszę sobie wyobrazić że grałam na skrzypcach równocześnie pokazując kroki i pilnując by tworząca się kapela grała mniej więcej równo – szaleństwo.  Dziś gdy dołączyły do zespołu osoby dorosłe a przede wszystkim drugi instruktor o nieprzeciętnych zdolnościach muzycznych Rafał Pawilik pracuje się dużo łatwiej bo dzielimy się pracą. Ale patrząc na początki jestem dumna z siebie i z tych kilku osób, które ze mną wytrzymały X lat.

Czyli w zespole są osoby z 10 letnim stażem…

Tak, to rodzeństwo Julia i Adam Dudek, Gabriela Garwol, Klaudia Ogorzały, Paulina Tokarczyk, Ilona Tomasiak i siostry Natalia i Zuzanna Porębskie. To bardzo duża wartość artystyczna dla całej Sądecczyzny, bo są to osoby które były kształtowane przez folklor, a nie folkowe discopolo którego estetyka zaczyna dominować na konkursach i przeglądach regionalnych. I w przypadku kilku z tych osób widać karpacką wrażliwość i estetykę, która nie toleruje chały. Co mnie jako instruktora cieszy.

Co macie w repertuarze?

Folkor górali nadpopradzkich, tych polskich i rusińskich to dla nas punkt wyjścia.  Gdy mówimy o repertuarze tanecznym to trzeba wziąć poprawkę że taniec był wspólny dla całej Sądecczyzny a nawet monarchii Austrowęgierskiej do takich pląsów należą:  krzyżak, kowal, żydówka, polones, grozik, szarpak czy krakowiak tańczony jako taniec korowodowy. Mamy też tańce bardziej specyficzne dla karpackich grup góralskich: obertane, męskie tańce popisowe wyrosłe na tańcach oręża czy tańce dokoła kobiet. Scena ma swoje prawa więc staramy się to tak zaprezentować by nie zanudzić widza, który dziś w dobie newsów i obniżonego progu uwagi musi na scenie mieć fajerwerki.

Silne strony zespołu to…?

Multiinstrumentalność i swoistość repertuaru.  To nie tylko góralska kapela smyczkowa ale dudy, złóbcoki, drumle różnego typu piszczałki, a nawet lira korbowa. Byłam zawsze pod wrażeniem jak szybko dzieci z Przysietnicy „łapały” grę na tych instrumentach, naszym nauczycielem był Michał Smetanka ze Słowacji. A gdy chodzi o program to ważne że nie robimy kopi innych zespołów ale staramy się wszystko zatańczyć zaśpiewać po swojemu opierając się na źródłach a nie układach wymyślonych przez choreografów 50 lat temu – to niewątpliwie nas wyróżnia.

Co uważa Pani za największy sukces zespołu?

To, że zespół przetrwał 10 lat i nie było ofiar śmiertelnych wśród jego adeptów. Przetrwał tzw. pandemię, cały czas mieliśmy próby. Z zespołu dziecięcego rozwinął się do międzypokoleniowego. W 2020 r dołączyły do nas  osoby dorosłe, które z tymi którzy uzyskali pełnoletniość a zaczynali jako 8 latki stanowią podstawowy skład zespołu. To że członkami zespołu są osoby z Mostek, Starego Sącza, Barcic też jest takim sukcesem, i że zespół jest egalitarny muzycznie: śpiewać i tańczyć u nas każdy może.

Wracając do sukcesów scenicznych… które są najważniejsze?

Przekornie powiem, że ubiegłoroczna dyskwalifikacja grupy śpiewaczej na konkursie Drużbacka w Podegrodziu.

Dyskwalifikacja sukcesem?

Tak, bo zakończona czymś wyjątkowym. W Podegrodziu na konkursie dziewczęta zaprezentowały najstarszy repertuar pieśniowy Sądecczyzny.  Zaśpiewały w archaicznych skalach: pentatonicznej całotonowej i półtonowej, lidyjskiej, frygijskiej. Część z utworów była wykonana w średniowiecznym dwugłosie organum, który w okresie międzywojennym na tych terenach opisał prof. Łucjan Kamieński jako tzw. diafonię pienińską. Niestety tej elementarnej wiedzy o najstarszej wokalnej kulturze sądeckiej pozbawiona była komisja oceniająca występy, i zamiast pochwały zespół usłyszał krytykę. Przewodnicząca jury Anna Borucka-Szotkowska stwierdziła, że z takim repertuarem i takim wykonawstwem to powinniśmy jechać na festiwal muzyki dawnej do Jarosławia Pieśń naszych korzeni,  a nie na Drużbackę. Cóż było robić? Pojechaliśmy! I dzięki otwartości organizatorów, jako pierwsza w historii festiwalu, amatorska grupa folklorystyczna, wystąpiliśmy. Pomiędzy światowymi gwiazdami muzyki dawnej. Jak donoszą media społecznościowe swoim śpiewem „rozbiłyśmy system”.

Myślę że tak co do zasady robienie rzeczy które nie mieszczą się w systemie to nasza specjalność. Teledysk nagrany z Czesławem Mozilem „Dalej jazda Panie Gazda”.  Czy przygotowany pod okiem reżysera teatralnego Tomasza Żaka spektakl o obrzędowości nocy świętojańskiej „Miedzą nieba, miedzą piekła” też do takich rzeczy należy. Jego artystyczna forma nie mieści się w żadnym z regulaminów konkursów dedykowanych zespołom, więc na ziemi sądeckiej przestawiony zaledwie 2 razy, ale za to poznaniacy mieli okazję go oglądać.

Jakie plany ma zespół?

Po pierwsze nagranie płyty w ramach Biblioteki Fonoteki Sądeckiej. Ma to być płyta sięgająca do bogatej tradycji śpiewu nadpopradzkiego, w tym tego archaicznego, o którym wspominałam. Piękny śpiew to cecha wyróżniająca górali nadpopradzkich. Mało kto wie, że w tej części Beskidu Sądeckiego muzykantami zwykle byli Cyganie, to oni świadczyli usługi dla lokalnych społeczności, wiec tradycja instrumentalna ludności polskiej i rusińskiej nie była na mistrzowskim poziomie, ale za to śpiew wielogłosowy to mocna strona naszej kultury. Dlatego będą tam utwory a capella, ewentualnie z towarzyszeniem instrumentów pasterskich. Ponadto chcemy przygotować scenkę muzyczno-taneczną pod nazwą Nadpopradzkie multikulti. Rzecz ma się dziać w karczmie do której przychodzą zabawić się mieszkańcy Sądecczyzny: osadnicy józefińscy z Barcic Niemieckich (dziś zw. Dolnymi), Rusini z Wierchomli, Słowacy z Mniszka nad Popradem, Cyganie i oczywiście polscy górale.  Wszystkim im będzie przygrywać na skrzypcach Ryfka – wzorowana na postaci autentycznej, żydówka mieszkająca pod koniec XIX w Nowym Sączu.

 

zdjęcia: Nikodem Nowak

Z Moniką Florek instruktorem R. Z „Bystro Kicora” prezesem Stowarzyszenia „Górale Karpat” rozmawiała redakcja dts24

Filmoteka dts24

217 Videos