Jak gotować żabę w ratuszu. Baśń podatkowo – kolejowa z Nawojową w tle

Jak gotować żabę w ratuszu. Baśń podatkowo – kolejowa z Nawojową w tle

Poszedłem na sesję. Byłem ciekawy, jak miewają się nasze wróble na Kasztanie. Mają teraz przerwę między rundami. Nie nagrali wiele. Ale byłem ciekawy także naszych radnych, ich formy. Oni grają zawsze na najwyższym poziomie.

No dobrze, nie będę ukrywał, chciałem zobaczyć nasze orły bardziej niż wróble. No i zobaczyłem, główny orzeł zmarniał, jakby zmalał, posiwiał. No i stracił rezon. To nie ma już tego błysku jak dawniej. „Obcięli ci pióra”. Tak Szapołowska powiedziała w znanym filmie Nowickiemu.

Zmartwiło mnie to. Żal tych piór. Przecież dobra kondycja Pana Prezydenta przekłada się proporcjonalnie na kondycję miasta.

Zasiadłem w czapce niewidce na przypiecku. Widziałem zatem z dużą ostrością Pana Prezydenta. Wszystko zaczęło się dość dziwnie, ale jednak charakterystycznie. Zawiesina prokuratury europejskiej wisiała przy suficie sali ratuszowej. Była gęsta, żółtawa i mdła, jak flegma.

Pani Skarbniczka wyszła jako pierwsza na arenę. Tym razem nie wprowadzała zmian do WPF, ale jej karnawałowa kreacja dużo obiecywała…

Zaprezentowała pewien projekt. Jaki? No ten, od którego wszystko się zaczęło. Po co to robiła? Nakazali jej, ale ona zapewne także chciała to uczynić.

To ładnie wyglądało, ta prezentacja. Wszystko pokazane do „eurocenta”. Projekt jest wzorcowy, a ta prokuratura się czepia. Dlaczego się czepia? Nie ma racji! Tak to miało wyglądać.

Miała ta prezentacja tyle wspólnego z wiadomą sprawą, co te gospodarskie „wizyty w zakładach pracy” Pana Prezydenta.

Potem już poszło klasycznie. Pan Prezydent ogłosił – 2026 rokiem kolejarza! No i wszyscy wpadli w egzaltację. Zabierali głos kolejno. Przebijali się w miłości do kolejarzy i kolejnictwa. Pompowali balon mocno. Bałem się, że on eksploduje i zerwie mi z głowy czapkę niewidkę. A potem mnie wyprowadzą za ucho z sali magistrackiej. Podczas tych teatralnych zachwytów nad kolejarzami trzymałem się cały czas za czapkę na głowie.

Panu Prezydentowi się nie dziwię, że ogłaszał ten „rok kolejarzy”. Pomyślałem nawet, że on mógłby kontynuować swoją karierę, „życie o życiu”, jako prezes zarządu naszej spółki kolejowej, potomka ZNTK. A czemu nie? Mnie to przyszło właśnie do głowy.

Ten „rok kolejarza” ogłaszany uroczyście przez Pana Prezydenta był zatem jak list motywacyjny. To całkiem sprytne.

Pan Ziaja był natomiast w formie. Jakże on pięknie mówił o kolejarzach, ale nie piękniej niż Pan Czernecki Artur. On jednak winien był przyjść na sesję w kolejarskim uniformie. Mówili wszyscy pięknie. Zapanowała sielanka.

Dlaczego my tak łatwo wpadamy w przesadę i egzaltację? To cecha naszej sesyjnej celebry i jeszcze ta tytułomania i inwokacje. To kiedyś było dla mnie groteskowe, teraz to już normalka.

No i te zachwyty nad tym, że 150 lat temu podłączono kolej do miasta. To tak, jakby było to coś szczególnego. Tak, jakby to się stało, a nie musiało tak być. I teraz świętujemy ten fakt. Tak mi się zdaje, że to przejaw jakichś ukrytych kompleksów zadupia.

Nowy Sącz został włączony do sieci kolejowej w ramach normalnej dla XIX wieku logiki modernizacji Galicji pod rządami monarchii austro-węgierskiej Franciszka Józefa. Nie ma potrzeby nadmiernej egzaltacji — to był przewidywalny krok infrastrukturalny, który po prostu w swoim czasie miał zacząć działać na rzecz rozwoju miasta.

No i wpadłem na pomysł, co mogłoby się stać w 2026 – roku kolejarza w Nowym Sączu. Newag staje się czołowym sponsorem Sandecji, płaci na klub, choćby te 7,4 mln, które ma płacić miasto corocznie. Wciąga Sandecję do kooperatywy z Motorem Lublin. To byłoby coś. Wtedy piłkarze mieliby pełne prawo śpiewać „kolejowy klub sportowy”.

A ja? Cóż, wiadomość o „roku kolejarza” przyjąłem całkiem spokojnie. A miałem w rodzinie pracowników ZNTK. No i znowu przyszło mi natręctwo do głowy. Dlaczego nazywaliśmy most „sądeckimi woluntariuszami”? W „roku kolejarza” trzeba nam wysypu ulic, mostów, mostków, skwerów, rond – sądeckich kolejarzy. Tak to wszystko powinniśmy przyklepać. A nawet Nawojowską na odcinku most–stacja paliw przemianować na – „Newagowską”. Nawet brzmi podobnie.

Dość już o tej kolei, kolejarzach i roku kolejarza, bo jeszcze kogoś zęby mogą rozboleć.

No i uchwalono podwyżki podatku od nieruchomości. Dyskusja była całkiem przewidywalna. Ale srebrne, a może nawet złote usta „goes to… Mister Krzysztof Ziaja”. Rzekł on był, że gdyby Pan Prezydent nie zarządził tych podwyżek, to spotkałby się z zarzutem, że „działa na szkodę miasta, bo umniejszy przychody miasta”. A powinniśmy się cieszyć, ze one są takie niskie, bo mogłyby być znacznie większe. To całkiem przekonywujący argument.

Szanowny Panie Ziaja, czy koniecznie musiał Pan przesadzić? Całe to uzasadnienie jakoś się kupy trzymało, ale ta przesada rozwaliła młotkiem konstrukcję. Otrzymał Pan jednak „złote usta”. A to nie w kij dmuchał.

Zaskoczyła także ta… Nawojowa. Dlaczego mamy wzorować się na Nawojowej z podatkami od nieruchomości? To dość zaskakujące. Nie Kamionka, nie Chełmiec, nie Stary Sącz, a akurat Nawojowa. To pachnie jakąś perwersją.

Pan Ziaja zabrał po raz kolejny głos, mówił bardzo namiętnie, a nawet teatralnie. Zwrócił uwagę na „jaskrawy przejaw skrajnej hipokryzji”, a Radny Kądziołka, wymieniając nazwisko „Ziaja”, czerwienieje (uszy) i zaczyna się trząść. Tak mówił Pan Ziaja. Czy on musiał to powiedzieć? Musiał. I dobrze, bo nie miałbym o czym pisać.

No i ja teraz to samo odczuwam, pisząc o Panu Ziaji. Ręka mi drętwieje, potem palce, nie mogę trafić w klawisz „Z”. Potem zaczynam się trząść i kompulsywnie myję ręce, marnując wodę.

A Pan Radny Targosz nie rozumie sensu anegdoty z „gotowaną żabą”. Istotą tej anegdoty jest paradoksalne zachowanie żaby: nie wyskakuje, gdy woda nagrzewa się powoli, a wyskoczyłaby, gdyby od razu trafiła do gorącej. Pan Radny Gieniec słusznie kontrował i proponował „pieczenie kurczaka”.

W tej dyskusji o podwyżkach było coś krzepiącego. Mamy wśród „naszych radnych” sporo ekspertów od finansów. To bardzo cieszy. Tak odebrałem wspaniały mikrowykład Pana Gieńca o inflacji i deflacji. No i wyszło znowu, że powinniśmy się cieszyć z tych podwyżek podatków.

Zabrał głos wreszcie Pan Prezydent Bochenek. Nazwał niespodziewanie Pana Kądziołkę – Michałem K. Dlaczego to zrobił? Pan Kądziołka chciał wyjaśniać, ale nie zdążył, odebrali mu głos. Czy Panu Kądziołce postawiono jakieś zarzuty?

Potem poszło jeszcze dalej. Pan Radny Czernecki zaprotestował, że zaatakowano „jego osobę”, a jego „godność tego wymaga”. Atakował, jak zwykle, Pan Kądziołka. Pan Czernecki ma dzieci, które mogłyby być w wieku Pana Kądziołki, i nie pozwala sobie na to, aby tak jeździć po „godności” Pana Czerneckiego. Ja dodaję: bez jaj!

Pan Radny Czernecki słusznie napiętnował te fejsbuki, że chce pisowska opozycja więcej czasu, aby sobie porobić zdjęcia i na fejsbukach to publikować. Dodał przekonywująco: „tak nie możemy robić”, a sesja rady miasta powinna być „jak przyjście do notariusza z wypracowanym stanowiskiem”. A nie takie fiu-bździu, to już mój kurkowy dodatek. Dodał Pan Czernecki, że Pan Radny Kądziołka nie jest jego kolegą. Jak oni kiedyś mogli być w jednym klubie PiS?

Pan Radny Czernecki zaprotestował odważnie również przeciwko marnowaniu prądu na sesji rady. A dzieje się tak poprzez przedłużanie sesji. A czynią to nasi sądeccy pisowcy. Mocne zarzuty. Tak grzmiał Pan Radny Czernecki i czynił to bez żadnych ogródek.

A kurka wodna, gdyby tak nie było tych sesji rady, to wydatki spadłyby do zera. Radni przychodzą z oświadczeniami – aktami notarialnymi i pokazują. Potem się sumuje głosy. Tyle!

Pan Prokopowicz zmienił się. Jest zdecydowanie bardziej majestatyczny. Mówił dobrze i to po trzykroć. Ale było coś w tych wypowiedziach zastanawiającego – dlaczego twierdził, także po trzykroć, że radny opozycji jest „wyspany”? To jest zastanawiające. No dlaczego oni robią takie szarady? Kurka wodna!

Jakoś wtedy skończyła się ta sesja. Wyszedłem. Wróble opuściły konary Kasztana. Było mi smutno. Ale kolejna sesja będzie już 19 grudnia. No i znowu będzie się działo.

Filmoteka dts24

217 Videos