Interwencja DTS: martwe ptactwo znalezione w Korzennej nie będzie badane – zdecydował weterynarz

W czwartek informowałyśmy o naszej interwencji w związku z odorem, który wydobywał się z przydrożnych zarośli w Korzennej. Udałyśmy się na miejsce, gdzie znalazłyśmy klika dużych worków wypełnionych martwymi, rozkładającymi się kurami. Sprawa została zgłoszona na policję, a następnie trafiła do Urzędu Gminy. Dzień później padlina została zabrana przez firmę zajmującą się utylizacją. Powiatowy weterynarz zdecydował, że szczątki nie będą badane, więc nie dowiemy się co zabiło ptaki.

wsb3

W piątek, tuż przed godziną 9. Beata Semla pełniąca obowiązki kierownika referatu Rejonowego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Korzennej poinformowała nas, że lada chwila po martwy drób ma zgłosić się firma SUEZ. Od urzędniczki dowiedzieliśmy się, że ptactwo trafi prosto do utylizacji. Taką decyzję podjął powiatowy lekarz weterynarii, do którego też wysłane zostało później oficjalne, pisemne zgłoszenie sprawy.

Cieszymy się, że mieszkańcy przysiółka Świegocin w Korzennej mogą oddychać już świeżym powietrzem. Jednak zaskoczyło nas, że wobec sprawy, która wydaje się prosta, służby czasem są bezradne.

Zebranie padliny i zabezpieczenie jej do czasu odebrania przez firmę utylizacyjną okazało się sporym problemem. Policja, ani straż pożarna nie podjęły się tego zadania. Sytuację dokładnie opisywałyśmy TUTAJ.

Diagnoza ,,przez telefon” gwarantem bezpieczeństwa? 

– Strażacy PSP i OSP Korzenna odmówili zajęcia się sprawą, ponieważ  telefoniczne stwierdzenie przez weterynarza, który nie był nawet na miejscu, że nie ma zagrożenia, to jak wmawianie komuś,  że ogień go nie poparzy. Żaden dowódca nie wyda polecenia swojemu podwładnemu, nie wiedząc, jakie jest ryzyko i jaka jest przyczyna z powodu której zwierzęta padły. Tak postąpiła zarówno PSP jak i OSP Korzenna. Na pytanie czy dostaną na piśmie, że nie ma zagrożenia, odpowiedź ze strony sekretarza zawierała się w jednym słowie: „NIE” – mówił wówczas jeden ze strażaków OSP Korzenna.

Zastępca komendanta PSP w Nowym Sączu – Paweł Motyka wyjaśniał, iż rozwiązywanie problemów z padniętą zwierzyną i utylizacja padliny to zadanie gminy, a straż pożarna generalnie się tym nie zajmuje. Zapewnił jednak, że gdyby zaistniała taka potrzeba, to na pomoc zostałaby zadysponowana jednostka chemiczna.

„(…) Na miejscu znajdował się sekretarz gminy, z relacji którego wynikało, że nie ma możliwości ustalenia właściciela padniętego drobiu. Pracownik gminy przekazał dowódcy, że o zdarzeniu została powiadomiona firma zajmująca się utylizacją zwierzyny, która miała przybyć rano następnego dnia.  Sekretarz informował także o telefonicznym kontakcie z Powiatowym Lekarzem Weterynarii, który nie stwierdził realnego zagrożenia ptasią grypą oraz innymi niebezpiecznymi chorobami zakaźnymi. Powyższe informacje kierujący działaniami potwierdził w rozmowie z kierownikiem Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego „ – tak brzmi część raportu sporządzonego przez strażaków, którą przekazał nam zastępca komendanta PSP w Nowym Sączu.

Działania strażaków ograniczyły się do rozpoznania sytuacji oraz ogrodzenia miejsca taśmą. Dowódca przybyłego zastępu JRG 1 poinformował pracowników gminy o konieczności zabezpieczenia terenu przed dostępem osób postronnych, do momentu przybycia firmy utylizacyjnej.

Tak też się stało, gdyż na miejscu pojawiła się jednostka OSP Korzenna Centrum. Strażacy z tej jednostki wraz z pracownikami gminy, na własną odpowiedzialność zabrali padnięty drób. W piątek martwe ptactwo zostało przekazane do utylizacji. Powiatowy Lekarz Weterynarii podjął decyzję, iż padlina nie zostanie przebadana. Na jakiej podstawie zdecydował, że nie ma takiej potrzeby?  Sprawdzimy.

Interwencja DTS: drastyczne znalezisko w Korzennej. Służby bezradne

MAGIK MAŁA
ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

[mailpoet_form id="1"]