O incydencie z udziałem sądeckiego parlamentarzysty zrobiło się głośno nie tylko w Nowym Sączu, ale i w Polsce. Poznaliśmy kulisy zajścia w Miasteczku Galicyjskim, choć oficjalnie nikt nie chce sprawy komentować.
Ryszard Wilk, bo o nim mowa, ponownie stał się obiektem zainteresowania. Nie chodzi jednak o chwalebne dokonania w Sejmie, lecz o kontrowersyjne sytuacje zakończone interwencją Policji. Przypomnijmy, że w maju sądecki poseł został znaleziony nietrzeźwy na jezdni w Kamionce Wielkiej. Na miejscu zjawili się mundurowi, a historia zakończyła się wyzwiskami i szarpaniną. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu. Był wniosek o uchylenie immunitetu, jednak parlamentarzysta stwierdził, że nie będzie czekał na formalności, tylko sam się zrzeknie tego przywileju.
Dzisiaj doszło do kolejnej niebezpiecznej sytuacji z jego udziałem. Jak już informowaliśmy, poseł został zabrany z Miasteczka Galicyjskiego przez zespół ratowników Sądeckiego Pogotowia i trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, potwierdzając informację w kilku źródłach, że parlamentarzysta miał przy sobie ostre narzędzie i był poraniony. Incydent wydarzył się wczesnym popołudniem. Teraz znamy nieco więcej szczegółów.
Jak poinformowano nas zakulisowo, Ryszard Wilk wczoraj bawił się na terenie Miasteczka Galicyjskiego. Wraz z upływem czasu, jak również spożywanych trunków, miał coraz większe problemy z utrzymaniem równowagi. Wyraźnie się zataczał. Parlamentarzysta zakończył imprezę noclegiem w tamtejszym hotelu. Nowy dzień dawał szansę na otrzeźwienie i na niepamięć o wyczynach minionego wieczoru, jednak polityk postanowił wrócić do zabawy.
– Dużo się działo. Przede wszystkim poseł bardzo dziwnie się zachowywał. Był pobudzony i agresywny. Wydaje mi się, że nie było to spowodowane dużą ilością wypitego alkoholu. Szukałbym odpowiedzi w badaniach krwi pod kątem innych substancji. Był rozkojarzony i z każdą chwilą sytuacja wydawała się pogarszać. W pewnym momencie ktoś do niego dołączył, długo rozmawiał z tą osobą. Wyglądało to na sprzeczkę. Później zrobiło się naprawdę niebezpiecznie – opowiadał nam jeden ze świadków zdarzenia.
Kiedy na miejscu zjawili się funkcjonariusze policji i zespół karetki pogotowia, Ryszard Wilk miał przy sobie nóż. Był zraniony.
– Skąd wziął nóż? Ponoć poszedł na zaplecze restauracji albo do kuchni mówiąc, że potrzebuje czegoś do obrania pomarańczy. Nie wiem, czy ktoś mu dał, czy sobie wziął. W każdym razie wszystko wskazuje na to, że sam się tym nożem uszkodził – dodał nasz rozmówca.
Funkcjonariusze długo zabezpieczali pokój, w którym poseł spędził noc. Co ciekawe na miejscu pojawiło się aż sześciu umundurowanych policjantów i zespół ratowników medycznych. Ryszard Wilk został najpierw pozbawiony niebezpiecznego przedmiotu, a następnie zabezpieczony w transporcie na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Nowym Sączu.
Z pytaniem o incydent zwróciliśmy się do służb prasowych Komendy Policji w Nowym Sączu. Odesłano nas po odpowiedzi do Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu.
Telefon polityka milczy. Sławomir Czop natomiast, czyli wicedyrektor Muzeum Ziemi Sądeckiej powiedział w rozmowie z redakcją DTS24 jedynie: „Muzeum nie komentuje tej sytuacji”.
Czytaj także: Dramatyczny incydent na Miasteczku Galicyjskim. Poseł Konfederacji groził, że odbierze sobie życie
fot. Adrian Maraś


























































































































































































































