Grał role nieszkodliwych wariatów, a dziś zawiaduje Miejskim Ośrodkiem Kultury w Nowym Sączu

Przedłużający się brak elektryzujących opinię publiczną informacji, najczęściej o negatywnym wydźwięku płynących z obfitego źródła, jakim w ostatnim czasie był Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Sączu, skłonił do poszukiwań przyczyn takiego stanu rzeczy. Sytuacja o tyle trudna, że pracownicy Miejskiego Ośrodka Kultury nabrali wody w usta, tłumacząc się zmęczeniem spowodowanym audytem jednostki, a i sądecki ratusz nieskory był do udzielania jakichkolwiek wyjaśnień w tej materii i milczał zawzięcie jak zaklęty. Ta dziwna solidarność po obu stronach barykady była wysoce podejrzana i pachniało tu z daleka jakąś sensacją. W końcu udało się wpaść na trop. Jak to mówi się w światku dziennikarskim, ze źródeł zbliżonych do dobrze poinformowanych, dowiedzieliśmy się, że o zgrozo od 5 czerwca (a dziś już 27!) tegoż roku Miejskim Ośrodkiem Kultury w Nowym Sączu zawiaduje nowa osoba pełniąca obowiązki dyrektora w osobie Benedykta Polańskiego.

wsb3

Przeszło dwa tygodnie od powołania na to stanowisko nowej osoby prezydent Ludomir Handzel, Urząd Miasta i pracownicy sądeckiego MOK-u utrzymali zgodnie informację w tajemnicy. Z czego wynika tak niespotykanie konsekwentna polityka dyskrecji urzędu i dlaczego tak niezwykłą lojalnością w jej utrzymaniu wykazali się pracownicy Miejskiego Ośrodka, którzy wszak w ostatnim czasie nie szczędzili publicznie wypowiadanych słów goryczy pod adresem władz miasta?

Benedykt Polański przyznaje, że był to zabieg celowy, zastosowany z rozmysłem, mający pozwolić na uspokojenie wzburzonych nastrojów i wyciszenie efektów „czarnego PR-u”, jaki narósł wokół sądeckiego MOK-u w ostatnim czasie, a także dać czas na skupienie się na bardzo intensywnych działaniach przygotowujących do nowych przedsięwzięć, o których jednak nie chce mówić. Powodzenie tych założeń było w sumie dość łatwe do uzyskania, jeżeli weźmie się pod uwagę fakt, iż zarówno w środowisku związanym z Miejskim Ośrodkiem Kultury, jak i Teatrem Robotniczym, postać Benedykta Polańskiego jest dobrze znana, budzi pozytywne emocje i cieszy się zaufaniem. Jak twierdzi sam nowo mianowany dyrektor, nie czuje się szczególnie powołanym do aktorstwa, ale dzięki Januszowi Michalikowi mógł spróbować swoich sił w kilku epizodach - obsadzany, jak sam mówi, z racji postury i fizjonomii w rolach tępych osiłków lub nieszkodliwych wariatów. W ostatnim czasie z powodzeniem dał się poznać jako kabareciarz w spektaklu reżyserowanym przez Ewę Janus pt. „Kochane Baby 5”, gdzie we własnym autorskim skeczu „Terapia Małżeńska” rozbawiał do łez sądecką publiczność, wywołując co rusz salwy śmiechu na widowni, co znamionuje duży dystans do siebie i otaczającej rzeczywistości. Poza hobbystycznie realizowaną aktywnością kabaretowo-teatralną Benedykt Polański zawodowo wywodzi się ze środowiska biznesu. Na swojej drodze wiedzę czerpał z pracy na różnych poziomach menadżerskich, w zagranicznych korporacjach, małych i większych firmach krajowych, aby po latach wykorzystać zdobyte doświadczenie do pracy na własny rachunek w prowadzonej wspólnie z żoną rodzinnej firmie. Jak przyznaje, na krętej drodze przedsiębiorczości oprócz wielu dobrych momentów były i bardzo ciężkie chwile, gdy wskutek błędnej decyzji czy nieuczciwości kontrahentów poznał smak porażki i musiał dźwigać się z kłopotów. Jednak najbardziej ceni sobie właśnie te trudne momenty, bo to one były z perspektywy czasu najwartościowsze. Dlatego też szczególnym szacunkiem darzy wszystkich, którzy zmagają się z trudami prowadzenia biznesu i podziwia osoby, które w niełatwych warunkach gospodarczej rzeczywistości potrafią skutecznie działać i tworzyć dla innych kolejne miejsca pracy. Szczególnym sentymentem darzy firmy rodzinne jak Fakro, w którym stawiał pierwsze kroki, oraz firmę Koral, w której podziwia efekty współpracy pokoleniowej.

- Tak szczególny mariaż własnych doświadczeń biznesowych i zamiłowania do kultury, realizowanego bądź co bądź empirycznie na deskach teatru, daje w osobie pana Benedykta Polańskiego realną szansę na wyprowadzenie Miejskiego Ośrodka Kultury z impasu, w którym się znalazł, i przywrócenie mu roli, jaka jest mu przypisana społecznie – mówi dr Marcin Poręba, dyrektor Wydziału Komunikacji Społecznej i Kultury. - Oczywiście decyzja o powołaniu została poprzedzona wnikliwą analizą przedstawionej przez pana Benedykta Polańskiego „ Strategii Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Sączu na lata 2020-2023”. Zawarte w niej założenia były na tyle nowatorskie, i jednocześnie realne do osiągnięcia, że prezydent Ludomir Handzel zdecydował o powołaniu go na dyrektora MOK. Osobiście uważamy z panem prezydentem, że połączenie tak wielu pożądanych cech, jakie reprezentuje nowo powołany dyrektor, w korelacji z jego wrażliwością i empatią w odniesieniu do osób ze „środowiska kulturalnego”, może dać oczekiwany efekt synergii z korzyścią dla tej jednostki o specyficznych uwarunkowaniach, jaką jest MOK, a także dla naszego miasta i jego mieszkańców - podsumowuje dr Marcin Poręba.

Poza doświadczeniami zawodowymi i teatralnymi nowo powołany dyrektor przyznał się do dzielenia rzadkich chwil wolnego czasu między swoje liczne pasje: jazdę na motocyklu, myślistwo, pszczelarstwo, boks i kickboxing, strzelectwo, jazdę na nartach i na rowerze, wędrówki górskie i wiele innych, na które coraz bardziej brakuje mu miejsca w kalendarzu…

FORDELEKT

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.