Gościnność czy niefrasobliwość przy Kilińskiego 47?

Gościnność czy niefrasobliwość przy Kilińskiego 47?

Rywalizacja pomiędzy Sandecją, a Wiślanami Skawina była pełna zwrotów akcji. Kiedy wydawało się, że kontrolę mają gospodarze, to przyjezdni przejmowali inicjatywę i zmieniali wynik na swoją korzyść.

Spotkanie rozgrywane na stadionie przy ulicy Kilińskiego 47, bardzo dobrze zaczęło się dla miejscowych. Po około dziewięćdziesięciu sekundach gry, w pole karne wbiegł Karol Kłos i efektownie obrócił się z piłką chcąc minąć obrońcę, lecz został sfaulowany. Przewinienie ewidentne, jednak jego umiejscowienie w polu karnym już takie oczywiste nie było, ale sędzia zdecydował się wskazać na wapno. Stały fragment na gola bezbłędnie zamienił Rafał Wolsztyński, dla którego było to już osiemnaste celne trafienie w tym sezonie.

Po dwudziestu pięciu minutach rywalizacji doszło do kolejnego ważnego dla losów meczu rozstrzygnięcia. Murawa jakby na chwilę zamieniła się w oktagon do sportów walki, bowiem Patryk Bryła wyprostowaną i uniesioną nogą zaatakował przyjmującego piłkę przeciwnika. Zawodnik drużyny przyjezdnej długo zwijał się z bólu, natomiast arbiter bez wahania pokazał piłkarzowi Sandecji czerwoną kartkę. Gospodarze od tego momentu grali w osłabieniu.

Po zmianie stron optyczną przewagę zaczęli budować Wiślanie Skawina, jednak poza utrzymywaniem się przy piłce nic konstruktywnego z niej nie wynikało. Goście zbliżali się do pola karnego przed bramką Martina Polacka, ale już nie umieli zmusić słowackiego golkipera do interwencji. Kolejne fragmenty przebiegały więc bez większych emocji.

Taki obraz meczu utrzymywał się do 78 minuty. Wówczas faulowany przed polem karnym był Błażej Radwanek z drużyny przyjezdnej, a szansę na bramkę z rzutu wolnego wykorzystał Patryk Kołodziej. Mocno uderzona z siedemnastego metra piłka odbiła się od jednego z piłkarzy Sandecji, następnie zmyliła bramkarza i wpadła do siatki obok słupka. Wynik tej rywalizacji zamienił nam się zatem na remis, po jednym golu dla każdej ze stron.

Podrażnieni tym stanem rzeczy gospodarze, rzucili się jeszcze do odrabiania strat. Sztuka ta udała im się na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, po przeprowadzeniu akcji rodem z popularnej gry komputerowej. Prawym skrzydłem przedarł się Karol Smajdor, następnie wrzucił piłkę w pole karne, a tam głowę dołożył do niej Kacper Talar i skierował do siatki. Podopieczni trenera Łukasza Mierzejewskiego wyszli na prowadzenie.

Kiedy wydawało się, że Sandecja dowiezie wynik do końca, to goście doprowadzili do remisu w 94 minucie. Zamieszanie zrobiło się przed polem karnym gospodarzy, a w tym chaosie na niespodziewany strzał zdecydował się Nikodem Morawski. Uderzona z szesnastego metra piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki. Rzutem na taśmę więc wynik spotkania został ustalony niemal w ostatnich sekundach tego meczu.

Czytaj także: Gdzie jest kres możliwości Sandecji? Drużyna czeka na rywala

fot. Sandecja

Filmoteka dts24

217 Videos