W Nowym Sączu beton zazwyczaj milczy. Ale nie przy ulicy Węgierskiej. Tam, w ramach kultowego już cyklu #serialnawegierskiej, Mgr Mors tchnął w szare mury duszę, malując portret, który nie jest jedynie grą światła i cienia. To podobizna Ariny, czyli konia, którego artysta nie tylko zna, ale z którym dzieli rzadką więź.
Ostatnie dni przyniosły nam scenę jak z pogranicza snu i rzeczywistości. Podczas gdy miasto wyciszało się z tętniących pośpiechem samochodów i szumu codzienności, przez jego serce przemknęła ona – żywa, dumna i oszałamiająca. Mgr Mors, zamieniając spray na wodze, poprowadził Arinę przez miejski labirynt. To nie był zwykły przejazd. To był performance obecności. Finał tej podróży pod wiaduktem na Węgierskiej był momentem magicznym: spotkaniem Ariny z Ariną. Żywa krew i pulsujące mięśnie stanęły twarzą w twarz z zastygłą farbą i artystyczną wizją.
Dzisiaj, 30 kwietnia, w Polsce obchodzimy Dzień Konia. To święto zwierząt, które od wieków niosły nas na swoich grzbietach ku cywilizacji, a dziś w świecie zdominowanym przez technologię, niosą nas ku wolności i prawdzie o nas samych. Czy namalowanie konia to próba uchwycenia wiatru, a jazda na nim to stanie się tym wiatrem? Opowieść Mgr Morsa i Ariny przypomina nam, że sztuka nie musi być zamknięta w galerii, a natura nie musi być wygnana z miasta. Ten portret na ulicy Węgierskiej to pewnego rodzaju symbol.
Dziś, patrząc na film z tego niezwykłego przejazdu, świętujemy nie tylko dzień tych wspaniałych zwierząt, ale też odwagę artysty, by wyjść poza ramy i pokazać nam, że miasto ma serce i bije ono w rytm końskich kopyt.
Czytaj także: Tylko jedna osoba w mieście ma tam klucze. Weszliśmy do serca sądeckiego zegara



















































































































































































































