Choroba i wypadek pogrzebały marzenia sześcioosobowej rodziny z Wojnarowej o budowie nowego domu. A jednak Gawlikowie nie siedzą z założonymi rękami, radzą sobie jak mogą. Możemy im pomóc.

- Ale panowie tu bajzlu narobili. Tamci to ładnie narzędzia układali – 6-letnia Milenka Gawlik upomina  z rozbrajająca szczerością nowych robotników, zapraszając ich przy tym na przerwę obiadową do drewnianej chaty. Dziewczynka codziennie dogląda, jak postępuje budowa nowego domu. Nie może doczekać się, kiedy będzie mieć swój własny pokój.

- Jeszcze nie wiem, który to będzie mój – mówi.

- Nie podzieliliśmy się jeszcze – dodaje jej 12-letni brat Bartek.

Nie wiadomo jednak, jak szybko dzieci będą mogły zamieszkać w nowym domu. Końca prac nie widać, a środki na koncie rodziny topnieją.

***

- Dzieci żyją budową i trudno się dziwić, patrząc na te warunki – stwierdza Gabriela Gawlik, oprowadzając po starym domu w Wojnarowej, w której teraz mieszka sześcioosobowa rodzina.

Kiedy w 2008 roku przeprowadzili się do niego, byli przekonani, że to tymczasowe rozwiązanie. Tu mieszkał wuj jej męża – Władysław. Samotny, schorowany, potrzebował opieki, więc postanowili mu pomóc. Liczyli, że szybko obok drewnianego domku uda się im postawić nowy albo przynajmniej stary powiększyć na tyle, by rodzina mogła żyć w godnych warunkach.

- Gdy tu trafiliśmy, Milenki jeszcze nie było na świecie. Żyliśmy z mężem i dwoma synami oraz wujem na tak niewielkim metrażu – pani Gabriela pokazuje granice przybudówki. – Tylko sień, kuchnia i ten pokój. Tę drugą część z pokojem dzieci udało się zrobić dopiero niedawno – dodaje.

Plany i marzenia o budowie nowego domu zeszły na daleki plan w momencie, gdy okazało się, że najstarszy syn Gawlików ma poważne kłopoty ze zdrowiem. Chłopiec często narzekał na ból głowy, katar, miewał przy tym napady agresji. Lekarze orzekli lekkie opóźnienie w rozwoju, ale resztę dolegliwości składali na karp przeziębień, grypy. Dopiero, kiedy Grześ zemdlał podczas szkolnej akademii, zlecili przeprowadzić serię badań. Wówczas okazało się, że chłopiec cierpi z powodu cysty  pajęczynówki. Od tego czasu spokojne życie Gawlików zmieniło się w walkę o zdrowie syna. To, jak się okazało, był dopiero początek ich problemów.

- Jeździliśmy z Grzesiem od lekarza, do lekarza. Później syn trafił na stół operacyjny – opowiada pani Gabriela.

- Mam poczucie, że po pierwszej operacji objawy choroby zamiast zelżeć, nasiliły się. Grześ ma coraz silniejsze napady agresji – dodaje jej mąż Tadeusz.

Chłopiec ma małe szanse na usamodzielnienie się w przyszłości. Trafił do Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Nowym Sączu. W dni nauki przebywa w internacie.

Pod kątem cysty rodzice przebadali również młodszego syna Bartka. Lekarze i u niego stwierdzili torbiel. W przeciwieństwie do brata, Bartosz jest nad wyraz spokojny i zalękniony.

***

- Myślałam, że choroba synów, to najgorsze co nas w życiu może spotkać – przyznaje pani Gabriela, wspominając dzień, w którym dowiedziała się o wypadku swojego męża. – Normalnie to siąść i płakać. Ale człowiek popatrzył na swoje dzieci i od razu wiedział, że najgorszy ze scenariuszy dla nich to poddać się – dodaje.

18 lutego 2014 roku Tadeusz Gawlik wynosił krokwie z jednego z domów do rozbiórki. Właściciel budynku pozwolił zabrać drewno za darmo. Pan Tadeusz chciał z nich wykonać nowe pomieszczenie gospodarcze przy domu.

- Niosąc krokiew poślizgnąłem się i upadłem – opowiada Tadeusz Gawlik. – Efekt? Złamany kręgosłup. Do końca życia będę poruszał się na wózku inwalidzkim – dodaje.

Przyznaje, że w szpitalu był o krok od załamania się. Do tej pory miał się za silnego, sprawnego fizycznie mężczyznę.

- Dorabiałem w lesie przy wycince drzew, a teraz nie mogę poruszyć nogami. Kiedy jednak obejrzałem się po sali, szybko oprzytomniałem. Ja byłem sparaliżowany tylko od pasa w dół, a ze mną leżeli mężczyźni, którzy nawet ręki nie mogli podnieść i prawdopodobnie resztę życia spędzą w łóżku – opowiada.

Dwa lata intensywnej rehabilitacji pozwoliło mu się usamodzielnić. Dzięki Fundacji Aktywnej Rehabilitacji nauczył się sprawnie poruszać na wózku inwalidzkim. Dzięki ofiarności ludzi ma samochód dostosowany do potrzeb osoby niepełnosprawnej. I wreszcie – co podkreśla - dzięki Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Stróżach senatora Stanisława Koguta ma pracę.

- Musiałem się przekwalifikować. Z lasu trafiłem do pralni – uśmiecha się. – Od tego czasu życie nabrało rozpędu – dodaje.

***

Odkładane do tej pory plany budowy domu też odżyły. Gawlikowie ze wzruszeniem opowiadają o zaangażowaniu dwóch nauczycielek, które sprawiają, że ich marzenie ma szansę się w końcu spełnić.

Niedługo po wypadku w ich domu pojawiały się Arletta Batkowska i Estera Mikołajczyk. Obie uczą w szkole, do której uczęszcza Grześ. Odwiedziły państwa Gawlików, by dać im sprzęt AGD pochodzący z charytatywnej zbiórki.

- Dostałyśmy sygnał, że rodzinie się przyda – opowiada Arletta Batkowska. – Kiedy jednak weszłyśmy do ich domu, już czułyśmy, że dłużej tu zabawimy. Zrodził się w nas bunt. Ludzie w XXI wieku nie mogą przecież żyć w takich warunkach – przyznaje.

Pani Gabriela próbuje się tłumaczyć: - Musieliśmy wybierać: remonty, czy zdrowie i życie naszych dzieci, a później męża.  Po wypadku zostaliśmy praktycznie bez pieniędzy. Nie było wtedy 500 plus, Tadeusz nie dostał jeszcze renty, ja miałam 600 zł rodzinnego i emeryturę wujka. Paradoksalnie właśnie wujek, któremu to my przyjechaliśmy pomóc, nam pomaga – dodaje.

Nauczycielki natychmiast podjęły działania, by zmienić warunki życia Gawlików. Zaangażowały znajomego architekta, który ocenił, na ile stary dom nadaje się do remontu.

Nie nadawał się w ogóle. Kiedy próbowano brać się za naprawę jakiejkolwiek instalacji, wszystko się rozsypywało. Udało się „podreperować” chałupkę na tyle, że dzieci nie chodzą już po klepisku.

- Podjęłyśmy decyzję, że pomożemy Gawlikom wybudować nowy dom. Nie dlatego, że tak biednie u nich. Ta rodzina nas urzekła. Mają problemy, ale nie siedzą z założonymi rękami, czy wyciągniętymi, bo pomoc z urzędu im się należy. Nie przyjmują postawy roszczeniowej. Pan Tadeusz poszedł do pracy, mimo swej niepełnosprawności. Nie zarabia może kokosów, ale zawsze jest na leczenie czy rehabilitację. Pani Gabrysia uprawia swoje małe poletko i hoduje kury, nie krzywiąc się, czy się jej to opłaci. Im wszystko się opłaca – mówi Arletta Batkowska.

***

W ciągu czterech lat dzięki pomocy sponsorów, których poszukują nauczycielki, ale i z zaoszczędzonych z 500 plus pieniędzy czy sprzedaży jaj Gawlikom udało się rozpocząć budowę. Dziś obok starego, drewnianego budynku wyrastają już mury parterowego domu przykryte krokwiami. Niestety na więcej rodziny już nie stać.

- Wierzymy jednak, że znajdą się ludzie, którzy zechcą wesprzeć Gawlików i ich dzieci. Pilnie potrzeba doprowadzić budynek do stanu surowego zamkniętego, by dotychczasowa praca nie poszła na marne – apelują przez dziennikarzy nauczycielki.

Niedawno z rodziną z Wojnarowej skontaktował się 28-letni mężczyzna. Powiedział, że chce ofiarować im 10 tys. zł, ale pragnie pozostać anonimowy. Gawlików zaskoczyła nie tylko kwota, ale przede wszystkim to, co usłyszeli od niego. Opowiada, że z żoną regularnie odkładają pieniądze i kiedy uda się im uzbierać konkretną sumę, przeznaczają na cel charytatywny.

- Przecież mogliby odkładać dla siebie na wycieczkę zagraniczną – mówi nie kryjąc wzruszenia Tadeusz Gawlik. - Gdyby nie ten wypadek, nigdy nie dowiedziałbym się, jak wielu dobrych ludzi żyje blisko nas. Czasem nawet ci odleglejsi bywają bliżsi. Czy mogę im wszystkim podziękować? Dziękuję! – mówi.

UWAGA!

Na stronie zrzutka.pl zorganizowano zbiórkę dla Gawlików na budowę domu i leczenie synów. Na koncie jest obecnie blisko 15 tys. zł. Żeby jednak zaspokoić najpilniejsze potrzeby rodziny, konieczne jest uzbieranie 80 tys. zł. Osoby, które chcą wesprzeć Gawlików, mogą również wpłacać pieniądze na specjalnie dla nich utworzone subkonto parafii w Wojnarowej (Bank Spółdzielczy w Grybowie Parafia Rzymskokatolicka w Wojnarowej nr konta: 57879710130010016862920002 z dopiskiem „Budowa domu państwa Gawlików”).

Czytaj "Dobry Tygodnik Sądecki" - kliknij i pobierz bezpłatnie:

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie