8 maja przez lata był dla Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University dniem szczególnym. To właśnie tego dnia w 1992 roku w sądeckim ratuszu podpisano umowę, która otworzyła jedną z najważniejszych historii edukacyjnych Nowego Sącza. Jutro, 9 maja, miasto pożegna człowieka, który tę historię wymyślił i zamienił w rzeczywistość – doktora Krzysztofa Pawłowskiego.
W tej sekwencji dat jest jakaś przejmująca symbolika. Dziś przypada rocznica podpisania porozumienia z National-Louis University. Jutro odbędzie się pogrzeb założyciela WSB-NLU, byłego senatora RP, fizyka, nauczyciela akademickiego, Honorowego Obywatela Nowego Sącza i człowieka, który dał dowód, że wielkie projekty wcale nie muszą zaczynać się w wielkich metropoliach.
Sam Pawłowski wracał w swoich wspomnieniach do początku tej historii – jeszcze nie do 8 maja 1992 roku, ale do września 1989 roku. Był wtedy senatorem z województwa nowosądeckiego i uczestnikiem wyjazdu studyjnego do Niemiec, przygotowanego przez Fundację Adenauera. Polska była świeżo po wyborach 4 czerwca i po powołaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego. Jak pisał, sytuacja w kraju była nadal niestabilna: „wciąż stacjonowały w Polsce wojska sowieckie, wciąż funkcjonowały komunistyczne służby specjalne”. A jednak dla ludzi dawnej opozycji był to już czas „radosnego, twórczego myślenia o nowej Polsce”.
Podczas tamtego wyjazdu Pawłowski trafił do prywatnej uczelni biznesowej WHU w Vallendar. To spotkanie okazało się dla niego przełomem. „Nigdy nie pracowałem wcześniej na uczelni, ale wizyta i rozmowy na uczelni w Vallendar były dla mnie wstrząsem, można wręcz nazwać to swoistą iluminacją” – wspominał.
Po rozmowie ze studentami wiedział już, co chce zrobić. Nie w Warszawie, nie w Krakowie, nie w żadnym z wielkich akademickich ośrodków, ale właśnie w Nowym Sączu. „Wiedziałem, że moim pierwszym zadaniem jest stworzenie Nowym Sączu szkoły biznesu, takiej, która choć w części będzie przypominała uczelnią w Vallendar, a szczególnie której poziom kształcenia będzie tak wysoki jak w WHU i po której absolwenci będą mogli wybierać miejsce pracy, a nie szukać pracy”.
To ostatnie zdanie brzmi dziś jak definicja jego ambicji. On nie chciał tworzyć po prostu kolejnej szkoły, tylko budować instytucję, która przesunie życiowe możliwości młodych ludzi. Sam moment decyzji opisał jeszcze mocniej: „…wróciłem z Niemiec wręcz opętany myślą, wręcz z decyzją, że muszę utworzyć szkołę biznesu w Nowym Sączu, jednak praktycznie nie mając żadnego przygotowania merytorycznego”. To „opętanie myślą” stało się początkiem jednej z najśmielszych lokalnych historii po 1989 roku.
Pawłowski dobrze rozumiał, jak bardzo jego pomysł wyprzedzał ówczesne realia. Przypominał, że w tamtej Polsce istniały wyłącznie uczelnie państwowe, zlokalizowane w największych miastach i „nikomu nie przychodziło nawet do głowy, że można utworzyć uczelnie prywatną i jeszcze w tak małym mieście jak Nowy Sącz”.
Pierwsza szkoła była skromna, pionierska, niemal surowa. 29 września 1991 roku odbyła się uroczysta inauguracja przed Pałacem Stadnickich w Nawojowej. 1 października naukę rozpoczęło 64 studentów. Mieli do dyspozycji jedną salę wykładową, dwie sale lekcyjne, trzy laboratoria językowe, pracownię komputerową i pracownię pisania na maszynie.
Tempo od początku było ostre. Pawłowski wspominał, że zajęcia odbywały się od poniedziałku do piątku, a samych lektoratów języka angielskiego było pięć godzin lekcyjnych dziennie. Po kilku miesiącach studenci zastrajkowali. „Nie wytrzymywali intensywności nauki” – pisał. Szkoła zmniejszyła więc liczbę godzin angielskiego. Do czterech dziennie. Ten szczegół mówi o WSB-NLU więcej niż niejeden ranking. Uczelnia od początku miała dawać przewagę. Praktyczną.
Kluczowym krokiem okazało się znalezienie amerykańskiego partnera. National-Louis University, prywatna uczelnia z Evanston pod Chicago, szukała wówczas w Polsce miejsca do współpracy. Największe polskie uniwersytety nie były zainteresowane. Dla Nowego Sącza była to szansa, której Pawłowski nie wypuścił.
„Trzeba pamiętać, że poruszaliśmy się na całkowicie nieznanym polu, byliśmy absolutnymi liderami w tworzeniu prywatnej szkoły wyższej z tak silnym udziałem doświadczonego uniwersytetu amerykańskiego” – zapisał po latach.
Dokładnie 34 lata temu – 8 maja 1992 roku w sali obrad sądeckiego ratusza Krzysztof Pawłowski podpisał umowę z prezydentem NLU, dr. Orleyem Herronem. W uroczystości uczestniczyli m.in. ambasador USA Thomas W. Simons, ambasadorowie Rosji, Austrii, Szwecji i Czechosłowacji oraz przedstawiciele ambasad kilku innych państw. Ambasador USA odczytał wtedy list prezydenta George’a Busha do Krzysztofa Pawłowskiego.
„Amerykanie są pełni podziwu dla śmiałych reform, których podjął się naród polski i zdają sobie sprawę z tego, że stoicie w obliczu wielkich wyzwań” – pisał amerykański prezydent. I dodawał: „Pragnę zapewnić o poparciu Ameryki dla Waszego sukcesu w korzystaniu z wolności tam, gdzie kiedyś panowała tyrania”.
Po latach Pawłowski oceniał, że podpisanie umowy z NLU było momentem przełomowym. Amerykański partner podzielił się swoimi programami studiów i zaoferował pomoc w ich realizacji w Polsce – w Nowym Sączu.
W 1995 roku podczas inauguracji roku akademickiego pojawiło się hasło, które zostało z uczelnią na lata: „Marzenia zamieniamy w rzeczywistość”. Trudno o zdanie lepiej opisujące samego Pawłowskiego. W jego historii marzenia były zadaniem organizacyjnym.
W najlepszym okresie WSB-NLU była jednym z najważniejszych akademickich znaków Nowego Sącza. Zdobywała wysokie miejsca w rankingach, przyciągała studentów spoza regionu, rozwijała kontakty międzynarodowe, nowe kierunki, programy i projekty. Ale dla Pawłowskiego najważniejsi byli ludzie.
„O jakości każdej szkoły, a szczególnie Szkoły Wyższej, decydują ludzie” — powtarzał gdzie tylko mógł i tak często, aby jak najmocniej zapadło w pamięć.
Dziś, 8 maja, rocznica podpisania umowy z NLU wybrzmiewa inaczej niż dotąd – jako dzień pamięci o człowieku, którego jutro, 9 maja, Nowy Sącz pożegna. Uroczystości rozpoczną się o godz. 9.30 różańcem w Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia, w kościele Ojców Jezuitów przy ul. Piotra Skargi. O godz. 10.00 odprawiona zostanie msza święta żałobna. Pogrzeb zaplanowano na godz. 12.00 na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Rejtana.
Po Krzysztofie Pawłowskim zostaje uczelnia, tysiące absolwentów i pamięć. Nie czekał, aż ktoś da Nowemu Sączowi miejsce na akademickiej mapie Polski. Sam je wywalczył. I skwitował słowami, które kiedyś były hasłem inauguracji, dziś brzmą jak epitafium dla całej jego metody działania: „Marzenia zamieniamy w rzeczywistość”.
Czytaj też:
Prezent z terminem ważności: ZAWSZE [II] Tato – Rektorze. Do widzenia….













































































































































































































