Dziś moje dzieci widuję tylko przez szpitalne okno

Dziś moje dzieci widuję tylko przez szpitalne okno

Klaudia Zasowska to 35-letnia mieszkanka Stróżówki, która w maju tego roku usłyszała straszną diagnozę – ostra białaczka. Aby wróciła do pełni sił, niezbędny jest przeszczep szpiku. Apelujemy: włącz się w akcję i zarejestruj w bazie DKMS. To bardzo proste. Niewielki gest może uratować ludzkie życie. Może to właśnie Ty jesteś genetycznym bliźniakiem Klaudii?

– Jak to wszystko się zaczęło?

– Pierwszą diagnozę usłyszałam 19 maja. Już dzień później, 20 maja, miałam potwierdzenie, że choruję na białaczkę.

– Jak człowiek reaguje, gdy dowiaduje się o takiej chorobie?

– Pierwsze dwa dni to był płacz. Nie dlatego, że choroba dotknęła akurat mnie, ale dlatego, że wiedziałam, że zostanę odizolowana od moich najbliższych. Dziś moje dzieci widuję tylko przez szpitalne okno. Jestem zamknięta w czterech ścianach, a to jako matkę boli mnie najbardziej. Znajomi mówią, że jestem nie do zdarcia. I rzeczywiście – nie płakałam z bezsilności. Miałam w sobie siłę, by walczyć. Najbardziej bolała mnie jednak rozłąka z dziećmi, zwłaszcza że do szpitala trafiłam tuż przed Dniem Matki. Jeszcze chwilę wcześniej byłam z synem na jego Pierwszej Komunii Świętej.

– Jakie objawy sprawiły, że postanowiła Pani szukać pomocy medycznej?

– U mnie wszystko zaczęło się dość nietypowo. Miałam ogólne osłabienie, puchnące dziąsła, stany zapalne i infekcje wirusowe. Początkowo zrzucałam to na stres i zmęczenie, ale w końcu poczułam, że coś jest nie tak i postanowiłam poszukać pomocy medycznej. Dodatkowo zaczęła mnie swędzieć skóra. Prawdopodobnie chorowałam na ostrą białaczkę już od listopada. Według statystyk, to niemal niewiarygodne, że przeżyłam aż do momentu postawienia diagnozy – czyli do maja tego roku.

– Jak wyglądało Pani życie przed chorobą?

– Pracowałam jako psycholog, zawsze byłam pełna energii i siły. Żyłam zdrowo – unikałam tego, co szkodliwe. Prowadziłam aktywny tryb życia: bieganie, sztuki walki, stretching, akrobatyka. Śmieję się, że rak nie wiedział, na kogo trafił. Zawsze cieszyłam się życiem i najdrobniejszymi rzeczami – zapachem deszczu, kawą na tarasie. Nawet widok robaczka leżącego do góry nogami mnie rozczulał – potrafiłam podejść i postawić go na równe nogi. Po prostu czerpałam z życia pełnymi garściami. Oczywiście życie dawało mi już w kość i nie zawsze było usłane różami. Urodziłam Kacperka jako wcześniaka. Miał przejść operację na otwartym sercu, ale do dziś do niej nie doszło, bo po prostu nie była mu potrzebna. Wszystko dobrze się skończyło. Pomimo pojawiających się trudności życiowych, nigdy się nie poddawałam. Zawsze się udawało, więc wierzę, że i teraz tak będzie. Staram się mieć jak najmniej oczekiwań – wtedy radość jest większa.

– Jak obecnie przebiega Pani leczenie? (…)

Cały materiał przeczytasz w najnowszym wydaniu DTS – za darmo pod linkiem:

 

 

Fot. Arch. K. Zasowskiej

Filmoteka dts24

194 Videos