Drogowcy załamują ręce. We Florynce osuwisko znów pochłania świeżo naprawioną drogę

Remont drogi powiatowej (nr 1503 K) we Florynce, biegnącej w stronę Brunar i Izb, to prawdziwie syzyfowa praca. Początkiem grudnia ubiegłego roku, po 10 dniach robót, drogowcom udało się odbudować jezdnię, która w większości  została zabrana przez osuwisko i podmyta przez rzekę Białą. Koszt inwestycji opiewał na 159 tysięcy złotych. Minęło nieco ponad pół roku, a droga ponownie popękała i znów ,,straszy" podróżnych. Stało się to w ubiegłym tygodniu, tuż po fali ulewnych deszczów. Czy drogowy koszmar ma szansę się zakończyć?

Renault2

- Od zeszłego piątku ograniczyliśmy nośność do 3,5 tony od miejscowości Brunary do Florynki, aż do skrzyżowania z drogą wojewódzką. Musieliśmy również zawęzić jezdnię do jednego pasa ruchu. W tamtym miejscu znajduje się bardzo duże osuwisko. Powierzchnia poślizgowa zaczyna się pod Kiczerą i ma kilkaset metrów długości. W opinii wydanej kilka lat temu przez Państwowy Instytut Geologiczny odbudowa drogi nie daje gwarancji trwałości - wyjaśnia w rozmowie z naszą redakcją dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Nowym Sączu Adam Czerwiński.

W ubiegłym roku zarządca zdecydował się na jej remont, gdyż cały pas osunął się do rzeki i istniało realne zagrożenie dla podróżnych. Pozostała część jezdni na kilka miesięcy została wydzielona barierkami, a ruch odbywał się wahadłowo. Dokładnie 28 listopada rozpoczęto prace. Drogowcy rozebrali fragment drogi, który został zniszczony, wybrali osunięte warstwy ziemi, odwodnili i uformowali podłoże z kamienia łamanego. Następnie położyli elementy konstrukcyjne drogi i nowej nawierzchni. Remont obejmował 60-metrowy odcinek i kosztował 159 tysięcy zł. Został wykonany w zaledwie 10 dni.

Pół roku później, około 20 czerwca br., po fali ulewnych opadów zaczęły pojawiać się pęknięcia w nowym asfalcie. Minęło kilka dni i jego część zapadła się. Drogowcy znów wygrodzili pachołkami jeden pas jezdni, a kierowcom pozostał ruch wahadłowy w tamtym rejonie. Co dalej?

Rozwiązaniem dwa mosty

Właściwie od dziesięcioleci scenariusz jest ten sam: najpierw pojawiają się pęknięcia na nowej jezdni, a później jej kawałki odrywają się i wpadają do koryta rzeki. Kilkanaście metrów dalej, remontowany niespełna dwa lata temu odcinek również zaczął pękać i ,,wybrzuszać" się. Dla drogowców działania na tej trasie nie mają końca, jeszcze dobrze nie zakończą naprawiać, a już muszą planować kolejną ratunkową ,,interwencję". Droga prowadząca w stronę Brunar znajduje się na osuwiskowym terenie, który "pracuje", przemieszcza się, a co za tym idzie - asfalt coraz bardziej się ,,faluje".

Jak wyjaśnia dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Nowym Sączu Adam Czerwiński, geolodzy sugerują przeprowadzenie drogi innym śladem tj. budowę dwóch mostów na rzece Białej i wykonanie drogi w nowym terenie, na drugim brzegu, tak aby ominąć osuwisko. Jednak koszty z tym związane byłyby ogromne. Co więcej - teren objęty jest programem Natura 2000, a to komplikuje sprawę. W tym przypadku w obszar szczególnie chroniony ze względów krajobrazowych można ingerować, ale wymagałoby to decyzji środowiskowych, badań oraz pochłonęłoby ogromne środki na ochronę wartości naturalnych, które tam się znajdują.

- Póki co w miarę możliwości budżetowych będziemy starali się przywracać przejezdność i utrzymywać ruch wahadłowy, jak długo tylko się da. Mokry rok sprawił, że tego typu teren uaktywnia warstwy poślizgowe, które znajdują się poniżej drogi - informuje dyrektor Czerwiński.

Kierowcy za nic mają ograniczenia 

Pracownicy zarządu dróg stale monitorują osuwisko, starają się również na bieżąco naprawiać pęknięcia. Zauważają jednak, że wielu kierowców za nic ma stosowanie się do obowiązującego znaku, ograniczającego nośność do 3,5 tony i ,,na upartego" wjeżdżają tam ciężarówkami. Przejazd cięższym samochodem może wywołać mocne drgania i zagrozić podróżującym, a poza tym - uaktywnić osuwisko na większej powierzchni. Wtedy zarząd dróg stanie przed wizją milionowych kosztów naprawy, na które nie będzie sobie mógł pozwolić.

Przykładowo budowa jednego kilometra drogi, to koszt 1 200 000/ 1 500 000 złotych. Takowy powiększa się, gdy mamy do czynienia z dziewiczym terenem. W tym przypadku trzeba doliczyć środki potrzebne na budowę dwóch mostów.

- Bardzo prosimy o przestrzeganie ograniczenia i ostrożność - apeluje dyrektor zarządu dróg Adam Czerwiński.

Jak wyjaśnia, kolejne osuwisko jest za mostem prowadzącym w kierunku Wawrzki, ale tam według opinii geologów można podjąć próbę odbudowy. Warstwa osuwiskowa jest stosunkowo blisko zapadliska, a osuwisko ma niewielki zasięg.

WIŚMAŁA2020

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.