Dobry zawodnik ucieka z polskiego podwórka

Rozmowa z Szymonem Bębenkiem, narciarzem alpejskim

- Życie czasem bywa przewrotne. Mówi się o Tobie - wielki polski talent alpejski, a tymczasem zamiast z kadrą trenujesz z tatą Wojciechem.  Dlaczego zrezygnowałeś z tamtego systemu szkolenia?

- Nie przygotowuję się z kadrą z różnych powodów. Odszedłem z reprezentacji w zeszłym roku, w październiku. Powodów było wiele, nie chcę o nich rozmawiać, ale głównym był problem z pierwszym szkoleniowcem kadry, z którym nie mogłem dojść do porozumienia. Nie mogłem się dogadać i nie czułem się tam komfortowo. Sport na wysokim poziomie musi funkcjonować bardzo dobrze i czysto, jeżeli coś nie gra - nie idzie. Dlatego zdecydowałem się na odejście z kadry, w której nie robiłem żadnych postępów.

BOCHENSKI

- Coraz mniej startujesz w Polsce. Daleko nam do europejskiej czołówki w obsadzie zawodów, tras? Krynica, skąd pochodzisz, nie jest dla Ciebie dobrym miejscem przygotowań?

- Każdy dobry zawodnik ucieka z „polskiego podwórka”. Głównie ze względu na przygotowanie i poziom tras, które powinny być perfekcyjnie „zrobione” i zalodzone. Zawodnicy wraz z wyższą rangą startują na coraz to trudniejszych i bardziej zlodzonych stokach. Jeżeli się chce rywalizować z najlepszym na świecie czy Europie, to trzeba umieć po takich trasach jeździć. Polakom dużo brakuje do czołówki europejskiej właśnie głównie ze względu na trasy, ponieważ nie radzą sobie na zbyt twardych stokach. Na szczęście wszystko zmierza w dobrym kierunku. Trasy są przygotowywane coraz lepiej.

- W Klubie Narciarskim Godola przybywa Twoich naśladowców, czy z uwagi na wydatki narciarstwo alpejskie to elitarny sport, jak tenis?

- Pochodzę z Krynicy, gdzie od czasu do czasu trenuję dzięki kompleksowi narciarskiemu Słotwiny oraz Jaworzynie Krynickiej, ale członkiem KN Gondola już nie jestem. Od tego sezonu reprezentuję  AZS Zakopane.

- Twoim celem są Igrzyska Olimpijskie w 2022 roku. W ubiegłym roku odpuściłeś walkę o igrzyska. Wszędzie tłumaczysz się, że to „z różnych powodów”. Co masz na myśli?

- Narciarstwo alpejskie na wysokim poziomie niesie ze sobą ogromne wydatki liczone w dziesiątkach a nawet setkach tysięcy na sezon (dla profesjonalnego zawodnika, który chce się przygotować jak czołówka światowa), dlatego Polakom jest ciężko mierzyć się z czołówką, bo niestety nie ma na to pieniędzy. Z tego też powodu zrezygnowałem z Igrzysk Olimpijskich  w Korei. Na igrzyska powinien pojechać ktoś, kto reprezentuje sobą wysoki poziom a nie jechać na tzw. wycieczkę. Nie byłem odpowiednio przygotowany. Kolejne IO również stoją pod dużym znakiem zapytania, ponieważ nie mam pieniędzy na przygotowywanie się do nich.

- Jak łączysz starty z uczelnią? 

- Jest ciężko. Otrzymuję delikatną pomoc od uczelni związaną z nieobecnościami, ale pozostałe egzaminy muszę ogarniać. Robię to zazwyczaj pod koniec sezonu w szybkim czasie. Mam mniej więcej sześć tygodni na semestr.

- Jesteś uczestnikiem Funduszu Natalii Partyki dla utalentowanych młodych sportowców. Czy sportowcy z  naszego terenu mogliby z niego również korzystać? Jakie są kryteria?

- Do Funduszu Natalii udało mi się dostać za drugim razem. Kryterium oceniania było mnóstwo. Ogólnie liczą się wysokie wyniki sportowe z jak najniższym budżetem rodzinnym.

Z bloga Szymona Bębenka:

Uprawiam narciarstwo alpejskie. Zostałem do niego „przymuszony” w wieku 6 lat przez ojca trenera, który prowadził klub narciarski. Z czasem narciarstwo stało się moją pasją, a od dwóch lat jest to moja praca. Mieszkam w Krynicy-Zdrój. Tutaj się urodziłem i nigdy nie zmieniłem miejsca zamieszkania, ale dosyć rzadko tu bywam. Mam sporo ważnych dla mnie osiągnięć sportowych, ale najlepiej pamiętam wygraną w zawodach międzynarodowych najwyższej rangi we Włoszech, w których startowało ponad 120 chłopaków z 45 państw.

Przeczytaj więcej artykułów - pobierz bezpłatnie cały numer:

 

Jan Duda

Wypowiedz się w tej sprawie