W czwartek o 12:31 zadzwonił telefon. Po drugiej stronie Klaudia Zwolińska. Dwukrotna mistrzyni świata i wicemistrzyni olimpijska. Prawdziwa gwiazda sportu, a od wczoraj to nawet największa gwiazda polskiego sportu. Ale nigdy nawet jednym gestem nie dała odczuć, że gwiazdorzy. No więc w czwartek zadzwoniła, żeby powiedzieć „dziękuję”. Chciała podziękować za wielotygodniowe wsparcie w głosowaniu w Plebiscycie na Sportowca Roku „Przeglądu Sportowego”. No, ale za co tu dziękować? Przecież to my byliśmy dumni, że przez 40 dni pod każdym tekstem w dts24 mogliśmy napisać: „Wiosłujemy z Klaudią” i zachęcić do oddania na nią głosu. Ale ona siedząc na walizce ze słynną już kreacją na warszawski Bal Mistrzów Sportu, chciała podziękować.
Po co to piszę? Żeby nikt nie miał wątpliwości, że największa gwiazda polskiego sportu, to jednocześnie skromna, serdeczna, dobrze wychowana dziewczyna, która zawsze zachowuje się normalnie, bez względu na ilość medali, jakie akurat przywozi z kolejnych zawodów. I na tym mógłbym zakończyć, bo co tu więcej pisać, ale poniżej wkleję jeszcze fragment mojego tekstu, w którym opowiadam, jak dwa lata temu ta sama Klaudia Zwolińska siedziała przez ostatnim stoliku podczas Plebiscytu Najpopularniejszego Sportowca Sądecczyzny. I nie miała problemu z tym, że przypadło jej miejsce przy samych drzwiach. Kilka miesięcy później przywiozła srebro z Paryża. A resztę już znacie. Zatem obiecany cytat:
„(…) W tym czasie Zwolińska nie narzucając się kibicom zajętych futbolem, harowała jak wół, o czym zresztą szczegółowo opowiedziała w specjalnym wydaniu DTS. Ba, na ubiegłorocznej gali Plebiscytu na Najpopularniejszego Sportowca Sądecczyzny zajęła dopiero siódme miejsce. Co ciekawe głównie za zawodnikami, których nazwiska w większości kompletnie nic nikomu nie mówią. Ale i to nie wszystko. Na tej samej gali Klaudia Zwolińska siedziała przy najdalszym stoliku, na krześle najbliżej drzwi, na samym końcu sali, jakby zapowiadając realizację ewangelicznej zasady, że ostatni będę pierwszymi. Wiem, że tak było, bo siedziałem przy tym samym ostatnim stoliku. Ale ja zasłużenie. Dla mnie to było idealne miejsce, bo przecież mnie nikt nie mógł podejrzewać, że przywiozę medal z jakiejkolwiek olimpiady, albo chociaż powiatowych zawodów (…)”
Czytaj też:
Klaudia Zwolińska rozwaliła system i wszystkim zagrała na nosie!


























































































































































































































