Wieczorna aura, zapach wilgotnego lasu i rutynowa trasa, która w ułamku sekundy zamieniła się w scenę walki o życie. Na odcinku drogi łączącym Florynkę z Brunarami doszło do mrożącego krew w żyłach spotkania natury z techniką. Choć bilans strat materialnych jest dotkliwy, zdarzenie to można rozpatrywać w kategoriach szczęścia, bowiem wszystkie podróżujące osoby wyszły z niego bez szwanku.
Gdy zmierzch zaczął gęstnieć nad zalesionym odcinkiem drogi, nikt nie spodziewał się, że z mroku wyłoni się potężny cień. Kozioł wpadł na jezdnię z impetem, nie dając kierowcy samochodu osobowego najmniejszych szans na skuteczną reakcję. Gwałtowne hamowanie na nic się nie zdało, bo ułamek sekundy później rozległ się huk rozdzieranego metalu i pękającego szkła.
Siła uderzenia była spora. Zwierzę, pchnięte ogromną energią, przebiło przednią szybę, wdzierając się do wnętrza pojazdu. Na miejscu błyskawicznie pojawiły się niebieskie błyski sygnałów świetlnych. Do działań ratowniczych przystąpili strażacy z OSP Florynka oraz jednostka JRG z Nowego Sącza. Krajobraz po stłuczce wyglądał, jak z filmu grozy – w zdarzeniu, jak przekazał oficer dyżurny, brały udział dwa pojazdy, a żadna z osób podróżujących samochodami nie odniosła obrażeń.
W cieniu zniszczonych maszyn i ocalonych ludzi, odmienny jest los koziołka, który stał się mimowolnym sprawcą całego dramatu. Zwierzę nie przeżyło brutalnego starcia z maszyną.
Czytaj także: Pożar w grybowskim Caritasie. Personel ewakuował podopiecznych [ZDJĘCIA]








































































































































































































