Chodzi tylko o to, jaki podejmiesz wybór    

O marzenia trzeba walczyć. Przekonuje do tego sądeczanka Justyna Jędrusik i na swoim przykładzie udowadnia, że warto. Kocha muzykę, odkąd pamięta. Od podążania za życiową pasją nie odwiodły jej nawet zdrowotne problemy z głosem, czy brak pieniędzy na nagranie profesjonalnego teledysku. - Moim największym muzycznym osiągnięciem jest to, że jeszcze się nie poddałam, że miłość do tej ogromnej siły jakoś ciągle mnie przy niej trzyma - mówi 29-latka, która ma na swoim koncie wiele nagród, również międzynarodowych.

Justyna stawiała swoje pierwsze wokalne kroki w Nowym Sączu, ucząc się śpiewu klasycznego w Szkole Muzycznej. Od tej pory jej życie już zawsze miało kręcić się wokół muzyki. Uczęszczała do Krakowskiej Szkoły Jazzu, gdzie dyplom wyśpiewała na szóstkę, została absolwentką Akademii Muzycznej - wydziału Jazzu i Muzyki Estradowej w Katowicach. Po warsztatach z Johnem Hennym wzięła życie w swoje ręce i wyjechała do Stanów Zjednoczonych, aby dalej kształcić swoje umiejętności.

TLENOTERAPIA

 

Artystyczny rozwój

            W Nowym Jorku sądeczanka założyła wraz z nowo poznanymi muzykami zespół The Haveners. Ponadto uczęszczała na zajęcia z Music Performance. Przez jakiś czas koncertowała w USA, a obecnie jest nauczycielem emisji głosu w Miejskim Ośrodku Kultury w Piotrkowie Trybunalskim, dokąd wyrwała się z pracy w korporacji. Sama też nieustannie szkoli swój śpiew. Ćwiczyła już pod kierunkiem Beaty Bednarz i takich trenerów wokalnych jak: Paulina Kujawska, Dean Kaelin, John Henny, Mike Goodrich oraz Norma Gordon. Uczestniczyła także w warsztatach, które prowadzili m.in.: Hanna Banaszak, Elżbieta Zapendowska, Bob Stoloff, Kurt Elling, czy Atma Anur.

Wokalistka może pochwalić się licznymi nagrodami i muzycznymi sukcesami. Zdobyła pierwsze miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Chrześcijańskiej „Glory”. Została też wyróżniona na RMS Festiwal. Występowała wraz z Ramapo Gospel Choir pod kierownictwem Macka Brandona w koncercie Gospel Explosion w New Jersey i śpiewała jako solistka chóru Under Grace oraz Sądeckiego Chóru Gospel.

Justyna przyznaje, że muzyka była w jej życiu od zawsze. Jak sama śpiewa: „Kiedy miałam ze dwa lata to mój tata na gitarze mi grał”. Już nucone do snu kołysanki tworzyły w jej życiu niezwykłą atmosferę. - Pamiętam, że słuchałam ich z zapartym tchem, bo była w tych dźwiękach jakaś tajemnica.

- Mój tata grał na skrzypcach i gitarze. Razem z mamą tworzyli zespół, tak zwaną diakonię muzyczną, w której mieliśmy okazje z rodzeństwem śpiewać. Zawsze bardzo poważnie podchodziłam do muzyki, była dla mnie czymś wyjątkowym i zawsze wiedziałam, że chcę śpiewać - zdradza 29-latka. - Na profesjonalnym poziomie muzyką zajęłam się od podstawówki. Zaczęłam śpiewać w klasycznym chórze dziecięcym Sokoliki. Tam moja fascynacja muzyką niesamowicie się rozszerzała, dzięki pasji naszego dyrygenta Mieczysława Sokołowskiego.

W pewnym momencie do życia sądeczanki wkradły się zdrowotne problemy z głosem. Jednak nie złamało to jej determinacji do śpiewania i dzięki pomocy specjalistów poradziła sobie z problemem.

 

Trudna decyzja

W kwietniu Justyna otrzymała rewelacyjną wiadomość. Jej zgłoszenie do Berklee College of Music na kierunek wokalistyka zostało zaakceptowane. Niestety, musiała zrezygnować z nauki w prestiżowej uczelni. - Bez pełnego stypendium, pomimo że od nich dostałabym 14 tys. dolarów, musiałabym dopłacić następne 30 tys., nie byłam w stanie zdecydować się na wyjazd. Stanęłam przed wyborem, czy zająć się pozyskaniem pieniędzy na studia, czy zacząć działać na własną rękę. Powiadają, że pieniądze szczęścia nie dają. Wybrałam moją twórczość - przyznaje wokalistka.

Inne zagraniczne uczelnie także doceniły talent sądeczanki. W City College of New York została zaakceptowana przez departament muzyczny, na University of Miami z nagrań zgłoszonych z całego świata tylko sześć przeszło prescreening, w tym praca Justyny.

- Każdej z tych prób zabrakło jakiegoś jednego czynnika, który mógłby przeważyć o rozpoczęciu studiów - tłumaczy artystka. 29-latka postawiła wszystko na jedną kartę i postanowiła zebrać fundusze, potrzebne na spełnienie marzenia o własnym, profesjonalnym teledysku. W maju zorganizowała internetową zbiórkę pod hasłem „O dwa grosze na marzenia was proszę", którą promowała specjalną piosenką. Chciała, aby świat usłyszał o utworze, który napisała jeszcze na studiach.

- Nie pamiętam, kiedy dokładnie wpadłam na pomysł zbiórki na teledysk, wyszło to jakoś bardzo naturalnie. Mam wiele muzycznych koleżanek i kolegów, którzy takie zbiórki organizowali na nagranie płyty - zdradza. - Wiedziałam, że piosenka jako singiel bez obrazu zginie w sieci. Zbiórka była tak naprawdę nieustanną pracą. Trzeba było w jakiś sposób zachęcać i przekonać swoich znajomych, że to, co chcę nagrać, będzie wartościowe.

 

Własny teledysk

Zbiórka na własny klip zakończyła się sukcesem. Na teledysk i wszystkie koszty związane z nagraniem Justyna potrzebowała 8 tys. złotych. Tymczasem na jej konto wpłynęło aż 8900 zł.

27 września na platformie YouTube miała miejsce premiera autorskiego singla sądeczanki pt. „Dance&Pray”. Ujęcia do klipu pełnego tańca, kolorowych dymnych flar i akrobacji na rolkach kręcone były w Katowicach i w Nowym Sączu. W teledysku zobaczyć możemy most heleński, kładkę rowerową, czy Małopolski Park Rekreacji Przestrzennej.

            - Już ciągu 24 godzin teledysk miał więcej wyświetleń niż mój cover, który ma 4 lata. Z każdym dniem przybywał kolejny tysiąc wyświetleń - mówi Justyna. - Znajomi bardzo się zaangażowali i udostępniali utwór. Widzę, że naprawdę im się podobał. Cieszę się, że mogłam pokazać część swojego świata, świata spontaniczności, radości, energii, tańca, ale też poczucia humoru i dystansu.

            Klip ma już ponad 10 tysięcy wyświetleń, co jest niemałym osiągnięciem. Piosenka, do której sądeczanka napisała zarówno słowa jak i muzykę, ma zachęcać do spojrzenia na problemy z dystansem. - Plątamy się w ambicjach, które nas powstrzymują. Przejmujemy się każdym przedsięwzięciem, a przecież już sama droga do celu może być przyjemna i lekka. Czy naprawdę trzeba tak wielkich emocjonalnych poświęceń? Chodzi tylko o to, jaki podejmiesz wybór. Zawsze masz wybór - zapewnia wokalistka.

 

Gospel

W debiutanckim utworze Justyny Jędrusik dostrzec można nurt muzyki gospel. - Muzyka i teksty wypływają ze mnie jakoś naturalnie. Tę piosenkę napisałam w momencie, kiedy po prostu się modliłam, a dookoła mnie krążyły tylko nawarstwiające się problemy, ciężary, których nie miałam siły podnosić. Uświadomiłam sobie, że martwienie się do niczego mnie nie prowadzi. Wiara była zawsze dużą częścią mojego życia. Czy będzie dalej? Tego nie wiem. Nawet jeśli miało by się to kiedyś zmienić, nie zaneguję pewnych wydarzeń i uczuć, które były w danym momencie szczere - tłumaczy.

            - Kocham muzykę gospel, tę energię, która dodaje mi optymizmu. Ma ona swoje konkretne źródło, ale nie trzeba być wierzącym, żeby czuć, że jest tam coś wyjątkowego. Coś, co powoduje, że słońce świeci jaśniej.

           

Muzyczne plany

            Sądeczanka już planuje pracę nad kolejnymi piosenkami. Jak zdradza, będą to kolejne jej odsłony. - Nie dam się tak łatwo zaszufladkować w jeden nurt muzyczny, ale i tematyka utworów jest różna - wyjaśnia. - Wszystkie zapisane w zeszycie czekają na moment, kiedy uda mi się je ubrać w żywą aranżacje i produkcje muzyczną. Chcę, je nagrać z zespołem z towarzyszeniem orkiestry smyczkowej. Mam oczywiście nowe pomysły na teledyski.

             W najbliższym czasie świat ujrzy kolejna autorska piosenka Justyny. Będzie to nagrywany na żywo duet z basem, który wykonała na koncercie finałowym festiwalu dla wokalistów jazzowych - Voicingers.

- Mam nadzieję, że wydanie drugiego singla będzie kolejnym krokiem. Marzę dalej o studiach za granicą - dodaje. - Czuję, że wiedza, którą bym tam zdobyła, spowodowałaby stworzenie czegoś naprawdę bombowego.

            Można powiedzieć, że Justyna Jędrusik to prawdziwie artystyczna dusza. Choć od dziecka słyszała, że byłaby dobrym psychologiem, to zawsze śpiewała, chciała tańczyć i spróbować swoich sił w aktorstwie. - Trochę zabrakło mi na to czasu, ale i tymi pasjami zajmę się w swoim czasie.

Już teraz 29-latka realizuje się w pewien sposób reżysersko, co niewątpliwie przydało się przy produkcji teledysku. - W Piotrkowie Trybunalskim wraz z uczniami wystawiliśmy już dwa musicale: „Skazani na show” w 2018 i w czerwcu 2019 „Łóżko”, obydwa pod moimi skrzydłami instruktorskimi. W 2020 roku chcemy pokazać musical „Skazani na hejt”. To moje ogromne marzenie, aby dotrzeć do ludzi młodych, bo tak wielu uczniów cierpi przez swoich rówieśników. Musical to chyba połączenie wszystkich moich zainteresowań w jedno - podsumowuje artystka.

Fot. Arch. Justyny Jędrusik

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w Polityce prywatności oraz regulaminem, dostępnymi na stronie internetowej.