Chcę wyzbierać się jak najszybciej

            Jego świat w momencie zawisł na włosku. Na początku dramatyczna walka o życie, później o zdrowie, teraz długotrwała rehabilitacja.
-
Pamiętam tylko, jak się obudziłem. Dlaczego jestem w szpitalu? Co się stało?
- Miałeś wypadek...

Wojtek „Łyżwa” jest znany w okolicach Nowego Sącza w środowisku motocyklistów - bo motocykle to jego pasja, i miłośników tatuażu - bo sam jest mistrzem „dziarania”. Dzięki ciężkiej pracy i ogromnej pomocy wielu ludzi o dobrych sercach, zbliżające się święta spędzi z najbliższymi.

To uratowało mi życie

Była sobota, 18 sierpnia. Nic nie zapowiadało dramatu, który miał się wkrótce wydarzyć. - Od rana jeździłem w koszulce i zwykłych spodniach czyli na tak zwaną „zdrapkę”. Później był plan przejechać się gdzieś dalej. Ubrałem kombinezon, ochraniacz na kręgosłup, buty i rękawice motocyklowe... Myślę, że to właśnie uratowało mi życie. Jeździłem z kumplem i rozjechaliśmy się w swoje strony, do domu. Ja nie dojechałem... Coś mi przeszkodziło, a raczej ktoś mi przeszkodził! - wspomina 25-latek.

Około 17.30 przejeżdżał przez Trzetrzewinę. Wtedy doszło do tragicznego wypadku. Motocykl Wojtka zderzył się z samochodem osobowym. „Łyżwa” doznał bardzo poważnych obrażeń i w krytycznym stanie został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Krakowie. Bliscy Wojtka nie chcieli bezczynnie czekać. Wzięli sprawy w swoje ręce i szybko zaczęli zbierać pieniądze na jego leczenie i rehabilitację.

Niczym Ironman

Determinacja, ciężka praca, ale i zaangażowanie bliskich dają efekty. Stan mężczyzny poprawia się z dnia na dzień. „Łyżwa” przyznaje, że wypadek odbije się zapewne na jego zdrowiu już na zawsze, ale nie poddaje się i walczy o to, by powrócić do normalnego życia.

- Wojtek z dnia na dzień robi postępy. Poznaje wszystkich, spełnia polecenia. Dziś nawet mnie pogłaskał po głowie. Respirator ma nadal podłączony ze względu na zapalenie płuc, ale może niedługo da sobie radę bez respiratora. Wierzymy! Neurologicznie nadal nie można nic stwierdzić. Na to trzeba trochę więcej czasu... - pisała 16 września Natalia, narzeczona motocyklisty.

Od tamtej pory sytuacja zmieniła się diametralnie. Wojtek nie tylko normalnie komunikuje się już ze światem, ale i zaczyna stawiać samodzielne kroki. - Postępy są ogromne, zaczynam chodzić, ruszam coraz lepiej ręką - informuje Wojtek. - Znajomi żartują, że jestem jakimś Ironmanem - śmieje się.

Jak to jest mieć ręce

- Największy sukces to chodzenie, na ta chwilę przy pomocy chodzika, ale mam nadzieję, że jeszcze trochę i nie będzie mi już potrzebny. Ruszyła mi też lewa ręka, z którą jest duży problem. Nie mogłem nic nią zrobić, a teraz znów mogę poczuć choć trochę jak to jest mieć obie ręce - wyjaśnia.

            Na początku listopada 25-latek zaczął samodzielnie siedzieć. Dzięki temu mógł poruszać się na wózku. 12 listopada napisał na portalu społecznościowym: „Cześć wszystkim! Dziś piszę osobiście, bo nareszcie mam siłę. Zaczęliśmy pionizację, na razie kilka razy w tygodniu, to nie jest takie łatwe jak się wydaje. Na szczęście się trzymam i daję z siebie wszystko, nie mam dołów”.

            W pierwszy weekend grudnia dostał przepustkę do domu. „Byłem tam pierwszy raz po wypadku. Mimo tego, że czas tu w szpitalu się ciągnie, tam przeleciał jak oszalały. Tak więc u mnie się dzieje. Wiem, pomogliście mi, dlatego też piszę i też chciałem podziękować. Dzięki wielkie za zrzute, jest to dla mnie mega pomoc przy rehabilitacjach. Wracam do siebie dzięki Wam". 

Jedni pomagają, inni zniechęcają

            Po wypadku Wojtka w internecie błyskawicznie pojawiły się liczne aukcje przedmiotów i różnego rodzaju voucherów ofiarowanych przez firmy, organizacje i po prostu zwykłych ludzi. Urządzono kiermasz i wiele innych wydarzeń, a wszystko to, aby zebrać pieniądze dla poszkodowanego motocyklisty.

- Czy takie wsparcie podnosi na duchu?
- To jest mega uczucie! Jest tylu wspaniałych ludzi, nie wiem jak się odwdzięczę - odpowiada.

Jednak okazało się, że nie wszyscy zareagowali empatią i chęcią niesienia pomocy młodemu człowiekowi, którego czeka wiele lat żmudnej rehabilitacji.

            - Pojawiły się też osoby, które namawiają innych, aby nie brali udziału w organizowanych przez nas imprezach, na których zbieramy pieniążki na rehabilitację Wojtka - pisała we wrześniu do redakcji DTS Natalia, narzeczona motocyklisty. Jak wyjaśniła, ktoś rozpuścił plotkę, że Wojtek nie był ubezpieczony i z własnej winy nie ma pieniędzy na pokrycie kosztów leczenia. - To nieprawda - dementowała Natalia. Jej narzeczony legalnie pracuje w sądeckim studio tatuażu i ma ubezpieczenie zdrowotne, które gwarantuje nieodpłatny pobyt w szpitalu i pokrycie kosztów kilku bardzo trudnych operacji.

- Wszystkie zbiórki są po to, aby zapewnić fundusze na rehabilitację Wojtka, kiedy już wyjdzie ze szpitala. Dlaczego? Bo gdybyśmy chcieli liczyć wyłącznie na rehabilitację refundowaną przez NFZ, trzeba byłoby czekać w kolejkach, które trwają kilka miesięcy. Wojtek nie może czekać... Dlatego zbieramy na prywatną rehabilitację, której koszt jest bardzo wysoki. Chodzi nawet o kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie - wyjaśnia narzeczona „Łyżwy”.

Kosztowny powrót do zdrowia

Słowa narzeczonej potwierdza obecnie sam Wojtek. - Akcja zbiórkowa jest nadal na zrzutka.pl. Na tę chwilę kwota wynosi 145 394 zł. Oprócz tego dzięki hojności znajomych jak i ludzi obcych udało się zebrać na różnych imprezach, kiermaszach itp. sporą kwotę, która również jest przeznaczona na moją walkę o powrót do zdrowia. Jednak nie wiadomo, czy to wystarczy - przyznaje.

- Przebywam teraz w ośrodku rehabilitacyjnym Reh-Stab w Limanowej. Jest to pobyt komercyjny - wyjaśnia. - Ćwiczę kilka razy dziennie, stąd ciągłe postępy. Doba kosztuje jednak kilkaset złotych. Każda wizyta lekarza, badania, lekarstwa, wszystkie niezbędne rzeczy bardzo dużo kosztują. Miesięczny to ok. 10 tys. zł. Do tego dochodzą koszty konsultacji jak i badań specjalistycznych.

Święta w domu

Wojtek przyznaje, że być może odpowiedni motocyklowy strój uratował mu życie.
- Ubiór to podstawa. Bez tego nie powinniśmy siadać na motocykl. Nie żałujcie pieniędzy na kask. Wydanie na niego 2-3 tys. zł może wam uratować bezcenne życie, które tak mało osób docenia, do czasu aż się nie popsuje - apeluje.

Zapytany o zbliżające się święta i postanowienie noworoczne Wojtek odpowiada: - Święta spędzę z najbliższymi, kochaną rodziną, przyjaciółmi. Prezentem jest dla mnie wiadomość, że dostaję przepustkę, dzięki czemu będę mógł spędzić święta w domu. Postanowienie noworoczne? Wyzbierać się jak najszybciej i wracać do normalności!

Czytaj „Dobry Tygodnik Sądecki” - kliknij i pobierz bezpłatnie cały numer:

 

 

 

 

 

SURSUM TEKST

Wypowiedz się w tej sprawie