W świecie niższych lig piłkarskich w Polsce rzadko zdarza się, by jeden wpis w mediach społecznościowych odbił się tak szerokim echem. Arkadiusz Aleksander, współwłaściciel Sandecji, opublikował na platformie X swój pogląd, który wyświetliło już niemal 150 tysięcy osób. Jego słowa błyskawicznie stały się zarzewiem gorącej dyskusji o sensowności obecnych przepisów bezpieczeństwa na stadionach oraz o podejściu klubów do spraw kibicowskich.
Wszystko zaczęło się od kwestii organizacyjnej dotyczącej nadchodzącego meczu przy Kilińskiego 47. Arkadiusz Aleksander wprost nazwał „absurdem” sytuację, w której ze względu na przyjazd zaledwie 15 kibiców Podhala Nowy Targ, przepisy wymuszają zamknięcie całego sektora gości i tworzenie rozbudowanych stref buforowych. Włodarz nie ograniczył się jedynie do krytyki, wywołał bowiem do tablicy władze Polskiego Związku Piłki Nożnej, z prezesem Cezarym Kuleszą i sekretarzem generalnym Łukaszem Wachowskim na czele.
Udało nam się ustalić, że klub z Nowego Sącza wyszedł do swojego najbliższego rywala z konkretną, pro-kibicowską propozycją. Sandecja zaoferowała władzom Podhala rozwiązanie alternatywne, czyli zamiast trzymać fanów z Nowego Targu w izolowanym sektorze, zaproponowano im miejsca na innej trybunie. Logika tego ruchu była prosta i korzystna dla obu stron. Kibice gości obejrzeliby mecz w komfortowych warunkach, a Sandecja mogłaby odblokować sektor gości dla własnych fanów. Dzięki temu na stadion mogłoby wejść około 400 osób więcej.

Mimo starań gospodarzy, propozycja została ostatecznie odrzucona przez stronę nowotarską. Jednakowoż determinacja Arkadiusza Aleksandra w tej sprawie nie dziwi, gdy spojrzymy na liczby. Sandecja notuje imponującą frekwencję. Jej mecze domowe regularnie przyciągają tłumy, a w Nowym Sączu panuje obecnie prawdziwy głód piłki. Bilety na rywalizację z Podhalem rozeszły się błyskawicznie i już teraz ogłoszono „sold out”. Dla klubu, który walczy o komplet widzów, blokowanie kilkuset miejsc z powodu garstki przyjezdnych jest nie tylko nielogiczne, ale bolesne finansowo oraz wizerunkowo.
Wpis Aleksandra wywołał lawinę komentarzy, a opinie internautów są podzielone. Część z nich murem stanęła za właścicielem Sandecji. Pojawiły się też głosy bardziej stonowane, wskazujące, że problemem nie są same kluby, lecz sztywne procedury policji i organów nadzorczych, które nie zostawiają działaczom pola do manewru. Nie brakuje jednak grupy potępiającej słowa włodarza „Biało-Czarnych”. Emocje u niektórych sięgają wręcz zenitu., jakby chodziło o elementarne kwestie życiowe.

Te negatywne nastroje udzieliły się również w Nowym Targu. Zarząd tamtejszego klubu nie kryje oburzenia i wydał oficjalny komunikat, w którym stanowczo sprzeciwia się deprecjonowaniu swoich fanów. Władze Podhala podkreślają, że traktowanie kibiców wyjazdowych wyłącznie w kategoriach „problemu” czy „kosztu” jest krzywdzące i uderza w fundamenty sportu. Według nich każdy sympatyk – bez względu na to, czy jest ich 15, czy 500 – zasługuje na identyczny szacunek, a publiczne stygmatyzowanie ich przez przedstawiciela rywali jest przejawem braku odpowiedzialności.
Arkadiusz Aleksander uderzył w czuły punkt polskiej piłki. Pokazał, że prowadzenie nowoczesnego klubu to nie tylko 90 minut na boisku, ale też ciągła walka z biurokracją o to, by stadion mógł żyć. Czy ten „kamyczek wrzucony do ogródka” zmieni coś w podejściu do organizacji meczów? Czas pokaże. Na razie pewne jest jedno, właściciel Sandecji jasno zadeklarował, że priorytetem są dla niego sądeccy kibice i zapełnienie trybun przy Kilińskiego 47 do ostatniego miejsca.
Czytaj także: Krew na deskach i kubańska obietnica. Golden Team walczył u siebie















































































































































































































