Bum, bęc i Red Hot Chili Peppers, czyli czy to wyścig zbrojeń czy już wojna? Kampania po sądecku

Półfinał wyborczego wyścigu, w którym stawką jest pięć lat rządzenia Nowym Sączem, rozstrzygnięty. 28 proc. sądeczan, którzy w niedzielę poszli do urn, zagłosowało na Iwonę Mularczyk.


Ranking popularności wygrała zatem kobieta, z legitymacją partyjną, z wykształceniem historycznym i z doświadczeniem zawodowym związanym z pracą z młodzieżą licealną. Jeszcze kilka miesięcy temu żona posła Arkadiusza Mularczyka była dla sądeczan nierozpoznawalna. Dziś jest o niej głośno nie tylko w mieście, którym chce zarządzać, i ma na swoim koncie dwie zasługi: przekonała Jacka Kurskiego, że Nowy Sącz winien znaleźć się na mapie pogody w telewizji publicznej i sprawiła, że do miasta, do którego wiedzie droga przez mękę, przyjechało już tylu przedstawicieli rządu, że można robić przymiarki do przenosin centrali dowodzenia partii Jarosława Kaczyńskiego z warszawskiej ulicy Nowogrodzkiej na sądecką Jagiellońską. Albo na Myśliwską 2, do Brainville (w wolnym tłumaczeniu: wioska mózgowców). Co jak co, ale takim gmachem partia pani Iwony pogardzić nie powinna. Wszystko się wtedy poskłada: warszawiacy wybrali kandydata ze stołecznej ulicy Andersa, pokazując temu z Nowogrodzkiej żółte światło, a sądeczanie domagają się, aby w ich mieście miały swoje siedziby przeróżne ważne instytucje, więc można się spodziewać, że powitaliby uchodźców z Nowogrodzkiej chlebem i solą.

GoldenEgo

***

Iwona Mularczyk ze swoimi 10 tysiącami i 373 głosami wyprzedziła kandydata drugiego w kolejności pod względem ilości głosów o 938 krzyżyków na wyborczych kartach. Bezpartyjnego Ludomira Handzla, z wykształcenia ekonomistę, z doświadczenia zawodowego – specjalistę do spraw zarządzania poparło 25 proc. tych, którzy głosowali, czyli 9435 osób.

Trzeci był Krzysztof Głuc (7553) czwarty zaś - Leszek Zegzda (5836). Reszta pozostała w tyle, ale nadal trzeba się z tą resztą liczyć, bo od decyzji elektoratu całej piątki, która odpadła po pierwszej turze, będzie zależał wynik finałowej wyborczej rozgrywki zaplanowanej na 4 listopada. Zainteresowani lokalną polityką rachują na wszystkie możliwe sposoby, co to teraz będzie.

Jedni liczą tak: w Nowym Sączu jest 6 tysięcy rodzin uprawnionych do 500 plus, więc zakładając skromnie, że w rodzinie dwoje ludzi może głosować, kandydatka PiS ma niemal pewnych 12 tysięcy głosów wdzięcznych za prezent od rządzącej partii. Te głosy dają jej olbrzymią siłę. Aby Handzel mógł wygrać, musi szybko zjednać sobie wyborców swoich kontrkandydatów albo w sposób wiarygodny obiecać przynajmniej 600 plus na każde sądeckie dziecko.

Inni liczą tak: skoro w wyborach do rady miasta Nowego Sącza komitet PiS zdobył poparcie 34 proc. głosujących, a 66 proc. wszystkie pozostałe komitety, to znaczy, że jednak PiS nie jest w Nowym Sączu taki mocny, żeby dać Iwonie Mularczyk pewną wygraną. Dostała 10 tysięcy głosów, a musi mieć pi razy drzwi 15 tysięcy, żeby myśleć o wygranej. Zdobyć pięć tysięcy wcale nie jest łatwo.

***

My odpuszczamy rachunki, bo wiemy, że ta wyborcza matematyka krętymi drogami chadza, wiemy też, że szanse finałowej dwójki są bardzo wyrównane. Ale z ciekawością przyglądamy się wyścigowi zbrojeń. Kampania wchodzi w klimat, w którym dobrym podkładem mogłaby być muzyka Red Hot Chili Peppers. Nadciąga „Battleship”. Iwona Mularczyk odmówiła udziału w kolejnych debatach wyborczych organizowanych przez sądeckie media. Odmówiła też udziału w debacie internetowej, na którą pisemnie zapraszał jej kontrkandydat. Odpisała, że zamiast debatować, woli spotykać się z mieszkańcami i z kolejnymi politykami, których do Nowego Sącza ma zamiar zaprosić.

Bum! Obóz antyPiS komentuje, że kandydatka partii rządzącej nie chce rozmawiać i boi się trudnych pytań i konfrontacji. Obóz PiS komentuje, że dość już było gadania polityków między sobą, wszystko jest jasne, więc debaty nikomu nie są potrzebne.

Bum! Bliżej niezidentyfikowany co do tożsamości obóz „antyHandzel” rozesłał w miasto ulotkę, w której napisano, że kandydat zasiadał w 25 radach nadzorczych i zarządach. Listę podmiotów, którymi współrządził, podsumowano komentarzem: „zasiadać każdy by chciał, robić nie ma komu”.

Buuum! Obóz „antyMularczyk” wrzucił w sieć skan pisma z małopolskiego kuratorium oświaty, z którego wynika, że wbrew prawu i bez wymaganych kwalifikacji pani Iwona pracuje w jednej z sądeckich szkół średnich jako szkolny pedagog i psycholog. Do pracy w tych zawodach uprawniają kierunkowe studia, których – jak wynika z pisma - kandydatka nie skończyła.

Trach! Obóz „antyHandzel” podważa „bezpartyjność” kandydata, przypomina, że Platforma Obywatelska w Sączu i w Polsce już pokazała, co potrafi i rozpowszechnia w sieci wyciągnięte z lamusa zdjęcia sprzed czterech lat, na których lider Koalicji Nowosądeckiej stoi na tle symboli PO.

I bęc! Obóz „antyMularczyk” przyłapał syna posła i kandydatki na prezydenta na pozostawionym
w mediach społecznościowych komentarzu, w którym młodzieniec nazywa kogoś „śmieciem” i „łajzą”.

***

Krótko mówiąc: dzieje się. Limity grzeczności i dyplomacji są chyba na wyczerpaniu, ludzie kipią od emocji godnych stadionów piłkarskich, a w mieście trwa wyścig zbrojeń, po którym można się spodziewać tygodniowej wojny na słowa, plakaty i haki. Kandydatom życzymy szczerze, aby żaden z nich na żadnym haku nie poległ niewinnie, a sądeczanom - dobrego prezydenta. Obydwoje mają szansę się tego nauczyć. Bez względu na przeszłość i na teraźniejszość, na pakiet mocnych i słabych stron - obydwoje mają szansę być dobrym prezydentem. Jeśli tylko zechcą takim być i będą się bardzo starali. Kluczowe jest to, co każdy z nich rozumie pod określeniem „dobry prezydent” i czy operacjonalizacja tego określenia jest zbliżona do tego, czego od dobrego prezydenta oczekują mieszkańcy miasta nad Dunajcem i Kamienicą, do którego wiedzie droga przez mękę.

Czytaj "Dobry Tygodnik Sądecki" - kliknij i pobierz bezpłatnie cały numer:

Wypowiedz się w tej sprawie