Ból matki ukryty w codziennych obowiązkach

Ból matki ukryty w codziennych obowiązkach

Mariuszek Mrzygłód miał niewiele ponad siedem miesięcy, gdy trafił do szpitala w krakowskim Prokocimiu z powodu przewlekłej biegunki. Ze szpitala wyszedł z dziecięcym porażeniem mózgowym.

Przyszedł na świat 27 listopada 2000 r. Był zdrowym dzieckiem, przy narodzinach lekarze dali mu 10 punktów w skali Apgar. Rozwijał się prawidłowo, jak wszystkie dzieci państwa Mrzygłodów. Mariuszek był ich czwartą pociechą, po Damianie, Karolinie, Andrzeju.

– Dzieci rodziły mi się co roku. Tak jak sobie od zawsze marzyłam – wspomina pani Ewa.

Nic nie zapowiadało, że ich synek nigdy nie będzie chodził, nigdy nie powie „mamo”. Na zawsze zostanie przykuty do łóżka.

 

***

Miał niewiele ponad siedem miesięcy, gdy trafił do szpitala w krakowskim Prokocimiu z powodu przewlekłej biegunki. Kiedy go wypisywano, był już zupełnie innym dzieckiem. Skutki błędu personelu, pod którego opieką pozostał chłopiec, odczuwa już 18 lat.

– Choć Mariuszek potrafi się uśmiechać, to chwil radości na jego twarzy nie jest wiele. Te 18 lat to lata ogromnego cierpienia, które w ostatnim czasie jeszcze bardziej się nasiliło – mówi Ewa Mrzygłód, mama Mariuszka.

Swój ból, matki, która stale patrzy na cierpienie syna, próbuje ukryć w codziennych obowiązkach. Trudno jednak uniknąć chwil, gdy bierze się na ręce pełnoletniego chłopca, nieruchomego, ważącego zaledwie 20 kilo, by nie zadać w duchu pytania: „Dlaczego?”.

W szpitalu jeszcze próbowano mi wmówić, że to moja wina – pani Ewa denerwuje się na wspomnienie tamtych dni.

***

O godzinie 16. pielęgniarki wyprosiły ją z sali, gdzie siedziała przy Mariuszku. Wtedy rodzicom nie wolno było pozostawać na noc w szpitalu. Pani Ewa mogła przyjść znów do dziecka dopiero rano. Wtedy jednak Mariuszek już walczył o życie.

– Że niby owinął się zabawką, którą mu zawiesiłam nad łóżeczkiem. A przecież on nawet do niej nie mógł sięgnąć. Za to przed wyjściem zwróciłam uwagę pielęgniarkom, by uważały na synka, bo owija się kroplówką – wspomina pani Ewa.

Do dziś nie wie, co było przyczyną przyduszenia Mariuszka. Niedotlenienie mózgu trwało zbyt długo. Chłopiec ze szpitala wyszedł z dziecięcym porażeniem mózgowym. Mrzygłodowie próbowali dochodzić swoich racji w sądzie, by wywalczyć dla syna odszkodowanie, ale sprawę umarzano. W końcu przedawniła się i zadośćuczynienie nie jest możliwe. Chłopiec do końca życia będzie żył z rurką tracheostomijną w przełyku, karmiony dożołądkowo przy pomocy PEG-a, nie zaznając smaku.

– Ale jego rodzeństwo i tak, jak tylko ma choćby czekoladę do podziału, to łamie na równe kawałki i Mariuszkowi też daje, smarując mu usta. By choć liżąc, poczuł słodycz – wyjaśnia pani Ewa.

***

Po Mariuszku na świat przyszedł jeszcze Szymon, Mateusz i Natalka, dziś mają odpowiednio 16, 11 i 6 lat. Za swoim niepełnosprawnym bratem skoczyliby w ogień.

– Kiedy zaczęłam przychodzić do Mariuszka, podeszła do mnie mała Natalka i zaczęła pouczać: „Musi pani uważać, żeby Mariuszek się nie zakrztusił, bo inaczej mama na panią nakrzyczy” – opowiada z uśmiechem pani Jolanta, nauczycielka z Niepublicznego Ośrodka Rewalidacyjno-Wychowawczego „Gromadka” w Nowym Sączu. Codziennie dwie godziny spędza z Mariuszkiem na nauce dostosowanej do jego percepcji. – Po Natalce przyszedł Andrzejek: „Nie widzi pani, Mariuszek zwija język, to znaczy, że za chwilę zwymiotuje, proszę podłożyć pieluszkę”. Te dzieciaki znają swojego brata doskonale – opowiada.

Nie kryje, że z przyjemnością przychodzi na lekcje do chłopca. Lubi atmosferę, jaka panuje w domu Mrzygłodów, gdzie Mariuszek zajmuje centralne miejsce. Łóżko, na którym w ciągu dnia leży, znajduje się w salonie, dzięki temu mama ma go na oku, a każdy chętnie też podchodzi, zagada, puści muzykę, bajkę.

– Jak Mateusz czy Natalka byli mali i zaczynali chodzić, przybiegali do Mariuszka i nieraz rzucili w niego zabawką. On patrzył zawsze na rodzeństwo pobłażliwym wzrokiem starszego brata. Uśmiechał się, nawet gdy mu dzieciaki dokuczały. Jestem więc pewna, że wszystko rozumie i przeżywa – mówi Ewa Mrzygłód.

***

Matka potrafi odróżnić emocje syna, tak samo jego łzy. Wie, kiedy płacze z bólu, a kiedy ze wzruszenia.  Ostatnio właśnie tak płakał, gdy po trzech tygodniach spędzonych w szpitalu wrócił do domu. Nie mógł nacieszyć się, że jest znów wśród rodzeństwa.

– Niestety stan Mariuszka pogarsza się. Dwa lata temu lekarze cudem uratowali mu życie, gdy zaczął się dusić. Przyczyną była bakteria w płucu, później okazało się także, że syn ma gronkowca. Teraz również zaniemógł z powodu ostrej biegunki, której przyczyną była bakteria w rurce – opowiada pani Ewa.

Chciałaby mieć na wyposażeniu butlę z tlenem na wypadek, gdyby Mariuszek znów zaczął się dusić. Niestety wielodzietnej rodziny, która utrzymuje się z jednej pensji ojca, nie stać na taki wydatek. Miesięcznie na leczenie i rehabilitację leżącego dziecka potrzeba co najmniej 1500 zł. Tymczasem konto Mariuszka przy Stowarzyszeniu Sursum Corda w Nowym Sączu, którego jest podopiecznym, topnieje. Na dalsze leczenie pozostało zaledwie 28,04 zł. Zwracamy się więc do naszych Czytelników o pomoc dla chłopca.

Katarzyna Gajdosz-Krzak

 

Fot. Katarzyna Gajdosz-Krzak

Trudno uniknąć chwil, gdy bierze się na ręce pełnoletniego chłopca, nieruchomego, ważącego zaledwie 20 kilo, by nie zadać w duchu pytania: „Dlaczego?”.

 

Każdy może wesprzeć Mariusza, wpłacając pieniądze na konto: Stowarzyszenie Sursum Corda 26 8805 0009 0018 7596 2000 0080 z dopiskiem/tytułem „Mariusz Mrzygłód”.

Pobierz specjalne wydanie DTS Kobieta:

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY
Play Video about Ewa Nowel

Kiedy zobaczysz ten film na pewno zagłosujesz na Ewę Novel 

Play Video about Jubiler Sezam Nowy Sącz

Jubiler Sezam – majówka rabatów

Temat dnia

BIZNES MISJA

Najczęściej wyświetlane

Reklama

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.