Bezprecedensowa kradzież własności intelektualnej na gigantyczną skalę

Bezprecedensowa kradzież własności intelektualnej na gigantyczną skalę

To z całą pewnością do bólu szczery i jeden z najlepszych i tekstów jaki przeczytacie o wpływie sztucznej inteligencji i technologicznych gigantów na współczesne media. Na wszystkie media. Nie tylko na te największe, jak omawiany tu „New York Times”, ale też na te niewielkie z punktu widzenia globalnej rewolucji. Takie jak DTS i tysiące nam podobnych. Bądź świadomym odbiorcą, przeczytanie tego tekstu zajmie Ci 7 minut! Autorem jest Arthur Gregg Sulzberger.

I nie martw się, jeśli z powodu Twojego dystansu/strachu/nieufności* do AI (*niepotrzebne skreślić) ktoś nazywa Cię boomerem nie nadążającym za nowymi czasami, albo hamulcowym postępu ludzkości. Gwiżdż na to! To naturalne, jeśli odczuwasz jakiś rodzaj dyskomfortu w obliczu nadciągających i już działających nowości technologicznych, które przewracają dotychczasowy porządek rzeczy. Również w mediach, ale też w takich dziedzinach jak muzyka, film, literatura. Dlatego tak ważne jest, byś zapoznał się z tą próbą streszczenia wystąpienia Arthura Gregga Sulzbergera – dziennikarza, prezesa The New York Times Company oraz wydawcy największego na świecie dziennika „The New York Times”. W tym wystąpieniu jeden z najbardziej znaczących ludzi mediów zawarł wszystko, co powinniście wiedzieć o wpływie AI na media, tylko udajecie, że to was nie dotyczy. No więc mam dla Ciebie złą wiadomość – dotyczy również Ciebie, bo jesteś odbiorcą/konsumentem/klientem* mediów od rana do wieczora, a czasami całą noc (*niepotrzebne skreślić).

Pierwsze fale zapowiadają nadchodzące tsunami

Zacznijmy na opak: nie od pierwszych, ale od kilku ostatnich zdań wystąpienia Sulzbergera:

„(…) Nawet jeśli obecnie wszystko wydaje się spokojne, warto pamiętać, że pierwsze niewielkie fale często zapowiadają nadchodzące tsunami. Przygotowując się na to, musimy przypominać sobie o jednej podstawowej prawdzie: Informacja ma wartość. Dziennikarstwo ma wartość (…)”.

No właśnie. Czyż to nie jest proste i oczywiste? Choć wielu próbuje was przekonywać, że to nieprawda. Bo przecież bezpłatnie dostępne są nieograniczone treści w ilościach, których nawet promila nie jesteś w stanie przyswoić, choćbyś żył dwa razy. Witryny z darmowymi treściami uginają się od towaru, podobnie jak markety spożywcze od taniego, śmieciowego jedzenia, a inne od odzieży o jakości „do pierwszego prania”. Nadprodukcja to znak naszych czasów. Dziwnych czasów. Tony jedzenia lądują każdego dnia na śmietniku, a miliony ludzi głodują. Serwery internetowe pękają w szwach od terabajtów wiadomości, a miliardy ludzi wydają się być coraz głupsze.

Kradzież własności intelektualnej na gigantyczną skalę

Ale wróćmy do Arthura Gregga Sulzbergera i jego prognozy nadciągającego nad media tsunami wywołanego ingerencją AI:

„(…) Pierwsze sygnały dają powody do niepokoju. Firmy stojące na czele rewolucji AI – już dziś należące do najbogatszych i najpotężniejszych podmiotów w dziejach ludzkości – umacniają swoją ogromną kontrolę nad naszymi danymi i naszą uwagą. Jednocześnie nie chcą przyjąć na siebie podstawowej odpowiedzialności, która wiąże się z taką potęgą: odpowiedzialności za zapewnienie społeczeństwu dostępu do wiarygodnych informacji i rzetelnych wiadomości (…)”.

A teraz zastanów się przez chwilę, ile z przyswojonych przez Ciebie dzisiaj podczas scrollowania ekranu telefonu informacji było wiarygodnych i rzetelnych? Ile razy dałeś się oszukać na informacyjny badziew, zwykły klikbajt, który – być może – powieliłeś rozsiewając jak zarazę na swoich nośnikach, bo przecież „to takie ważne”. A potem wróć do Sulzbergera opowiadającego o firmach najbogatszych i najpotężniejszych w dziejach ludzkości:

„(…) Przejmowanie przez nie kontroli nad przestrzenią publicznej debaty jest możliwe dzięki pierwotnemu grzechowi, który napędza ich produkty AI – bezprecedensowej kradzieży własności intelektualnej na gigantyczną skalę. Technologiczni giganci eksploatują serwisy informacyjne niczym kopalnie odkrywkowe, bez zgody ich właścicieli i bez jakiegokolwiek wynagrodzenia. Następnie przepakowują te skradzione treści jako własne produkty, przejmując odbiorców i przychody, które w przeciwnym razie trafiłyby do redakcji odpowiedzialnych za ich stworzenie. Co więcej, nie dzieje się to jednorazowo podczas trenowania modeli, lecz niezliczoną liczbę razy każdego dnia (…) Potencjalne szkody wykraczają daleko poza świat mediów. Firmy rozwijające sztuczną inteligencję splądrowały cały dorobek cywilizacji oparty na twórczości oryginalnej. Stanowi to zagrożenie nie tylko dla dziennikarstwa, lecz także dla książek, filmu, muzyki, badań naukowych i wielu innych dziedzin (…)”.

Znikają dziennikarze wykonujący kosztowną i wymagającą pracę

Mocno? Zabolało? Nie wiem, jak Ciebie – Drogi Czytelniku – ale mnie bardzo zabolało. Jeśli nie domyślasz się, co jest najbardziej bolesne w tym stwierdzeniu, to podpowiem. Piekarz nie rozdaje chleba za darmo, podobnie jest z benzyną, którą tankujemy do samochodu, ułożeniem płytek w łazience – za wszystko trzeba zapłacić. Tylko nie za pisanie sprawdzonych, oryginalnych, rzetelnych treści. Przecież jeśli spróbujesz poprosić o zapłatę za swój towar, odbiorca po prostu pójdzie gdzie indziej. Dziwnym trafem właśnie informacja należy mu się bezpłatnie. Tak przecież myślisz, prawda?

Dlatego kolejna teza w wystąpieniu Sulzbergera nie jest akurat specjalnie odkrywcza, bo to o czym mówi, już się dzieje: „(…) W rezultacie obawiam się, że zmierzamy ku przyszłości, w której będzie coraz mniej dziennikarzy wykonujących kosztowną i wymagającą pracę reporterską (…)”. To nie przyszłość, to teraźniejszość. Kto choć trochę obserwuje rynek mediów – lokalnych w szczególności – ten doskonale wie, że nie ma miesiąca bez informacji o dramatycznej redukcji zespołów dziennikarskich i znikania z rynku kolejnych tytułów prasowych. W listopadzie ub. roku przestał się ukazywać tygodnik „Pałuki”, w branży polskich mediów lokalnych przez blisko cztery dekady uważany za symbol niezależności i dziennikarstwa przez duże D. Jak stwierdził zrezygnowany redaktor naczelny „nie było odbiorcy”.

Oczywiście znikanie jakościowych mediów to problem nie tylko polskiego rynku. W swoim wystąpieniu Sulzberger przytacza liczby z USA, jeszcze z czasów przed nadejściem sztucznej inteligencji, gdzie w ciągu 20 ostatnich lat z mediów musiało odejść 75 proc. dziennikarzy, i zamknięto ponad 3 tysiące gazet! Średnio co trzy dni zamykana jest kolejna redakcja! Powtórzyć? Nie będę tutaj nawet dodawał tak oczywistej rzeczy, że do katastrofy tradycyjnych mediów od lat przyczynia się internet, smartfony i media społecznościowe…

Chatbot odpowiada na pytania, ponieważ skopiował artykuły prasowe

A sztuczna inteligencja? Jak wylicza Sulzberger do stworzenia modelu sztucznej inteligencji i sukcesu technologicznych gigantów potrzebne są cztery składniki: talent programistów, infrastruktura obliczeniowa, energia i dane. Owe „dane” to m.in. książki, filmy, muzyka czy artykuły prasowe – a więc treści chronione prawem autorskim. To również zawartość tego wydania gazety, które właśnie trzymasz w ręce/na smartfonie/w komputerze*, bo przecież DTS stworzono dla Twojej wygody, byś mógł go czytać w każdych warunkach (*niepotrzebne skreślić). Ale wróćmy do wystąpienia szefa „New York Times’a”:

„(…) Za pierwsze trzy elementy się płaci – i nikogo to nie dziwi. Żaden prezes firmy technologicznej nie odważyłby się przecież stwierdzić, że najlepsi inżynierowie powinni pracować za darmo. Wręcz przeciwnie – regularnie oferuje im wynagrodzenia warte dziesiątki, a nawet setki milionów dolarów. Podobnie nikt nie rozważa kradzieży procesorów z fabryk Nvidii ani nielegalnego podłączenia się do sieci energetycznej (…) Jedynie w przypadku „danych” firmy AI uznają, że mogą je po prostu zabrać bez pytania kogokolwiek o zgodę i bez płacenia za nie (…) Chatbot może odpowiadać na pytania, ponieważ wcześniej skopiował całe artykuły prasowe. To właśnie dzięki temu jest w stanie czerpać nie tylko z zawartych w nich faktów, lecz także z chronionego prawem języka, stylu i sposobu przedstawiania informacji (…)”.

Meta i jej przychody reklamowe

Nie wiem dlaczego Sulzberger nie nazwał tego procederu dosadnie i po imieniu. I nie mam tu na myśli najprostszych określeń jakie nasuwają się, kiedy mówimy o przywłaszczaniu sobie cudzej własności. Chyba lepsze byłoby nazwanie tego kolonializmem epoki high technology. Darmowa siła robocza z mozołem karmi modele AI, bo bez ich pracy sztuczna inteligencja nie wygeneruje odpowiedzi na zadawane jej pytania. Ba, poszukiwanie treści z użyciem AI nie kieruje już do źródła informacji, ale sprawia wrażenie, jakby samo narzędzie było autorem. Sulzberger: „(…) Ruch kierowany do serwisów informacyjnych gwałtownie spada. Największe gazety monitorowane przez Comscore [amerykańską firmę zajmującą się pomiarami i analizą mediów] odnotowały średni spadek odwiedzin przekraczający 45 procent w okresie nasilającego się wyścigu AI w ciągu ostatnich czterech lat. Wydawcy na całym świecie ankietowani przez Reuters Institute spodziewają się dalszych znaczących spadków w kolejnych latach. Mniejszy ruch oznacza mniejsze wpływy reklamowe, które dla większości redakcji nadal pozostają ważnym źródłem utrzymania. Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch dekad przychody gazet z reklam spadły już o mniej więcej 80 procent. Dla porównania: sama Meta osiąga dziś osiem razy większe przychody reklamowe niż wszystkie gazety na świecie razem wzięte (…)”.

Strach, gniew i społeczne podziały

To ostatnie zdanie to taka gorzka dedykacja dla wszystkich, którym się czasami zdarza wyrazić opinię, że w gazecie lub portalu dts24 jest za dużo reklam. Naprawdę tak sądzicie? Kilka linijek wcześniej przytoczyliśmy dane o znikaniu gazet i redakcji z powierzchni Ziemi. Jak widać pewnie da się bez nich żyć, ale może ma to wpływ na jakość naszego życia. Arthur Gregg Sulzberger tak o tym mówi:

„(…) Można niemal z całą pewnością założyć, że działania technologicznych gigantów będą pogłębiały zjawiska, które już dziś osłabiają społeczeństwa. Będzie mniej oryginalnego dziennikarstwa. Będzie więcej dezinformacji, propagandy, teorii spiskowych, deepfake’ów i generowanych masowo cyfrowych śmieci. Coraz więcej ludzi będzie poddawanych wpływowi algorytmów wzmacniających strach, gniew i społeczne podziały. To reporterzy wzbogacają publiczny zasób wiedzy o nowe informacje. To oni odkrywają nieznane wcześniej fakty. Docierają do istotnych szczegółów. Zdobywają wypowiedzi świadków. Ujawniają tajne dokumenty. Dostarczają eksperckich analiz. Rejestrują zdjęcia, nagrania wideo i materiały dźwiękowe. Mówiąc najprościej: oryginalne dziennikarstwo jest bardzo często źródłem tego, co wiemy o świecie (…)”. No właśnie, czy znacie jakieś narzędzie AI, które samodzielnie tworzy serwis wydarzeń z Nowego Sącza i regionu, albo rozmawia z malarką Sylwią Rams? Bez pracy naszych dziennikarzy byłoby to niemożliwe.

Jeśli możesz zrobić coś dobrego, zrób to

A teraz już naprawdę na koniec ostatni cytat z Sulzbergera:

„(…) Wszystko to będzie pogłębiało już dziś widoczny kryzys życia społecznego i obywatelskiego. Badania pokazują, że kiedy w danej społeczności upada lokalna redakcja, ludzie zaczynają ufać sobie nawzajem mniej. Stają się bardziej wrogo nastawieni. Coraz częściej izolują się od siebie. Maleje zaangażowanie obywatelskie, a poziom korupcji rośnie. Warto również zastanowić się nad tym, co się stanie w momencie, gdy obecne podejście firm technologicznych wobec mediów zostanie doprowadzone do swojego logicznego końca. Mimo że dziennikarstwo stanowi jeden z najważniejszych fundamentów najcenniejszej dziś technologii świata, działania technologicznych gigantów zagrażają źródłu nowych informacji, nowych analiz i nowych odkryć (…)”.

Jeżeli uważasz, że opisane tu zjawisko jest ważne ze społecznego punktu widzenia, udostępnij ten tekst możliwie największej liczbie osób. Prawdopodobnie świata nie uratujemy, ale jeśli możesz zrobić coś dobrego, to po prostu to zrób.

Wojciech Molendowicz

Wszystkie wykorzystane tu cytaty pochodzą z przemówienia A.G. Sulzbergera o kosztach rewolucji AI i konieczności obrony praw mediów oraz czytelników wygłoszonego podczas globalnego kongresu mediów WAN-IFRA w Marsylii, a opublikowanego w całości przez „Gazetę Wyborczą”.

Czytaj też:

Nowy, letni numer DTS – pobierz i czytaj!

Filmoteka dts24

211 Videos