As z rękawa czy policzek dla sądeczan?

PiS oficjalnie ogłosił swojego kandydata w wyścigu o fotel prezydenta Nowego Sącza. Rekomendację Komitetu Politycznego partii otrzymała żona posła Arkadiusza Mularczyka – Iwona Mularczyk. Wiadomość była sporym zaskoczeniem i wywołała burzę komentarzy. Na tym tle, właściwie bez niespodzianek, Koalicja Obywatelska potwierdziła wystawienie w wyborach kandydatury Leszka Zegzdy.

wsb3

W wyborczej ruletce kandydatów Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Nowego Sącza przewijały się nazwiska: Krzysztof Głuc, Janusz Adamek, Andrzej Bulzak, Małgorzata Belska czy Jerzy Gwiżdż. Nazwisko Iwony Mularczyk w tych prognozach nie padało.

Sama kandydatka komentuje: – Od dłuższego czasu, prowadzone były rozmowy i analizy dotyczące startu kilku kandydatów PiS na urząd Prezydenta Nowego Sącza, które nie były łatwe i oczywiste z uwagi na brak naturalnego lidera po wycofaniu się obecnego prezydenta. Po głębszych analizach pan prezes Jarosław Kaczyński zaproponował moją kandydaturę, która następnie, po dyskusji i głosowaniu, została zaakceptowana przez Komitet Polityczny PiS. Jak zaznacza, w Nowym Sączu szukano lidera, który będzie otwarty na nowe środowiska, da miastu świeże spojrzenie i wykorzysta jego potencjał w sprzyjającej koniunkturze politycznej.

Zaślepienie władzą?

– Czasami z Warszawy widać więcej i myślę, że różnego rodzaju odważne decyzje często służyły Prawu i Sprawiedliwości. Mam świadomość faktu, że sądeczanie są bardzo wymagający. W tej sprawie będzie się toczyła debata publiczna i myślę, że zakończy się sukcesem Prawa i Sprawiedliwości – komentował podczas konferencji prasowej poseł Wiesław Janczyk, pełniący funkcję pełnomocnika PiS w okręgu nr 14. Stwierdził również, iż żona posła była obecna w życiu politycznym i jest rozpoznawalna w środowisku prawicowym. – Są ogromne nadzieję związane z tym, aby Prawo i Sprawiedliwość mogło kontynuować w Nowym Sączu sprawne rządzenie miastem – dodał.

Politolog Marcin Poręba komentując sytuację, twierdzi, że środowisko Prawa i Sprawiedliwości jest zaślepione władzą. – Mówimy tu oczywiście o samej rekomendacji Komitetu Politycznego PiS, czyli tak naprawdę o decyzji prezesa Jarosława Kaczyńskiego – wyjaśnia. Politolog podkreśla, że już wcześniej był widoczny konflikt w strukturach miejskich PiS i nie pierwszy raz prezes Kaczyński narzucił kandydata. Mówi wprost, iż decyzja PiS jest pewnego rodzaju brakiem szacunku do mieszkańców Nowego Sącza, zwłaszcza do osób, które głosują na PiS. Według niego narzucenie kandydata przez prezesa partii i nepotyzm na pewno nie zachęcą ludzi do głosowania.

Mąż-poseł i żona-prezydent

– Jest taka ogólnopolska tendencja podszywania się pod nazwiska. W tym wypadku nazwiska znanego z działalności posła Arkadiusza Mularczyka – komentuje Leszek Zegzda, od środy oficjalny kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Nowego Sącza. Jak zaznacza, nie chce sobie wyobrażać reakcji swojej żony, gdyby zakomunikował jej, że zostaje wicemarszałkiem województwa, a jej kazał starać się o fotel prezydenta Nowego Sącza. – Mogłaby mnie chyba gdzieś odesłać i stwierdzić, że zwariowałem. Oczywiście nie odbieram prawa do kandydowania, bo każdy takie ma, ale wszyscy czujemy, że połączenie: mąż-poseł a żona ewentualnie prezydent miasta, jest jakimś rodzajem niezręczności – twierdzi.

Iwona Mularczyk podkreśla z kolei, że to, iż nigdy nie ubiegała się o sprawowanie funkcji, nie oznacza, że od wielu lat nie była zaangażowana i zainteresowana sprawami publicznymi Nowego Sącza i Sądecczyzny. – Wręcz przeciwnie, przez ostatnich 12 lat czynnie uczestniczyłam w życiu miasta i regionu. Jestem osobą, która ma swoje zdanie, ale jestem też otwarta na argumenty i porozumienie. Nie boję się podejmować nowych inicjatyw i trudnych decyzji – twierdzi.

Nowak żegna się z PiS

Prezydent Nowego Sącza Ryszard Nowak oznajmił w tym tygodniu, że na ręce prezesa Jarosława Kaczyńskiego złożył rezygnację z członkostwa w partii Prawo i Sprawiedliwość. Oficjalnie włodarz miasta nie podał przyczyny swojej decyzji. Spekulowano, że wpływ na jego rezygnację miał fakt, iż Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości rekomendował żonę posła Arkadiusza Mularczyka na kandydata prezydenta Nowego Sącza. Nowak w ubiegłym miesiącu otwarcie komunikował, że na tym stanowisku widzi Krzysztofa Głuca.

Jednak szef miejskich struktur Patryk Wicher zaprzecza, że obecny gospodarz chciał w ten sposób zaprotestować. – Jak mówił, idzie na emeryturę polityczną – stwierdza szef PiS w Nowym Sączu i radny miasta.

– Nie znam przyczyny jego rezygnacji z PiS. Nie sądzę, aby rekomendacja mojej osoby przez pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego była tego powodem – kwituje Iwona Mularczyk.

Co ciekawe, Krzysztof Głuc nie składa broni i nie wyklucza startu w wyścigu o fotel włodarza miasta. – Nadal rozważam start w wyborach. Jeżeli będę kandydował to z Komitetu Wyborczego Wyborców Krzysztofa Głuca – zaznacza.

Taksówkarz, katecheta i nauczycielka?

Kandydatka z ramienia PiS jest absolwentką historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także studiów podyplomowych z zakresu: zarządzania, psychologii i pedagogiki. Wcześniej nie miała doświadczenia w samorządzie i właśnie ten fakt jest jej wypominany. „Zero refleksji nad kompetencją, wystarczy, że swój i ma znane nazwisko” – brzmi fragment wpisu Leszka Zegzdy na Facebooku.

– Jestem zdziwiona, że te słowa padają z ust polityka Leszka Zegzdy, który w przeszłości otrzymał funkcję wiceprezydenta Nowego Sącza będąc katechetą i taksówkarzem. Rozumiem jego obawy i dyskomfort w sytuacji, w której się znalazł. Po raz pierwszy przychodzi mu zmierzyć się z kontrkandydatem, który jest kobietą. To naturalne, że nie wie, jak się zachować i w swej postawie ucieka się do tak infantylnych argumentów. Musi wiedzieć, że przede wszystkim ma do czynienia z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości i całej Zjednoczonej Prawicy – ripostuje Iwona Mularczyk.

Dla Leszka Zegzdy taki argument jest absurdalny. Podkreśla, że przywołana sytuacja miała miejsce 30 lat temu, w kompletnie innych realiach. – Najstarszym z nas był kandydat na prezydenta Jerzy Gwiżdż i miał 36 lat, najmłodszy miał 26 lat. Nikt z nas nie miał żadnego doświadczenia. Polska powstawała z kolan, czyli obalała komunizm. Owszem byłem taksówkarzem i katechetą, bo nigdzie indziej nie mogłem znaleźć pracy. Byłem jednym z tych, którzy mieli trudności w systemie komunistycznym – tłumaczy.

Politolog dr Marcin Poręba także zaznacza, że była to inna sytuacja, początek transformacji. – Wszyscy, którzy szli do polityki z obozu antykomunistycznego, nie mieli żadnego doświadczenia. Budowaliśmy przecież nową rzeczywistość – mówi.

Ciekawy materiał do badań

Według politologa brak doświadczenia kandydatki PiS w samorządzie to jedno, ale ważniejszym problemem jest brak doświadczenia w zarządzaniu zasobami ludzkimi. -To jest bardzo ważna rzecz. Owszem pani Mularczyk jest nauczycielką, ale nie była kierownikiem struktury nawet ponad 10-osobowej. Stanowisko, o którym mówimy, to jest stanowisko prezydenta miasta, które liczy 80 tysięcy mieszkańców. Jeśli chodzi o samą strukturę ratusza – tam również mamy mnóstwo osób, których działania trzeba umieć koordynować – zaznacza Marcin Poręba.

– Mnie jako politologa zadziwiła kandydatura żony posła, aczkolwiek jako naukowiec uważam, że to będzie świetne doświadczenie oraz bardzo dużo pracy i działań poznawczych dla tych, którzy się tym parają – puentuje.

Czytaj „Dobry Tygodnik Sądecki” – kliknij i pobierz bezpłatnie numer:

MEDICOR
ZESZYTYBOBO
Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zamiast wzruszającego wstępu

Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz

10 lat temu (słownie dziesięć) 30 września ukazał się pierwszy numer „Dobrego Tygodnika Sądeckiego” (zwanego dalej DTS). Z tej okazji dokładnie 10 lat później oddajemy do rąk Czytelników nową odsłonę naszego portalu dts24.pl.

A wracając do jubileuszu, po długiej i burzliwej naradzie nie doszliśmy jednak do porozumienia – cieszyć się czy martwić z tego powodu? Cieszyć, bo to zawsze miło dojść do jakiegoś punktu. Martwić, bo choć wytrwali w marszu, to jednak jesteśmy starsi o dekadę.

Świętowanie jubileuszy pachnie naftaliną starej szafy, a już na pewno muzealną ekspozycją. A do muzeum jeszcze nam niespieszno. To już na cmentarz było zdecydowanie bliżej, wszak jakiś czas temu w konkurencyjnych mediach ukazały się dwa nasze nekrologi. I jak tu nie wierzyć w mądrości ludowe? Mówią, że umarłeś? Wróży ci to długie życie. O tych nekrologach DTS to byśmy już nawet nie pamiętali, ale Jerzy Wideł przypomniał na 27 stronie. Wiadomo, Wideł mieszka najbliżej cmentarza i pasjami czytuje nekrologi.

Zatem jubileusz bierzemy z marszu, bez ckliwych przemówień, ronienia łzy, ani też bez zbędnego zadęcia. Ot, pogrzebaliśmy trochę w starych zdjęciach, pofatygowaliśmy się sprawdzić co słychać u kilku bohaterów tekstów z tamtego 30 września i w zasadzie tyle. No dobrze, poprosiliśmy jeszcze prasoznawców i speców od mediów o krótki wykład, jak to jest z tą prasą lokalną (str. 14-15). Wychodzi na to, że ciągle nieźle. Przedwczesne również okazały się pogłoski o rychłej śmierci papieru jako nośnika różnych treści. DTS oczywiście nie upiera się, że wersja papierowa gazety jest nieśmiertelna i oddamy nie za nią życia. Wszak coraz więcej naszych czytelników wybiera niepapierową wersję gazety. Papier to jednak papier – prestiż i elegancja. A w internecie każdy stragan z jarzynami ma dzisiaj swoją stronę (z całym szacunkiem dla warzyw, powinno się je zjadać trzy razy dziennie).

Trendy są zresztą lekko odwrotne, a przecież wiadomo, że dziś wszelkie trendy wyznacza Facebook. No więc Facebook jakiś czas temu uznał, że dla swoich najlepszych klientów stworzy ekskluzywny, bezpłatny magazyn „Grow”. No, bo papier to prestiż (chyba już wspominaliśmy), a nie byle post na osi czasu. DTS identycznie – dla naszych najlepszych na świecie Czytelników tworzymy ekskluzywny, bezpłatny magazyn. Bo chcemy, żebyście poczuli się docenieni. Czy to nie jest piękne – wcale nie musicie być najlepszymi biznesowymi partnerami Marka Zuckerberga, by ktoś wyłącznie z myślą o Was tworzył ciekawe treści.

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o 10-lecie ukazania się pierwszego numeru DTS. Tyle się przez te lata wydarzyło ciekawych rzeczy (najważniejsze przypominamy na str. 16), ale przecież nie będziemy się tu wzruszać minionymi dokonaniami. Wyznajemy raczej starą piłkarską zasadę „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. I cóż z tego, że wygrałeś już 100 meczów. Najważniejsze jest to, czy masz plan, jak wygrać dziesięć i dwadzieścia następnych. Nasze głowy pełne są pomysłów na najbliższe tygodnie i miesiące, potrzebujemy tylko sprzyjających warunków, aby je zrealizować. No i co mamy teraz napisać, że czasy są ciężkie, a przyszłość niepewna. Tyle to wiemy, przecież wszyscy mają pod górkę. A kto akurat ma z górki, też musi uważać, żeby się za mocno nie rozpędzić, bo potem wielkość guza jaki można sobie nabić jest wprost proporcjonalna do osiągniętego rozpędu.

Cieszymy się, że możemy robić dla Was coś ciekawego i pożytecznego. Od 10 lat napędzamy się naszym wrodzonym optymizmem, na równi zresztą jak reklamami, które na naszych łamach zamieszczacie. No i tu trafiamy na błędne koło filozoficznie – nie byłoby tak wielu Reklamodawców, gdyby DTS nie miał tak wielu Czytelników. Nie byłoby tak licznych Czytelników, gdyby Reklamodawcy nie utrzymywali gazety na zadowalającym wszystkich poziomie. Prawda, jaka piękna puenta?

Oczywiście chcielibyśmy Was wszystkich uścisnąć z okazji urodzin, ale pamiętamy, że trzeba zachować dystans społeczny. Nie znaczy to wcale, że podchodzimy do tego wszystkiego z dystansem. Wręcz przeciwnie. Wzruszamy się!

Redakcja DTS

Przeczytaj jubileuszowe wydanie „Dobrego Tygodnika Sądeckiego”: