Maksymalnie 240 zł brutto za godzinę, co najmniej pół etatu w jednym szpitalu, jawniejsze kontrakty oraz rzeczywiste grafiki pracy raportowane do NFZ – taki pakiet zmian, który ma ograniczyć kominy płacowe i działalność tzw. lekarzy walizkowych zapowiedziała szefowa resortu zdrowia. W Nowym Sączu najwyższe wynagrodzenie lekarza kontraktowego wyniosło ostatnio 81,8 tys. zł. Jednocześnie szpital nie może znaleźć specjalistów na 17 etatów.
Jeszcze kilka tygodni temu kwota 240 zł za godzinę pojawiała się w debacie o ochronie zdrowia jako jeden z rozważanych wariantów. Dziś (8 lipca) minister Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła ją już jako oficjalną stawkę wyjściową proponowanego limitu wynagrodzeń w publicznym systemie.
– Chcemy zmierzyć się z maksymalnym limitem wynagrodzeń dla indywidualnego pracownika medycznego. Naszą stawką wyjściową jest kwota do 240 zł brutto za godzinę – oznajmiła szefowa resortu.
Na razie to zapowiedź, a nie obowiązujące prawo. Nie przedstawiono jeszcze kompletnego projektu przepisów ani wszystkich wyjątków, które mogłyby dotyczyć specjalizacji szczególnie deficytowych, dyżurów, pracy w nocy czy wykonywania dodatkowych procedur. Ministerstwo zapowiada jednak, że limit ma objąć przede wszystkim kontrakty finansowane z pieniędzy Narodowego Funduszu Zdrowia.
Ile miesięcznie oznacza 240 zł za godzinę?
Przy prostym przeliczeniu 160 godzin pracy miesięcznie daje to 38,4 tys. zł brutto. Przy 200 godzinach – 48 tys. zł. Miesięczna wypłata nadal zależałaby więc od liczby rzeczywiście przepracowanych godzin.
Średnie miesięczne wynagrodzenie lekarza zatrudnionego w sądeckim szpitalu na umowie o pracę, razem z dyżurami, wynosiło 30 926 zł brutto. W przypadku lekarza kontraktowego było to średnio 23 009,85 zł. Tak wynika z danych, które redakcja dts24 otrzymała od rzeczniczki lecznicy w ostatnim tygodniu czerwca. Pisaliśmy o tym w tekście: 81,8 tys. zł za miesiąc i 17 wakatów. Sądecki szpital pokazuje cenę lekarza.
Szpital ma pokazać, komu, za co i ile płaci
Resort chce wprowadzić nie tylko ograniczenie indywidualnych stawek, ale także rekomendowane maksymalne poziomy wydatków na wynagrodzenia w budżetach szpitali. Według danych przedstawionych przez minister Sobierańską-Grendę koszty wynagrodzeń pochłaniają obecnie średnio 81,3 proc. pieniędzy przekazywanych szpitalom przez NFZ.
Do końca sierpnia Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ma przygotować rekomendacje dostosowane do siedmiu rodzajów placówek. Inaczej oceniane mają być między innymi szpitale zabiegowe, niezabiegowe i monoprofilowe, ponieważ ich zapotrzebowanie na personel i struktura kosztów znacznie się różnią.
Pierwszym krokiem do kontroli wydatków ma być uchwalona przez parlament ustawa pozwalająca powiązać dane o wynagrodzeniach medyków z numerem PESEL albo numerem prawa wykonywania zawodu. Dotychczas jedna osoba pracująca w kilku placówkach mogła być ujmowana w analizach jako kilka odrębnych kontraktów.
Nowe dane mają umożliwić ustalenie łącznego wynagrodzenia konkretnego pracownika, liczby miejsc jego zatrudnienia oraz faktycznego obciążenia pracą. Ustawa czeka na podpis prezydenta.
Koniec lekarzy z walizkami?
Ministerstwo zapowiedziało również kontrolę tzw. procederów walizkowych. Tak określa lekarzy przemieszczających się pomiędzy wieloma szpitalami, wykonujących w każdym z nich określone, wysoko wyceniane procedury, ale niezwiązanych na stałe z żadną placówką.
Według przedstawionych założeń lekarz miałby być zatrudniony na co najmniej pół etatu w jednym szpitalu. To byłoby jego podstawowe miejsce pracy. Chcąc wykonywać świadczenia w innych placówkach, musiałby uzyskać zgodę podstawowego pracodawcy.
Szpitale mają również ujawniać, na jakich zasadach i za jaką stawkę zatrudniają przedsiębiorców świadczących usługi medyczne. NFZ ma natomiast otrzymywać rzeczywiste grafiki pracy, pozwalające sprawdzić, czy ta sama osoba nie została wykazana w kilku miejscach w tym samym czasie.
Resort chce także ograniczyć zawieranie umów ze spółkami pośredniczącymi w dostarczaniu personelu medycznego. Zdaniem minister takie kontrakty zmniejszają przejrzystość przepływu publicznych pieniędzy i utrudniają ustalenie, jaka część zapłaconej kwoty trafia rzeczywiście do lekarza.
Sądecki problem: 17 wakatów
Rządowa propozycja może ograniczyć sytuacje, w których szpitale konkurują o pojedynczego specjalistę, podbijając wzajemnie stawki. Prezes NFZ Filip Nowak przekonywał, że po wprowadzeniu jednakowego pułapu jedna placówka nie będzie mogła „kupić” lekarza, proponując więcej niż sąsiedni szpital. W Nowym Sączu pytanie brzmi jednak: czy za określoną kwotę ktokolwiek zechce przyjść.
Szpital Specjalistyczny im. Jędrzeja Śniadeckiego poszukuje obecnie lekarzy na 17 pełnych etatów. Z informacji jakie uzyskaliśmy od Agnieszki Zelek-Rachtan, rzeczniczki Szpitala Specjalistycznego im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu wynika, że brakuje między innymi trzech internistów, chirurgów ogólnych i naczyniowych, ortopedów, specjalistów chorób zakaźnych, chirurgów dziecięcych, onkologów klinicznych i radiologów. Potrzebni są również pulmonolog oraz psychiatra dziecięcy.
Limit może zatem działać dwojako. Z jednej strony uniemożliwi żądanie od publicznego szpitala dowolnie wysokiej stawki. Z drugiej – nie sprawi, że na rynku pojawią się dodatkowi radiolodzy, interniści czy psychiatrzy dziecięcy. Specjaliści nadal będą mogli wybrać sektor prywatny, pracę ambulatoryjną albo placówkę, która zaoferuje korzystniejsze warunki organizacyjne.
E-kolejka do planowanych zabiegów
Drugą dużą zmianą zapowiedzianą przez ministerstwo jest uruchomienie do końca roku ogólnopolskiej e-kolejki do planowych zabiegów szpitalnych. Pacjent ma widzieć swoją pozycję na liście oczekujących, porównać terminy w różnych placówkach i wybrać szpital, w którym zabieg może zostać wykonany szybciej. System ma również ograniczyć omijanie kolejki dzięki prywatnej wizycie u lekarza pracującego w danym szpitalu albo osobistym znajomościom.
– Zasady mają być takie same dla wszystkich pacjentów, niezależnie od tego, czy przechodzą przez gabinet prywatny, czy korzystają z protekcji – zapowiedziała Sobierańska-Grenda.
E-kolejka do zabiegów szpitalnych ma być rozwiązaniem szerszym niż działająca już centralna e-rejestracja. Od 1 lipca placówki mają obowiązek korzystania z niej między innymi przy zapisach do poradni kardiologicznych oraz na mammografię i badania profilaktyczne raka szyjki macicy.
Limit cen nie wyleczy niedoboru lekarzy
Rządowy plan dotyczy kilku rzeczywistych słabości systemu: braku informacji o łącznych zarobkach jednej osoby, nieprzejrzystych kontraktów, nierealnych grafików oraz sytuacji, w których dostęp do zabiegu zależy od prywatnej ścieżki prowadzącej do publicznego szpitala. Największa niewiadoma dotyczy skutków kadrowych. W placówkach mających kompletne zespoły ograniczenie stawek może uporządkować wydatki. W szpitalach, które miesiącami bezskutecznie poszukują specjalistów, ten sam limit może zmniejszyć możliwości negocjacyjne dyrektora.




















































































































































































































