Jako wieloletni, mimowolny lustrator przydrożnych rowów naszego pięknego regionu chcę sformułować wniosek pokontrolny. Poprawiło się! Jest zdecydowanie lepiej. Ponieważ od dekad uparcie rozjeżdżam rowerem asfalt okolicznych szos, w ramach wolontariatu obserwowałem, co rodacy wyrzucają z samochodów na pobocza. Wygrywaliśmy śmieciarską Ligę Mistrzów! Bogactwo materiału analitycznego zgromadzonego przez lata badań terenowych sprawiało, że rozważałem nawet napisanie doktoratu z socjologii drogi. Co obywatele RP robią w samochodach? Głównie chleją, jedzą i zmieniają dzieciom pampersy. A jak wystarczy czasu, to również jadą. Jako remake serialu „Polskie drogi” prosiło się nakręcić „Polskie pobocza”, albo „Niedaleko od szosy”. Jak mawiał poeta: syf, kiła, mogiła!
Nie wiem jak to się stało, ale z polskich rowów zniknęły śmieci! System kaucyjny? Dojrzewanie społeczeństwa obywatelskiego? Nocne patrole sprzątające? Obojętne, najważniejsze, że wydarzył się cud! Może jeszcze nie na każdym poboczu jest jak np. w Austrii, ale postęp należy odnotować tłustym drukiem. Gatunkiem nieśmiertelnym pozostaje cham, który w sobotni wieczór postanowił się odchamić. Wracając, wyrzucił przez okno całą torbę śmieci, w której zakupił kolację bez wysiadania z samochodu. Pański gest chama, którego nobilituje dostęp do cywilizacyjnych zdobyczy żywieniowych, nakazuje mu wyrzucić resztki na drogę. Niech frajerzy wiedzą, że cham się bawił. Niech sprzątają! Cham oczywiście nie czyta gazet ani niczego innego, więc nie istnieje ryzyko, że zauważy ten tekst i się zawstydzi. Albo, że zechce przyjechać do redakcji i dać mi po twarzy. Przynajmniej bym go zobaczył na własne oczy.
Nowy, letni numer DTS – pobierz i czytaj!





















































































































































































































