Więcej niż talent. Czyli jak wychować Maję Chwalińską

Więcej niż talent. Czyli jak wychować Maję Chwalińską

Odpowiedzi na pytanie jak w Nowym Sączu „wyhodować” finalistkę turnieju wielkiego szlema poszukiwała nasza dziennikarka Sonia Groń, pasjonatka tenisa i od lat aktywna amatorka. Najważniejszy wniosek tych dociekań wypada podać na samym początku: zanim zaczniesz zarabiać na korcie bajeczne pieniądze, przygotuj się na kosmiczne wydatki!

Tenisowy boom w Polsce trwa w najlepsze. Kolejna fala zainteresowania powraca wraz z sukcesami polskich zawodników na największych, prestiżowych turniejach. Była „Igomania”, jest i „Majomania”. I dobrze, bo sport to zdrowie, a popołudnie z rakietą w dłoni to zawsze lepszy pomysł niż czas spędzony na sofie ze smartfonem. To jednak aspekt czysto amatorski. A co z tymi, którzy marzą o tym, by – tak jak Maja Chwalińska – znaleźć się w finale Rolanda Garrosa?

Sukcesy na światowych arenach nie rodzą się w próżni. Ich początek to zawsze lokalne korty, wielka determinacja samego zawodnika, poświęcenie jego rodziców oraz potężna inwestycja finansowa. Jak wygląda budowanie tenisowego rzemiosła od podszewki? Dlaczego tylko nielicznym udaje się wejść na sam szczyt tenisowego Mount Everestu? Zapraszamy na wielowątkową analizę, w której bez owijania w bawełnę obnażamy realia szkoleniowe, finansowe i emocjonalne tego pięknego, choć niezwykle wymagającego sportu.

Brutalna matematyka białego sportu

Choć tenis jako dyscyplina mocno ewoluował pod względem technicznym i fizycznym – uderzenia są coraz mocniejsze, a zawodnicy przypominają herosów lekkoatletyki – to jego korzenie pozostają niezmienne. To wciąż indywidualny pojedynek dwóch graczy, w którym oprócz techniki liczy się żelazna psychika oraz… gigantyczne pieniądze.

– Jeśli chodzi o przejście z amatorskiego treningu na poziom profesjonalny, ważny jest oczywiście talent i ciężka praca, bo to absolutny fundament, ale to nie wystarczy. Bez odpowiedniego zaplecza finansowego niezwykle trudno pójść krok dalej. W swojej karierze trenerskiej widziałem wielu utalentowanych, niezwykle pracowitych młodych zawodników, którzy ostatecznie zostawali świetnymi amatorami, bo koszty turniejów okazywały się barierą nie do przejścia. Pasja, upór i pracowitość otwierają drzwi, ale to stabilne finansowanie pozwala przez nie przejść i utrzymać się na zawodowym poziomie – tłumaczy Andrzej Chowaniec, wieloletni trener tenisa, na stałe związany z jedyną szkołą tenisa w Nowym Sączu – IQ Point.

Chodzi przede wszystkim o koszty startów zagranicznych. Sukcesy na krajowym podwórku są niezwykle cenne, bo budują pozycję i morale zawodnika, ale pamiętajmy, że tenis to wybitnie międzynarodowa dyscyplina sportu. Aby wejść na poziom europejski, a później światowy, trzeba regularnie startować w turniejach poza Polską. To oznacza nieustanne podróże po Europie i świecie, gdzie za transport, hotele i sztab szkoleniowy płaci się w obcych walutach, z własnej kieszeni – dodaje Andrzej Chowaniec.

Pod tym względem finansowa rzeczywistość tenisa bywa niezwykle surowa. W turniejach juniorskich, od których młody zawodnik zaczyna, nie zarabia się w ogóle – rywalizacja toczy się wyłącznie o punkty do rankingu. W efekcie zawodnik wyjeżdża z turnieju na finansowym minusie. I to najczęściej nie do domu, ale prosto na kolejne zawody. Wszystkie koszty związane z transportem, zakwaterowaniem, wyżywieniem, opłaceniem trenera czy wynajęciem obiektów treningowych ponosi sam zawodnik, a w praktyce jego rodzice. Dla wielu talentów ta finansowa ściana okazuje się barierą nie do przebicia.

 

Wymagająca wspinaczka, czyli tenisowa drabinka krok po kroku

Kibice oglądający największe gwiazdy tenisa w telewizji widzą absolutny szczyt. Droga na ten wierzchołek jest jednak długa i usłana rozczarowaniem tych, którzy zrezygnowali, zanim świat w ogóle o nich usłyszał. Jak zatem wygląda ta zawodowa wspinaczka krok po kroku?

 

Etap 1: ITF Juniors. Młodzi zawodnicy zaczynają od turniejów juniorskich (od kategorii J30 do J500 i juniorskich Wielkich Szlemów). Zyski? Oficjalnie… zero. W turniejach juniorskich nie ma nagród finansowych. Gra się wyłącznie o punkty do rankingu ITF, które jako jedyne pozwalają w przyszłości załapać się do turniejów zawodowych.

Etap 2: ITF World Tennis Tour. To oficjalny próg zawodowstwa. Turnieje dla mężczyzn i kobiet z łączną pulą nagród 15 000 lub 25 000 USD. To tutaj młody tenisista zderza się z prawdziwą ścianą. Zyski? Znikome. Według oficjalnych tabel finansowych zawartych w dokumencie „ITF World Tennis Tour Regulations”, w turnieju z pulą 15 000 USD zwycięzca singla otrzymuje zaledwie 14,4 proc. tej kwoty, czyli około 2 160 USD (i to przed opodatkowaniem). Z kolei odpadnięcie w pierwszej rundzie oznacza wypłatę rzędu zaledwie 150 USD – kwotę, która w realiach zachodnich nie pokrywa nawet kosztów profesjonalnego naciągnięcia rakiet i jednego noclegu w hotelu.

Etap 3: ATP Challenger Tour / WTA 125 i 250. Wyższy poziom, gdzie pule nagród rosną (od 40 000 USD do 150 000 USD), a na korcie spotyka się zawodników z okolic 100.–250. miejsca na świecie. Tutaj gra staje się już niezwykle szybka, powtarzalna i bezwzględna.

 

Raport ITF: Ile kosztuje zawodowiec?

Brutalną rzeczywistość białego sportu bezlitośnie obnażają oficjalne dane. Przyjrzyjmy się „ITF Pro Circuit Review” – najobszerniejszemu w historii globalnemu audytowi ekonomicznemu przeprowadzonemu na zlecenie Międzynarodowej Federacji Tenisowej, który przeanalizował finanse ponad 7 tysięcy zawodników. Raport ten wylicza, że roczny koszt utrzymania jednego zawodnika na progu profesjonalnej kariery wynosi średnio od 50 do nawet 150 000 USD (w przeliczeniu ok. 200 000 – 600 000 PLN) rocznie. Na tę sumę składają się między innymi: podróże i hotele dla siebie i trenera, koszty sztabu szkoleniowego, wynajem kortów, odnowa biologiczna, zakup rakiet oraz naciągów, które zawodnik zużywa w ilości kilkudziesięciu sztuk miesięcznie.

 

Gdzie jest próg rentowności?

Większość popularnych dyscyplin sportowych, takich jak piłka nożna, siatkówka czy koszykówka gwarantuje pensję kontraktową już na poziomie ligowym. W tenisie zawodnik jest jednoosobową firmą – zarabia tylko tyle, ile fizycznie „podniesie z kortu”. Z analiz ATP/WTA oraz raportów PTPA (Stowarzyszenie Zawodowych Tenisistów) wynika jedna prawidłowość: tzw. granicę przeżycia, czyli próg rentowności (moment, w którym nagrody z turniejów w pełni pokrywają koszty i pozwalają na czysty zarobek), osiągają zazwyczaj dopiero gracze sklasyfikowani w pierwszej setce (maksymalnie do 150. miejsca) światowego rankingu. Wnioski są bezwzględne. Wszyscy zawodnicy poniżej – czyli tysiące ambitnych sportowców – każdego roku dopłacają do interesu. Przetrwają tylko ci, którzy mają wsparcie narodowych federacji, rzadkich na tym etapie sponsorów prywatnych lub po prostu… majętnych i bezgranicznie zdeterminowanych rodziców. Tę sytuację dobitnie potwierdza fakt, że jeszcze w grudniu 2022 roku, tuż przed wylotem na kwalifikacje do wielkoszlemowego Australian Open 2023, Maja Chwalińska zmuszona była szukać darmowego noclegu dla siebie i swojego trenera za pośrednictwem jednej z facebookowych grup zrzeszających Polonię w Sydney.

 

Kosztowna pasja. Czy kort zabiera dzieciństwo?

Kwestia finansowa to tylko jeden z elementów tenisowej układanki. Czy wyczynowy sport musi oznaczać utracone dzieciństwo? Wielu młodym zawodnikom przypisuje się ogromne poświęcenie już od początku intensywniejszych treningów, jednak perspektywa samych tenisistów bywa znacznie bardziej przyziemna.

– Stwierdzenie, że na początku kariery treningi zabierają całe dzieciństwo, jest przesadzone. Na start wystarczy tak naprawdę grać cztery razy w tygodniu i wystąpić w kilkunastu turniejach w ciągu roku – tłumaczy Konrad Konopacki, trener i zawodnik PZT (Polski Związek Tenisowy), który juniorskie realia doskonale zna z własnego doświadczenia.

Jak dodaje, dylematy związane z rezygnacją z życia towarzyskiego to domena starszych roczników. – Młody człowiek na początku nawet nie myśli o takich wyrzeczeniach. To przychodzi później, na etapie liceum, gdy jest się już bardziej świadomym i wtedy rzeczywiście trzeba podjąć decyzję, czego się chce – stwierdza.

Zdaniem Konrada Konopackiego kluczem do sukcesu na korcie jest nie tylko talent, ale przede wszystkim mentalność i otoczenie młodego sportowca. – Tenis to droga, którą wybiera się świadomie. Trzeba po prostu lubić ciężką pracę i dawanie z siebie stu procent zaangażowania dzień w dzień. Wszystko zależy od charakteru oraz wsparcia rodziny i trenera. Każdy może mieć gorszy moment, ale jeśli naprawdę czuje się ten sport, nic nie stoi na przeszkodzie, bo w końcu robisz to, co kochasz, prawda? – podsumowuje.

Na koniec warto dodać, że Nowy Sącz może pochwalić się dwoma tenisowymi talentami, którzy otworzyli drzwi do świata światowego topu. Jeden z nich – Marcin Gawron, z którym DTS rozmawiał niedawno, finalista juniorskiego Wimbledonu – jest już na sportowej emeryturze. Drugi to Wiktor Jeż (zawodnik STT Fakro Nowy Sącz) – młody, 18-letni talent, który coraz mocniej i śmielej przepycha się w światowym rankingu, torując sobie drogę do zawodowego tenisa.

Sonia Groń

Fragment wywiadu Krzysztofa Kawy z Marcinem Gawronem z poprzedniego numeru DTS:

– Skąd ten tenis? Dzięki rodzicom?

– Wychowałem się na osiedlu Wólki w Nowym Sączu. W pobliskim Parku Strzeleckim były korty, które upatrzył sobie mój tata. Chodził pograć z wujkami i kolegami, czasem zabrał mnie ze sobą. Byłem jeszcze dzieciaczkiem, gdy pewnego dnia wziąłem do ręki rakietę i już się z nią nie rozstawałem. Na treningi do Sądeckiego Towarzystwa Tenisowego, dziś działającego pod marką STT Fakro, jako pierwszy zaczął chodzić mój starszy o dwa lata brat Jakub, a ja wkrótce do niego dołączyłem.

– To prawda, że wolał pan oglądać w telewizji mecze tenisowe zamiast bajek?

– Tak było. Miałem, mówiąc potocznie, bzika na punkcie tenisa. To były trochę inne czasy, nie mieliśmy internetu, YouTube’a i tych wszystkich platform, na których teraz dzieci spędzają czas. Moje oglądanie meczów, na przykład Australian Open, wyglądało w ten sposób, że najpierw rodzice nagrywali je na kasety wideo, a następnie ja je sobie odtwarzałem. I to każdy nawet po 10 razy! Moim idolem był Andre Agassi, spędziłem mnóstwo czasu na oglądaniu jego pojedynków z Pete’em Samprasem, Borisem Beckerem i innymi czołowymi tenisistami.

– Rodzice mieli świadomość, że pana kariera będzie ich drogo kosztować? Dziadek sióstr Radwańskich opowiadał, że musiał sprzedać cenne rodzinne obrazy, by zdobyć środki na wyjazdy wnuczek Agnieszki i Urszuli.

– To z całą pewnością nie jest tani sport, choć myślę, że w ostatnich latach sporo się zmieniło, tenis stał się bardziej dostępny. Wtedy, na początku lat 90., w Polsce była to dyscyplina egzotyczna. Wcześniej mieliśmy Wojciecha Fibaka, a później przez dłuższy czas nikogo innego. Rakiety, piłki – takie akcesoria były trudno dostępne. Jak się jednak budzi pasja w młodym człowieku, to rodzice robią wszystko, żeby ją rozwijać i tak też było w moim przypadku. Miałem też szczęście, że trafiłem na Grzegorza Jeża. Był młodym człowiekiem zakręconym na punkcie tenisa i właśnie zaczynał karierę szkoleniowca. Dużo się uczył, by przekazywać tę wiedzę dzieciakom. Trenerów tenisa było wtedy bardzo mało, a szczególnie takich jak on. Współpracowaliśmy na początku mojej kariery, a następnie po wielu latach

Nowy, letni numer DTS – pobierz i czytaj!

Filmoteka dts24

211 Videos