W sieci znają go setki tysięcy ludzi, choć wielu wciąż nie wie, jak naprawdę się nazywa. Sebastian „Bebcio” Tokarz – jeden z topowych twórców TikTok Live w naszym kraju i nowa twarz programu „Polska Shore” – opowiada o kulisach swojej kariery, nietypowych spotkaniach z fanami i biznesowych planach na przyszłość.
Skąd się wziął „Bepcio”?
Michał Śmierciak: Moim i Państwa gościem jest Sebastian Tokarz. Wielu ludziom to imię i nazwisko może niewiele powiedzieć, ale twarz i pseudonim „Bebcio” mocniej rozjaśniają wątpliwości. Skąd w ogóle wzięła się ta ksywka?
Sebastian „Bebcio” Tokarz: Wszystko zaczęło się od mojego imienia. Znajomi i rodzina mówili do mnie. „Sebcio”. Mama kiedyś przy moim koledze przejęzyczyła się i zamiast „Sebcio” powiedziała „Bebcio”. Znajomi to od razu podłapali, uznali, że brzmi spoko i tak już zostało.
Twoja ksywka regularnie przewija się na TikToku, gdzie tańczysz w różnych zakątkach kraju. Skąd wziął się pomysł na taki content?
Nie działasz jednak sam. Otacza Cię zgrana grupa ludzi, w tym Twoja mama czy ekipa Armia Juk. Ty stałeś się jednak frontmanem, który wszedł na wyższą półkę influencerską. Jak do tego doszło?
Nowe wyzwanie: „Polska Shore”
Spotykamy się dzisiaj, ponieważ dostałeś się do programu „Polska Shore”, czyli kontynuacji słynnego „Warsaw Shore”. Jak tam trafiłeś?
„Warsaw Shore” kojarzy się z imprezami do rana, alkoholem, doznaniami cielesnymi, awanturami i wulgaryzmami. Czy w tym formacie coś się zmieniło?
– Format jest podobny, ale zrobiony z nieco większym smaczkiem, na trochę wyższym poziomie. Choć zapewniam, że wciąż będzie mocno.
Twoja mama często pojawia się z Tobą na TikToku. Jak zareagowała na wieść, że idziesz do tak kontrowersyjnego programu?
– Nie powiem, że nie! Nie mogę zdradzać szczegółów, żeby nie psuć niespodzianki, ale było naprawdę ostro. Zachęcam do oglądania.
– Nie wiem, czy mogę zdradzić dokładną datę. Moją podpowiedzią są włosy. Bardzo często zmieniam ich kolor i styl, więc uważni widzowie bez problemu dopasują czas nagrań po mojej ówczesnej fryzurze.
TikTok Live i biznesowa rzeczywistość
Nagrania się skończyły, emisja potrwa kilka tygodni. Co dalej? Jaki masz plan na siebie?
A co masz wspólnego z samym Peak Festivalem?
– Organizatorzy odezwali się do mnie z pytaniem, czy zostanę promotorem tego wydarzenia. Zgodziłem się bez wahania. Kocham Nowy Sącz, kocham tutejszą społeczność i zależy mi na tym, żeby fajnie promować nasze miasto. Chcę, żeby o tym festiwalu było głośno w całej Polsce.
– Chcę wykorzystać swoją twarz i zasięgi do rozwijania biznesu. Mało osób wie, że jestem obecnie jednym z topowych twórców TikTok Live w Polsce. Regularnie zajmuję najwyższe miejsca w rankingach popularności. Ostatnio uplasowałem się na 4. miejscu w całym kraju, a w top 50 jestem praktycznie codziennie. Dzięki wysokiej oglądalności na transmisjach na żywo mogę przekładać te zasięgi na realne projekty, jak wspomniane Bubble Tea czy startująca właśnie kolekcja koszulek. Pomysłów mi nie brakuje.
Jak wytłumaczyłbyś osobie starszego pokolenia, na czym polegają live’y na TikToku i jak się na tym zarabia?
– Na początku sam nie spodziewałem się, że to tak wystrzeli. Odpalałem transmisje po to, żeby poprawiać ludziom humor. Wstawałem rano, robiłem kawę, włączałem telefon i po prostu rozmawiałem z ludźmi. Oni pisali komentarze, ja odpowiadałem. Z czasem zbudowałem wokół tego silną, lojalną społeczność, która ceni mnie za to, że przez te dwa lata w ogóle się nie zmieniłem i jestem w tym w stu procentach autentyczny. Widzowie polubili mnie tak bardzo, że zaczęli wysyłać mi tzw. gifty (prezenty), które można wymienić na realne pieniądze. Dzięki tym środkom miałem fundusze na inwestycje. Lepszy telefon, rozwój biznesu i kolejne projekty.
Cel: ogólnopolska rozpoznawalność
Wchodzisz teraz do wyższej ligi medialnej. Czy zamierzasz zmienić charakter swojego kanału?
– Swoją niszę już powoli odnajduję i idzie mi to dobrze, ale moim marzeniem jest pełna, ogólnopolska rozpoznawalność. Chciałbym móc pojechać w dowolne miejsce w kraju i robić zdjęcia z ludźmi, którzy mnie kojarzą. Dla mnie to byłoby spełnienie marzeń.
– Na razie radzę sobie z tym bardzo dobrze. W naszych rodzinnych stronach robię mnóstwo zdjęć z fanami, ale coraz częściej zdarza się to też w Warszawie czy Poznaniu. Ludzie podchodzą, pytają, co u mnie, proszą o wspólne foto. Wchodzę w ten etap stopniowo i myślę, że spokojnie sobie poradzę.
– Przekrój wiekowy jest niesamowity. Od najmłodszych, przez moich rówieśników, aż po starsze osoby. Ostatnio przeżyłem szok na dworcu w Warszawie. Poszedłem do płatnej toalety i tam rozpoznała mnie pani, która mogła mieć około 60 lat. Powiedziała, że zna mnie z TikToka! To było mega dziwne, ale też strasznie miłe.
– To idealny program, żeby usiąść, wyluzować się i totalnie „odmóżdżyć”. Można zobaczyć, jak młodzi ludzie potrafią się dobrze bawić i przez chwilę żyć ich życiem. Gwarantuję, że akcje będą z najwyższej półki. Wiem, że format budzi kontrowersje i w sieci pojawiają się różne komentarze, ale uważam, że właśnie dzięki tej kontrowersji program zyska ogromny rozgłos. Nawet ci, którzy teraz podchodzą do tego sceptycznie, po obejrzeniu pierwszego odcinka zmienią zdanie.
Dzięki pięknie! Obserwujcie mnie i bądźcie na bieżąco, bo najlepsze dopiero przed nami!
rozmawiał Michał Śmierciak
Czytaj także: W Tęgoborzu czy w Tęgoborzy? Profesor Bralczyk rozbraja językową bombę Sądecczyzny











































































































































































































