Wspomnienie. Tragiczna śmierć na obwodnicy Starego Sącza

Wspomnienie. Tragiczna śmierć na obwodnicy Starego Sącza

Ten tekst powtarzamy w ramach naszego nowego formatu „Zawitał DTS do Łącka”. Pochodzi z archiwum DTS i ukazał się w nr 29 (506) 23 lipca 2020 na łamach naszej gazety. Niebawem minie sześć lat od tragicznego zdarzenia na obwodnicy Starego Sącza, w którym zginął młody człowiek z Łącka Andrzej Jarek.

Pierwszy telefon zadzwonił do Filipa Ćwikowskiego jakoś kilka minut po 6 rano. Dzwonił Kacper Brzeczek, kolega Andrzeja z Łącka. Dopytywał czy Andrzej dotarł do pracy w Parku Strzeleckim. Ktoś na zdjęciu wrzuconym do sieci rozpoznał auto Andrzeja. Koledzy łudzili się, że ten wrak bez dachu, który wjechał pod ciężarówkę na obwodnicy Starego Sącza, jest tylko podobny do Hondy Andrzeja.

*

Tańczyłam z Andrzejem poloneza na studniówce – zamyśla się Danuta Moszkowska Wrotniak, wychowawczyni w tegorocznej klasie maturalnej I Liceum Ogólnokształcącego w Nowym Sączu, do której chodził Andrzej. – Może to ze względu na wzrost zostaliśmy parą do tego poloneza? Jakoś na przełomie maja i czerwca, kiedy Andrzej odbierał świadectwo ukończenia szkoły, pochwalił się, że pracuje niedaleko mojego domu przy budowie nowego Parku Strzeleckiego.

*

W każde wakacje pracował. W piątek kończył szkołę, w poniedziałek meldował się na budowie. Zwykle ostatni tydzień wakacji zostawiał dla siebie, a przez całe lato pracował – wspomina Filip Ćwikowski, kierownik budów w firmie Erbet. – Tamten czwartek to był pierwszy raz, kiedy nie przyszedł do pracy. Wcześniej nie miał nawet spóźnienia. Pracowity był, choć wykonywał zwykle prace pomocnicze, porządkowe, bo nie miał kwalifikacji. Rano wrzucał telefon do ferszalunku i słuchał podcastów albo jakichś wywiadów. Najczęściej o piłce nożnej oczywiście.

*

Większość znajomych mówi o nim zdrobniale – Andrzejek, choć miał 19 lat i czekał na wyniki matury. Tamten wypadek z 9 lipca na starosądeckiej obwodnicy pewnie zapisałby się w pamięci internautów jak dziesiątki podobnych komunikatów z policyjnych kronik: „Kierowca zginął na miejscu. 56-letnia pasażerka w ciężkim stanie trafiła do szpitala”. Ale tak się nie skończyło. Tydzień później krótką notatkę z pogrzebu Andrzeja Jarka na portalu dts24, przeczytało 80 tysięcy osób. „Do zobaczenia w sektorze Niebo, żegna Cię wiślackie Łącko” – napis na szarfie niebiesko-biało-czerwonego wieńca czytały dziesiątki tysięcy kibiców nie tylko Wisły Kraków. 56-letnia pasażerka to mama Andrzeja, którą codziennie rano odwoził do pracy w sądeckiej komendzie policji, zanim sam pojechał do Parku Strzeleckiego. Do momentu kiedy oddajemy ten tekst do druku, znajdowała się w śpiączce w jednym z krakowskich szpitali.

*

Codziennie przez trzy lata jeździłem z Andrzejem jednym busem do liceum do Nowego Sącza – wspomina Kacper Brzeczek. – Co ciekawe w podstawówce i gimnazjum nie przepadaliśmy za sobą. Ale jak już trafiliśmy do jednej klasy, szybko zaczęliśmy nadawać na jednych falach. To zastanawiające, bo ja nie interesuję się piłką nożną, a on mógł na ten temat godzinami mówić. Pamiętam, że kiedy Wisła miała ogromne kłopoty i groził jej upadek, Andrzej mocno to przeżywał. Nie wiedziałem, że tak można żyć sprawami klubu. Nie wypuszczał wtedy telefonu z ręki, wszystko sprawdzał. W drodze powrotnej zaszywał się w kącie busa ze słuchawkami i nasłuchiwał, co z jego ukochanym klubem.

*

Mógł cały dzień grać w piłkę – wspomina kolega Marcin. – Na orliku, w juniorach Zyndrama Łącko, a jak Budowlanym Jazowsko brakowało zawodnika, to u nich też grał. Planował, że kiedyś zostanie trenerem piłkarskim, chciał studiować fizjoterapię na AWF. Kiedy miał bodaj 12 lat starsi bracia zabierali go na mecze Wisły. Był taki czas, że z Łącka na każdy mecz autobus kibiców odjeżdżał. Andrzej zawsze był w tym autobusie. Po wypadku, kiedy ukazały się informacje o śmierci Andrzeja, współwłaściciel klubu Jarosław Królewski ustawił na twitterowym profilu swoje zdjęcie z Andrzejem jako główne.

*

Co się stało 9 lipca ok. godz. 6 rano na starosądeckiej obwodnicy? Policyjne ustalenia mówią, że kierowca Hondy zderzył się z ciężarówką, ponieważ zjechał nagle na przeciwległy pas jezdni.

Znałem dobrze ten samochód, wiele razy jeździliśmy nim do szkoły – mówi Kacper Brzeczek. – Andrzej kiedyś opowiadał mi, że jadąc rano przysnął za kierownicą. Wtedy poczuł, że zjeżdża, ale w porę się ocknął. Jakoś tydzień przed wypadkiem pytał mnie, czy pomogę mu coś tam wypolerować w jego samochodzie.

*

Nie trzeba cytować wypowiedzi znajomych Andrzeja Jarka o nim, by wiedzieć, co było jego główną cechą. Zawsze był uśmiechnięty, widać to na każdym zdjęciu. „Ciepły, sympatyczny, wieczny optymista, najbardziej słowny człowiek na świecie, chodzący spokój…”

Miał takie powiedzenie w pracy, które zapamiętam na zawsze: „Kierownik, damy radę!” – relacjonuje Filip Ćwikowski. – Zawsze reagował pozytywnie, z czymkolwiek bym się do niego zwrócił. Równie łatwo przychodziła mu nauka. Nie musiał długo przesiadywać nad książkami, a i tak miał w szkole 5 i 6. Zresztą on wolał grać w piłkę.

*

Kilka dni po naszej relacji z pogrzebu Andrzeja Jarka, do redakcji przyszedł mail od Janka, innego szkolnego kolegi tragicznie zmarłego:

„(…) Andrzej był jedną z niewielu osób w moim życiu, którą mogłem nazwać przyjacielem. Trudno jest uwierzyć mi w to, że pisze o nim w czasie przeszłym. Jeszcze kilka tygodni temu widzieliśmy się na maturach, rozmawialiśmy i pisaliśmy ze sobą , a teraz kilka sekund zadecydowało o tym, że oprócz zdjęć i wspomnień została mi po nim tylko pustka.

Pustka po najbardziej naturalnym człowieku, jakiego w życiu poznałem. Andrzej nigdy nie udawał kogoś, kim nie był. Nigdy nie wstydził się swojej osobowości i zawsze był w stu procentach sobą, przez co zjednywał sobie ludzi. Nie znam osoby, która by go nie polubiła. Uśmiechem, poczuciem humoru i szczerością sprawiał, że ludzie czuli się dobrze w jego towarzystwie. Cechą, którą zawsze mi imponował była jego samodzielność i zaradność. Andrzej odkąd skończył gimnazjum całe wakacje spędzał na budowie ciężko pracując, aby zarobić pieniądze na życie. Prawdopodobnie nie były to jego wymarzone wakacje, ale nigdy nie narzekał. Zawsze dzielił się ze mną śmiesznymi sytuacjami jakie działy się w pracy i wysyłał zdjęcia, na których wyglądał na człowieka szczęśliwego. Nie traktował pracy na budowie jako kary, ale naturalnym dla niego było już w tak młodym wieku, że na niezależność trzeba zapracować.

Andrzej pasjonował się sportem. Jego wiedza na temat piłki nożnej zarówno współczesnej jak i historycznej była niesamowita. Sam kochał grę w piłkę. Pamiętam, że największą tragedią dla niego był opuszczony trening. Nawet kilka dni przed maturą nie odpuszczał. Zamiast siedzieć przykutym do książek chodził na orlik grać z kolegami z drużyny. Pisząc o piłce i o Andrzeju trzeba wspomnieć o jego miłości do Wisły Kraków. Pamiętam jak na swoich 19 urodzinach miał łzy w oczach odbierając od nas koszulkę swojego ukochanego klubu, za którą nie raz nam jeszcze dziękował. Andrzej był człowiekiem nieprzeciętnie inteligentnym. Kolejną cechą, która pozwalała mu bez wysiłku osiągać dobre stopnie w szkole była bardzo dobra pamięć. Andrzej siedząc na lekcji od czasu do czasu przeglądając Twittera ze słuchu zapamiętywał tak dużą ilość szczegółów, że bez problemu nie przygotowując się do specjalnie sprawdzianów pisał je na takim poziomie, na który niektórzy kując nie mogli się wznieść. Zawsze śmialiśmy się między sobą, kiedy wychodził z ławki, aby odebrać sprawdzian z biologii, do którego się nie przygotował, a wracał z uśmiechem.

Andrzejek potrafił zrobić wiele dla swoich przyjaciół. Pamiętam, jak zaprosił mnie na 19 urodziny, po których nie miałem transportu do domu. Andrzej w środku nocy przez godzinę obdzwaniał wszystkich znajomych, aby mnie nie zawieść i odstawić do domu. I nigdy nie zawiódł. Zapamiętam go jako osobę, do której mogłem napisać o każdej porze. Zawsze poświęcał mi swoją uwagę, potrafił doradzić w trudnych sytuacjach, zawsze starał się mnie zrozumieć i szczerze przedstawić swoje zdanie na każdy temat. Będę miał go w pamięci, jako duszę towarzystwa. W tej roli na imprezach czuł się bardzo dobrze. Ale przede wszystkim zapamiętam Andrzejka jako wspaniałego, bezinteresownego człowieka i przyjaciela, którego brak będę odczuwał jeszcze bardzo długo.

Zdaję sobie sprawę, że to co napisałem, może brzmieć jak banalne wspomnienie o zmarłym, w którym zapomina się o jego wadach. Jednak doszliśmy w naszym koleżeńskim gronie do wniosku, że mieliśmy ogromne szczęście poznać człowieka, któremu po śmierci nie musimy nic dodawać ani nic

Współwłaściciel Wisły Kraków Jarosław Królewski ustawił na twitterowym profilu swoje zdjęcie z Andrzejem jako główne

Filmoteka dts24

196 Videos