Prokuratura oraz Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych odsłaniają pierwsze, kluczowe kulisy tragicznego wypadku w Beskidzie Wyspowym. Wrak maszyny Robinson R44 Raven II został zabezpieczony, a analiza urządzeń pokładowych i danych radarowych przynosi nowe, wstrząsające fakty o ostatnich minutach lotu 30-letniego pilota.
O nocnej akcji poszukiwawczej pisaliśmy w tekście: Tragiczny finał nocnych poszukiwań. Wrak śmigłowca odnaleziono na Lubogoszczy
Ostatni manewr i nagła utrata sygnału
Z oficjalnych danych systemu monitoringu ruchu lotniczego ADS-B wynika, że śmigłowiec wracający z Węgier leciał stabilnie na wysokości około 850 – 1000 metrów nad poziomem terenu.
Nowe światło na sprawę rzucają jednak zapisy z radarów komercyjnych (m.in. Flightradar24). Wynika z nich, że maszyna kierowała się w stronę lotniska w Zatorze, jednak przelatując nad Kasiną Wielką, pilot wykonał nagły zwrot. Chwilę później, około godziny 2:00 w nocy, kontakt radiowy i sygnał z transpondera bezpowrotnie zniknęły.
Porażająca prędkość uderzenia
Lekkie śmigłowce cywilne Robinson R44 nie mają prawnego obowiązku posiadania tzw. czarnych skrzynek (rejestratorów parametrów lotu) i tak też było w tym przypadku. Eksperci zdołali jednak zabezpieczyć i odczytać dane z innych systemów awioniki oraz urządzeń nawigacyjnych GPS.
Jak się okazało, w chwili zderzenia z gęsto zalesionym zboczem góry Lubogoszcz, maszyna leciała z prędkością przekraczającą 200 km/h. Przy tak ogromnym pędzie i uderzeniu w drzewa oraz grunt, pilot doznał wielonarządowych obrażeń. Przybyli na miejsce ratownicy musieli odstąpić od jakichkolwiek czynności reanimacyjnych.
Maksymalna prędkość konstrukcyjna (tzw. prędkość nieprzekraczalna, w lotnictwie) dla śmigłowca Robinson R44 Raven II wynosi 240 km/h (130 węzłów). Maksymalna prędkość przelotowa z jaką ten śmigłowiec porusza się w standardowych, bezpiecznych warunkach to około 202 km/h (109 węzłów).
Hipoteza śledczych: iluzja przestrzenna w chmurach
Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu jako główną i najbardziej prawdopodobną przyczynę tragedii wskazuje utratę orientacji przestrzennej przez pilota.
Połączenie trzech czynników: pory nocnej, trudnego górzystego terenu oraz nagłego, gęstego zamglenia, mogło doprowadzić do zjawiska, w którym pilot, mimo posiadania wymaganych licencji i uprawnień, stracił orientację, gdzie znajduje się linia horyzontu i jak wysoko nad ziemią leci. Duża prędkość maszyny drastycznie skróciła czas na jakąkolwiek reakcję obronną.
– Z dotychczasowych ustaleń wynika, że śmigłowiec wykonywał lot o charakterze komercyjnym i wracał z terytorium Węgier. Był zgłoszony do właściwych służb ruchu lotniczego, a pilot posiadał wymagane licencje i uprawnienia do wykonywania lotów tego rodzaju. Prawdopodobną przyczyną zdarzenia była utrata orientacji przez pilota, spowodowana panującymi warunkami atmosferycznymi, znacznym zamgleniem oraz porą nocną. Do zaistnienia wypadku mogła przyczynić się również duża prędkość śmigłowca – informuje Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej prokurator Justyna Rataj-Mykietyn.
Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Limanowej wkracza w kolejną fazę. Choć oględziny miejsca katastrofy zostały zakończone, kluczowe dla sprawy będą sekcja zwłok pilota i badanie wraku. Sekcja została zaplanowana w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie, by wykluczyć m.in. nagłe problemy zdrowotne w trakcie lotu. Zabezpieczone szczątki helikoptera oraz lokalizator zostaną poddane szczegółowej ekspertyzie przez PKBWL, która sprawdzi, czy przed uderzeniem nie doszło do awarii technicznej silnika lub układu sterowania.
Prokuratura wyraźnie zaznacza, że wszystkie obecne wnioski mają charakter wstępny i dopiero pełny raport lotniczy da ostateczną odpowiedź na pytanie, dlaczego bezpieczny dotąd lot z Węgier zakończył się tragedią w Beskidzie Wyspowym.
Ofiarą wypadku jest 30-letni Błażej Czarnecki. Były sportowiec – siatkarz, po zakończeniu kariery na boisku spełniał się w swojej drugiej pasji – jako pilot. Jak podkreśla prokuratura, posiadał wszelkie niezbędne i wymagane prawem licencje oraz uprawnienia do sterowania tego typu maszyną.
W akcji poszukiwawczej brały udział: Ochotnicza Straż Pożarna Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza Myślenice, JRG MYŚLENICE, Małopolska Policja, Policja Limanowa, OSP Kasina Wielka, OSP Kasinka Mała, JRG LIMANOWA, OSP Łomna, OSP Mszana Dolna, OSP Wiśniowa, OSP Wierzbanowa, OSP Węglówka, Grupa Podhalańska GOPR, GP GOPR Sekcja Szczawnica
Zdjęcia: OSP Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza Myślenice.











































































































































































































