Niezwykłe odkrycie w Tyliczu (gmina Krynica-Zdrój). Janusz Kieblesz ze stowarzyszenia „Odkryj Tylicz” poinformował w mediach społecznościowych o zlokalizowaniu trzeciej mofety w rejonie tej miejscowości. Przyrodnicza osobliwość ukryta w dolinie potoku Błatnik, ujawniła się przypadkowo – za sprawą natury.
Mofety, czyli naturalne, chłodne wyziewy dwutlenku węgla, to ciekawostka Beskidu Sądeckiego. Nowo odkryte miejsce jest położone malowniczo, choć kameralnie. Posiada około dziesięciu tzw. „bulgotek” i „dychawek”, czyli miejsc, w których ulatniający się z ziemi gaz przeciska się przez lustro wody.
Drzewo odsłoniło tajemnicę potoku Błatnik
Mofeta w dolinie potoku Błatnik istniała od zawsze, jednak pozostawała niewidoczna dla ludzkiego oka. Wszystko zmieniło się po przewróceniu się drzewa. Wywrot podniósł poziom wody w potoku, a zalany teren zaczął tętnić życiem geologicznym. Na powierzchni pojawiły się charakterystyczne bąble i bulgotanie. Janusz Kieblesz zapowiada, że wkrótce przekaże więcej szczegółów na temat tego znaleziska.
Tylickie mofety i „zupa Tiereszkowej”
Nowe odkrycie to dobry pretekst, by przypomnieć osobliwą historię związaną z tylickimi wyziewami. Najpopularniejsza mofeta w Tyliczu (zlokalizowana w osadzie turystycznej „Domki w Lesie”) uznawana jest za największą i najbardziej okazałą w całych Karpatach.
Choć o „diabelskim oddechu” z ziemi wiedzieli już w XVI wieku poszukiwacze tzw. „leśnego żelaza” (ochry), to sensacyjny rozdział tej opowieści dopisano w latach 60. XX wieku. W czasach zimnej wojny i kosmicznego wyścigu supermocarstw, polscy naukowcy z Instytutu Zootechniki w Krakowie prowadzili w Tyliczu ściśle tajny projekt: naturalny dwutlenek węgla z mofety ujęto w betonowe kręgi i za pomocą rurek tłoczono do specjalnych donic. Cel: przyspieszenie fotosyntezy przy hodowli słodkowodnych alg. Bogate w białko glony miały stać się super-pokarmem dla radzieckich kosmonautów (w tym legendarnej Walentyny Tiereszkowej) podczas misji międzygwiezdnych. Niektórzy do dziś wspominają te eksperymenty, mówiąc o nich: „zupa Tiereszkowej”.
Projekt porzucono z powodów ekonomicznych oraz problemów z układem pokarmowym testujących instalację (algi okazały się ciężkostrawne), a instalację zasypano. Pod koniec 2011 roku, dzięki zaangażowaniu pasjonatów i lokalnych funduszy, mofetę odkopano, wybudowano pomosty i udostępniono turystom.
Piękne i zdradliwe
Mofety w Beskidzie Sądeckim (występujące też m.in. w sąsiednim Złockiem czy Szczawniku) to dowód na dawną aktywność wulkaniczną tych terenów. Gaz ulatniający się z głębi ziemi jest bezwonny i cięższy od powietrza, dlatego gromadzi się tuż przy powierzchni gruntu.
Dla ludzi odwiedzających Tylicz przygotowano bezpieczne platformy widokowe, warto jednak pamiętać, że w bezpośrednim sąsiedztwie „dychawek” brakuje tlenu. Z tego powodu w zagłębieniach terenu wokół mofet giną owady, a nawet małe gryzonie czy ptaki.
Więcej o unikalnej historii tego miejsca oraz o tym, jak wygląda proces „gotowania się wody na zimno”, dowiesz się oglądając ten materiał o tajemnicach tylickich mofet i hodowli alg. Film przybliża kulisy sekretnego projektu z okresu PRL oraz unikalne cechy tamtejszych źródeł.



































































































































































































