Ciśnienie było ogromne, a stawka mogła spętać nogi. Scenariusz pisało zresztą samo życie – na boisku spotkały się dwa zespoły, z których każdy grał o pełną pulę, by przeżyć. Ostatecznie to Biało-Czarni pokazali charakter, zostawiając Zagłębie Sosnowiec w tyle i pieczętując awans do upragnionych baraży o I ligę. Po końcowym gwizdku w obozie „Sączersów” eksplodowała czysta, nieskrępowana radość. – Śmierdzi ligą, musimy się do tego dostosować – zapowiada bojowo sztab szkoleniowy.
Świadomość, że tylko zwycięstwo daje stuprocentową pewność gry w barażach, to spory ciężar gatunkowy. Tymczasem na murawie zobaczyliśmy zespół, który od pierwszej minuty doskonale wiedział, po co wyszedł z szatni. Sandecja zagrała dojrzale, pewnie i bezwzględnie w defensywie. – Zacznę od takich kolokwialnych rzeczy. Micha mi się cieszy strasznie, bo osiągnęliśmy cel minimum, jaki był przed nami postawiony, czyli zakończenie sezonu w pierwszej szóstce i danie sobie szansy na awans do pierwszej ligi poprzez baraże. Dzisiaj to zrobiliśmy – mówi trener Rafał Smalec, nie kryjąc szerokiego uśmiechu.
Szkoleniowiec nie szczędził komplementów swoim podopiecznym, podkreślając, że w kluczowym momencie sezonu drużyna odpaliła w najlepszym możliwym wydaniu. – Duma straszna z zespołu. To był ciężki mecz, potężny mentalnie do dźwignięcia. Wiedzieliśmy, że gramy z drużyną, która też musi walczyć o życie, żeby zostać w lidze. I ja dzisiaj widziałem przemocną Sandecję. Przemocną mentalnie, a przy okazji piłkarsko. Dawno nie widziałem tak dobrego zespołu. W defensywie schowane do kieszeni wszystko, co tylko można było mieć na boisku. Trzymanie przeciwnika na dystans… Dzisiaj z mojej strony płyną same ochy i achy pod adresem chłopaków. W pełni na to zasłużyli – wyliczał szkoleniowiec.
Wokół drużyny z Kilińskiego w ostatnich miesiącach działo się sporo, ale ta ekipa udowodniła, że potrafi odciąć się od bocznych torów i stworzyć na boisku prawdziwy monolit. Więź, jaka wytworzyła się w szatni, zdaniem trenera wymyka się prostym ramom. – Tak jak mówiłem kiedyś, że moi zawodnicy to wariaci, to dzisiaj są wariatami do kwadratu. To się po prostu w głowie nie mieści! Wielkie gratulacje i podziękowania dla zespołu, dla kibiców i ogromny szacunek dla sztabu za tytaniczną pracę w tym tygodniu – dodaje Rafał Smalec.
Czasu na świętowanie nie ma jednak zbyt wiele. Pierwsza przeszkoda została pokonana, cel minimum odhaczony, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Prawdziwa wojna o awans dopiero się rozpoczyna, a los rzuca sądeczan na drugi koniec Polski. W obozie Sandecji nikt jednak nie zamierza narzekać na trudy podróży czy zmęczenie materiału. Energia po niedzielnym triumfie ma ponieść Biało-Czarnych prosto do upragnionego celu. Szkoleniowiec podkreślał również wsparcie jakie zespół dostaje od kibiców.
– Śmierdzi ligą, musimy się do tego dostosować i zrobić wszystko, żeby tutaj narodziło się coś większego – zapowiada trener. – Przed nami mecz w Grudziądzu. Czeka nas długa podróż, ale absolutnie nie będziemy na to narzekać. Przygotujemy się najlepiej, jak potrafimy, zregenerujemy siły i udamy się tam z jednym nastawieniem: chcemy, żeby ta nasza przygoda dalej się kręciła. Chcemy zrobić coś jeszcze fajniejszego. Jest duża ulga, ale walczymy dalej!
Baraże rządzą się swoimi prawami. Tu nie ma miejsca na kalkulacje i półśrodki. Jeśli jednak sądeczanie utrzymają ten „wariacki” mental i jakość z meczu z Zagłębiem, kibice mogą być spokojni. Ta przygoda dopiero się rozkręca.
Czytaj także: Sandecja zagra w barażach! Wiemy z kim powalczy o awans [ZDJĘCIA]


























































































































































































































