„My dostaliśmy szansę na to, żeby nasz tata żył, a potem sami daliśmy komuś szansę na życie”. Wzruszająca historia, która zatoczyła koło

„My dostaliśmy szansę na to, żeby nasz tata żył, a potem sami daliśmy komuś szansę na życie”. Wzruszająca historia, która zatoczyła koło

28 maja obchodziliśmy Światowy Dzień Walki z Rakiem Krwi. Sądecka rodzina Sadlisz, na stałe mieszkająca w Wielkiej Brytanii, przekonała się na własnej skórze, czym jest walka z tą bezwzględną chorobą. Jak niszczy, paraliżuje strachem, by na końcu dać szansę i nadzieję na życie. Jedna choroba – cały wachlarz emocji, lata walki, zaciągnięty dług życia i niezwykła możliwość jego spłacenia. To wszystko mieści się w tej opowieści. I choć nie jest to łatwa historia, daje ogromną nadzieję… i sprawi, że Ty też zechcesz zostać bohaterem.

Wszystko zaczęło się w 2018 roku, kiedy Grzegorz, mąż i ojciec, zaczął chorować. Początki były niepozorne i nie dawały podstaw do niepokoju – nawracające wysypki i zmiany skórne, których nikt nie potrafił zdiagnozować. Lekarze długo szukali przyczyny, a samopoczucie Grzegorza drastycznie pogarszało się z dnia na dzień. Karuzela specjalistycznych badań ruszyła na dobre: biopsja powiększonych węzłów chłonnych, potem kolejna – z talerza biodrowego. Po trzech tygodniach niepewności nadeszła diagnoza: chłoniak.

Pierwsze starcie

Wtedy świat rodziny runął po raz pierwszy. Jeszcze nie wiedzieli, że to, co zgotuje im choroba, będzie o wiele gorsze. W tym momencie przeszywał ich strach, ale też wola walki, bo Grzegorz – jak wspomina jego żona Agnieszka – nie miał zamiaru się poddać. Rozpoczęła się wyniszczająca chemioterapia. Leczenie dodatkowo skomplikował wybuch pandemii COVID-19. Głęboki lockdown, izolacja, odwołane zabiegi, rygor sanitarny i oni – ciągle razem i ciągle z nadzieją, że ten koszmar zaraz się skończy. Pierwsza silna chemia nie przyniosła efektów. Lekarze rozkładali ręce. Diagnoza była znana, ale coś w tej układance wciąż nie pasowało. Grzegorz został przeniesiony do innego szpitala. Tam kolejne badania, kolejne godziny i dni niepewności i diagnoza numer dwa: chłoniak komórek T (podtyp: Zespół Sézary’ego) – bardzo agresywna wersja tej choroby, atakująca głównie skórę i węzły chłonne. Kolejne protokoły leczenia, które tym razem miały być celne. Miały, bo druga chemioterapia nie przyniosła poprawy. Trzecia – nadal nic. Stan Grzegorza cały czas się pogarszał. Jak wspomina jego żona, był wtedy na cienkiej granicy życia i śmierci. Jego skóra odchodziła od ciała płatami, a on sam tracił siły, ale – jak zaznacza Agnieszka – nigdy nie stracił woli walki. Lekarze byli bezradni, a jedyną i ostatnią szansą na ratunek było całkowite „wyczyszczenie” organizmu pacjenta i przygotowanie go do przeszczepu szpiku. Ostatnia deska ratunku – lekarze nie dawali dużych szans na powodzenie.

Ratunek przyszedł z ojczyzny

Brytyjski DKMS natychmiast rozpoczął poszukiwania bliźniaka genetycznego. Taka procedura bywa czasochłonna, a czas nie był sprzymierzeńcem w tej walce. I wtedy wydarzył się pierwszy cud. Dawca znalazł się niezwykle szybko. Choć cała akcja toczyła się w Anglii, to człowiek, który zdecydował się podarować Grzegorzowi drugie życie, mieszkał w… Polsce. Przygotowanie do przeszczepu to niełatwa procedura, którą w tym przypadku komplikował ciężki stan pacjenta. I w końcu ten dzień. Przeszczep. Nerwowe godziny po i informacja, na którą tak czekali – udało się. Choć droga do zdrowia była wyboista, krok po kroku, dzień po dniu rodzina odbudowywała swoje życie. To doświadczenie zmieniło ich na zawsze. Żona Grzegorza, Agnieszka, zarejestrowała się w bazie dawców szpiku natychmiast. Ich starszy syn, Karol, zrobił dokładnie to samo w dniu swoich 18. urodzin. Nie musiał się zastanawiać. Wiedział, że gdzieś na świecie żyje człowiek, dzięki któremu jego tata wciąż z nim jest.

Koło się zamyka

Minęły dwa lata od rejestracji Karola. Zadzwonił telefon. Krótka informacja: ktoś po drugiej stronie potrzebuje pomocy, jest wysoka zgodność genetyczna. Karol bez wahania spakował się i pojechał oddać szpik. Okazało się, że jego genetycznym bliźniakiem jest kobieta – w wieku jego własnej mamy.

– Czułem, że to koło się zamyka. My dostaliśmy szansę na to, żeby nasz tata żył, a potem sami daliśmy komuś szansę na życie – wspomina Karol.

Dla rodziny ten moment był głębokim, wręcz metafizycznym przeżyciem. Pokazał, że łańcuch dobra zatoczył koło.

– To bardzo nas wzmocniło jako rodzinę. Nie każdy bohater nosi pelerynę, a Grzegorz i Karol to dla mnie najwięksi bohaterowie – mówi z dumą i wzruszeniem Agnieszka, mama Karola i żona Grzegorza.

Twoje kilka kliknięć może zmienić wszystko

Warto pamiętać, że wokół nas żyją osoby, dla których jedyną szansą na zdrowie i życie jest decyzja drugiego człowieka. Rejestracja w bazie dawców szpiku nic nie kosztuje. To zaledwie kilka kliknięć na komputerze, zamówienie darmowego pakietu startowego i odesłanie wymazu z patyczka. Dla Ciebie to tylko chwila, dla kogoś innego – całe życie. Kiedyś ktoś bezinteresownie uratował Grzegorza – męża i ojca. Kilka lat później jego syn odpłacił tym samym, ratując czyjąś mamę, żonę, siostrę.

DKMS 

 

Czytaj także: Or_kiestra, Ewa Novel, Kapela Ciupaga i inni na scenie podczas ,,Symfonii Ducha”

Filmoteka dts24

217 Videos