Historia ta miała skończyć się…pouczeniem. Jednak po interwencji komendanta policji z Jasła zastępca komendanta Komendy Powiatowej Policji w Limanowej stracił prawo jazdy. Mł. insp. Albert Kogut, były szef sądeckiej drogówki, przekroczył dozwoloną prędkość o ponad 53 km/h.
Do opisywanych przez ,,Gazetę Wyborczą” zdarzeń doszło ponad miesiąc temu – 26 kwietnia na Podkarpaciu. Tam, drogą wojewódzką nr 993 poruszał się mł. insp. Albert Kogut, zastępca komendanta Komendy Powiatowej Policji w Limanowej. Na prostym i długim odcinku funkcjonariusz jechał z prędkością 143 km/h.
– Kierujący, na drodze jednojezdniowej dwukierunkowej poza obszarem zabudowanym, przekroczył dopuszczalną prędkość o ponad 53 km/h – potwierdza w rozmowie z Gazetą Wyborczą Ewelina Wrona z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie.
Mężczyzna został zatrzymany przez jasielską grupę SPEED, która specjalizuje się w walce właśnie z piratami drogowymi. Po rozpoznaniu winowajcy sprawa miała zakończyć się…pouczeniem. Jednak jak informuje ,,Gazeta Wyborcza”, kwestia ta uległa zmianie po tym jak o sprawie dowiedział się komendant policji w Jaśle.
– Funkcjonariusze początkowo zastosowali wobec kierowcy środek oddziaływania wychowawczego w postaci pouczenia, jednak Komendant Powiatowy Policji w Jaśle zdecydował o nałożeniu na kierującego grzywny w drodze mandatu karnego. Kierowcy zostało wystawione wezwanie do stawiennictwa się w Komendzie Powiatowej Policji w Jaśle, gdzie w ustawowym terminie, za popełnione wykroczenie zostanie ukarany mandatem karnym – przekazuje Gazecie Wyborczej Ewelina Wrona.
Dziennikarz Piotr Starmach pisze również o tym, że mimo podjęcia stanowczych kroków wobec przewinienia funkcjonariusza informacja o jego zatrzymaniu nie pojawiła się na oficjalnej stronie jasielskiej policji – tak jak jest to czynione w innych przypadkach tego typu.
Ostatecznie mł. insp. Albertowi Kogutowi zabrano prawo jazdy, jednak nadal pełni on swoją funkcję, a komendant wojewódzki policji w Krakowie rozważa ewentualne kroki służbowe wobec funkcjonariusza.
Wyciszenie sytuacji?
Dziennikarzom „Gazety Wyborczej” udało się również dostać do anonimowych źródeł, które wskazywały na niepokojącą atmosferę mającą mieć miejsce od miesiąca w limanowskiej komendzie.
– Chłopaki z jednostki chodzą podminowani, bo na co dzień muszą karać ludzi za drobne wykroczenia, a tu przełożony robi takie jaja [Albert Kogut bezpośrednio nadzoruje m.in. Wydział Ruchu Drogowego – przyp. red.]. Ale dla świętego spokoju wolą siedzieć cicho, bo nie chcą robić sobie niepotrzebnych problemów. Zresztą zastępca im powiedział, że jeśli ktoś powie o sprawie mediom, to zostaną zwolnieni – twierdzi rozmówca ,,Gazety Wyborczej”.
Jednak rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Limanowej, zaprzecza i zaznacza, że nie wydawano żadnych poleceń, które miałyby ograniczać przepływ informacji w tej sprawie.
Czytaj też: Dramat przy odbiorze śmieci. Szkło wbiło się w nogę pracownika


























































































































































































































