Sceny z zakorkowanej ulicy Śniadeckich w Nowym Sączu regularnie budziły niepokój mieszkańców. Gdy miasto stało w szczycie, stacjonujące tam ambulanse tkwiły w pułapce. Doszło do tego, że do pilnych wezwań na nowosądeckich osiedlach trzeba było ściągać wolne zespoły z ościennych gmin. Powód? Miejscowe załogi, choć gotowe do akcji, nie miały jak ruszyć się z własnej bazy.
Problem jest fizyczny, bowiem ulica Śniadeckich nie jest z gumy. Z jednej strony sznur aut w ruchu, z drugiej zapełnione parkingi. Kierowcy, choćby chcieli, w godzinach szczytu nie mają gdzie ustąpić pierwszeństwa. Władze miasta chcą w końcu przeciąć ten węzeł gordyjski. Rozwiązaniem ma być nowa podstacja ratunkowa w Nowym Sączu.
Prezydent stawia sprawę jasno, ulica została wyremontowana, ale nikt jej nie naciągnie. – W ciągu dnia dochodzi tam do ogromnych utrudnień w wyjeździe ambulansów. Nie jest to wina pana starosty, który nadzoruje pogotowie, moich poprzedników ani samych ratowników. Po prostu kiedyś panował trend, by takie instytucje lokalizować w centrach miast – tłumaczy Ludomir Handzel. – Na szczęście policja i straż pożarna mają już nowe siedziby na obrzeżach, w świetnie skomunikowanych punktach. Pogotowie takiego miejsca wciąż się nie doczekało.
Plan zakłada strategiczny podział sił. Główna baza na Śniadeckich zostaje, gdyż w nocy, gdy ruch zamiera, ulica jest pusta i w pełni przejezdna. Krytyczne jest jednak to 12 godzin w ciągu dnia. To wtedy dedykowane dla miasta zespoły ratownicze miałyby stacjonować na Głowackiego. Stamtąd, z pominięciem największych zatorów, wyjazd na kluczowe arterie i obwodnice jest bezproblemowy.
Początkowo miasto myślało o działce przy ul. Witosa, ale tam plany pokrzyżowały linie wysokiego napięcia. Głowackiego to wydaje się być idealne rozwiązanie. Wolny, ponadhektarowy teren, a pogotowie potrzebuje z tego około 30 arów. Rozmowy na linii miasto-powiat (który prowadzi pogotowie) są bardzo zaawansowane. Ratusz przygotował dwa konkretne rozwiązania prawne, które w najbliższych dniach oficjalnie trafią do starosty Tadeusza Zaremby.
– Pierwszy, szybki wariant, to bezpłatne użytkowanie terenu do trzech lat na mocy mojej decyzji. Mogłaby tam błyskawicznie stanąć wiata dla karetek i tymczasowe zabudowania dla załóg. To moglibyśmy zrobić bardzo, bardzo szybko – deklaruje Ludomir Handzel. – Drugie rozwiązanie to stała darowizna gruntu. W tym przypadku w akcie notarialnym znajdzie się jednak jasny zapis, że teren może być wykorzystany wyłącznie na potrzeby podstacji pogotowia dla Nowego Sącza.
Wszystko wskazuje na to, że starostwo będzie wolało opcję numer dwa. Bezpieczniej inwestuje się publiczne miliony na własnym gruncie, nawet jeśli w księdze wieczystej pojawi się twardy rygor przeznaczenia działki. To także bezpiecznik przed ewentualnymi zawirowaniami politycznymi w przyszłości. Prezydent zapewnia, że temat przeszedł już gładko przez konsultacje z radnymi Koalicji Nowosądeckiej i Koalicji Obywatelskiej.
– Myślę, że również radni Prawa i Sprawiedliwości tym razem nie będą blokowali takich ruchów przekazania tego majątku do pana starosty. To jest propozycja wsparcia, wyciągnięcia ręki do pogotowia ratunkowego, które także służy przecież mieszkańcom Nowego Sącza. Bez względu na to, kto stoi na czele tej zacnej organizacji, ma ona służyć ludziom – kwituje gospodarz Nowego Sącza.
Oficjalne dokumenty lądują w starostwie w przyszłym tygodniu. Jeśli polityczna machina nie złapie zadyszki, tymczasowa baza kontenerowa mogłaby zabezpieczyć miasto w kilka miesięcy, dając czas na spokojne projektowanie docelowego budynku.
W styczniu redaktor Natalia Sekuła omawiała problem wyjazdu karetek z dyrektorem Andrzejem Bodzionym.
Czytaj także: Kolos na 210 metrów wysokości! Szokujące plany inwestorów na Zabełczu


























































































































































































































