Miejscy urzędnicy ogłosili przetarg na opracowanie koncepcji toru kajakowego na rzece Dunajec wraz z uzyskaniem decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Projekt, o którym z sentymentem mówi się od ponad dekady dostaje realną szansę, by wyjść z urzędowych papierów i wejść w etap, po którym nie da się już mówić, że „to tylko sentymentalny pomysł”.
Pod hasłem „tor kajakowy” kryje się nie tylko sportowa inwestycja. Idea jest szersza: odzyskać dla miasta fragment Dunajca i powrócić do historii, która mocno pamięta przestrzeń określaną mianem Sądeckiej Wenecji.
Przed wojną „Wenecja” była miejscem rekreacji, sportu i spotkań towarzyskich, a w okresie międzywojennym działały tam m.in. przystań kajakowa, wypożyczalnia łódek i boisko do siatkówki. Wenecja nad Dunajcem została najpierw mocno doświadczona przez powódź z 1934 roku (to była największa powódź w II RP, która przeorała koryto Dunajca i zniszczyła infrastrukturę rekreacyjną), a później przez wojnę. Z czasem miejsce, które kiedyś tętniło życiem, zniknęło z mapy miasta.
Przetarg o którym piszemy dotyczy opracowania koncepcji toru kajakowego na Dunajcu wraz z dokumentacją środowiskową. Wykonawca ma „narysować” wizję i przygotować pełny pakiet materiałów: koncepcję programowo-przestrzenną, model hydrauliczny 2D rzeki, mapy do celów projektowych, dokumentację środowiskową wraz z opiniami i raportem oddziaływania na środowisko, a na końcu uzyskać decyzję środowiskową. Teren inwestycji – jak widać na mapie nie jest tożsamy z pierwotną lokalizacją przedwojennej „Wenecji”, która funkcjonowała w okolicy mostu kolejowego i Parku Strzeleckiego, jednak funkcjonalnie – odpowiada przedwojennej idei.
Na co czekają pomysłodawcy nowej Sądeckiej Wenecji?
Z założeń projektowych wynika, że tor miałby zostać poprowadzony wzdłuż prawego brzegu Dunajca w formie betonowego koryta o długości 250–300 metrów. Projektant musi uwzględnić różnicę poziomów rzędu 3–3,5 metra oraz zapewnić przepływ wody na poziomie 12–15 metrów sześciennych na sekundę. Kluczowym elementem będzie stały próg wodny o wysokości ok. 1 metra, który spiętrzy wodę na starcie.
W dokumentacji wymieniono też pomosty dla zawodników, kładkę techniczną, naturalne trybuny, alejki spacerowe, ławki, zieleń, a także tablice pokazujące historię kajakarstwa na Sądecczyźnie. Obiekt ma być wielofunkcyjny: dla slalomu kajakowego, dla turystyki kajakowej i rekreacyjnych spływów pontonowych. Jest nawet pomysł na Aleję Mistrzów, która miałaby upamiętnić olimpijczyków i zasłużonych sportowców związanych z regionem. Brzmi to więc bardziej jak próba stworzenia ogólnodostępnego „nadrzecznego miejsca” niż tylko obiektu sportowego.
Kajakarskie DNA
Nowy Sącz ma mocne kajakarskie „geny”. KS Start Nowy Sącz, założony w 1953 roku, należy do najbardziej zasłużonych klubów w polskim kajakarstwie górskim. Polski Związek Kajakowy przypomina, że gdy slalom kajakowy debiutował na igrzyskach olimpijskich w Monachium w 1972 roku, w reprezentacji Polski było aż czterech zawodników Startu Nowy Sącz.
Sądeckie kajakarstwo do dziś ma się znakomicie i dostarcza powodów do dumy. Najważniejszym powodem do dumy jest obecnie Klaudia Zwolińska ze Startu Nowy Sącz, która najpierw sięgnęła po srebro olimpijskie w Paryżu, a później podczas mistrzostw świata 2025 w australijskim Penrith dokonała rzeczy historycznej: zdobyła trzy medale – dwa złote w C1 i K1 oraz brąz w kayak crossie. Została tym samym pierwszą zawodniczką w historii, która na jednych mistrzostwach świata wywalczyła trzy indywidualne medale. Team sądeckich mistrzów kajakowych tworzą też jej narzeczony – Grzegorz Hedwig, Michał Pasiut, Dariusz Popiela, Hanna Danek i Dominika Brzeska. Z Sądeckiej Wenecji na pewno będzie miał kto korzystać…
założenia projektowe – w pliku poniżej:
Obraz w nagłówku – z archiwum Władysława Żaroffe





































































































































































































