Na sygnale: agresja wobec ratowników

Na sygnale: agresja wobec ratowników

Rozmowa z Marcinem Siedlarzem, ratownikiem medycznym z 13-letnim stażem, przewodniczącym Komisji Nowy Sącz Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych.


– Korzystałam ostatnio kilka razy z pomocy zespołu karetki i ratowników medycznych. Byłem pozytywnie zaskoczony empatią tych młodych ludzi. Jest na studiach taki przedmiot jak „empatia” czy trzeba mieć wrodzoną?

– Na studiach ratownictwa medycznego empatia nie funkcjonuje jako odrębny przedmiot, jednak jest intensywnie kształtowana w ramach zajęć z psychologii, komunikacji interpersonalnej oraz etyki zawodu. Przyszli ratownicy medyczni uczą się, jak rozmawiać z pacjentem w sytuacji stresu, jak udzielać wsparcia emocjonalnego oraz jak reagować na trudne i traumatyczne zdarzenia. Oczywiście pewne predyspozycje osobowościowe pomagają, jednak empatii można się również nauczyć i rozwijać ją zarówno w trakcie studiów, jak i późniejszej pracy zawodowej.

Praca w ratownictwie medycznym wymaga dużej wrażliwości i empatii, które ułatwiają komunikację z pacjentem oraz pomagają rozładować napięcie towarzyszące sytuacjom zagrożenia życia i zdrowia. Równie ważne jest wsparcie osób bliskich poszkodowanych, ponieważ one także przeżywają silny stres. Warto przy tym pamiętać, że większość zespołów ratownictwa medycznego pracuje w dwuosobowych składach, co nie zawsze pozwala jednocześnie zadbać o wszystkie te aspekty.

Trzeba pamiętać, że też jesteśmy ludźmi i miewamy różne dni. Nosimy na swoich barkach wiele obciążeń i stresu, który czasem częściowo „zabieramy” od pacjentów.

– Druga rzecz mocno rzucająca się w oczy to fachowość ratowników. Po wstępnym wywiadzie telefonistki przyjmującej zgłoszenie, przyjeżdżając mieli już rozeznanie na czym polega kłopot, a po kilku dodatkowych pytaniach dokładnie wiedzieli jak pomóc doraźnie, a jak w dalszej perspektywie.

– Takie wrażenie wynika przede wszystkim ze ścisłej współpracy dyspozytora i zespołu ratownictwa medycznego, opartej na teleinformatycznym Systemie Wspomagania Dowodzenia. Zespół ratowniczy otrzymuje zgłoszenie bezpośrednio na tablet. Widoczna jest tam dokładna lokalizacja zdarzenia (również na mapie) oraz szczegółowe informacje zebrane przez dyspozytora podczas wywiadu. Dzięki temu już w trakcie dojazdu wiemy, z jakim problemem możemy mieć do czynienia i możemy odpowiednio przygotować sprzęt oraz sposób działania.

Jeśli chodzi o fachowość, jesteśmy przygotowani do udzielania pomocy pacjentom w każdym wieku i w pełnym zakresie stanów nagłych. Ratownik medyczny ma dziś uprawnienia do samodzielnego podania około 50 leków, co daje bardzo szerokie możliwości terapeutyczne jeszcze na miejscu zdarzenia. Warto jednak dodać, że statystycznie wiele naszych wyjazdów dotyczy sytuacji (ponad 59 proc. w 2024 r.), które mogłyby być zaopatrzone w ramach podstawowej opieki zdrowotnej lub poradni specjalistycznych. To sprawia, że oprócz typowych interwencji ratunkowych zdobywamy również duże doświadczenie w udzielaniu pomocy doraźnej w bardzo różnorodnych przypadkach. Niekoniecznie jest to zbieżne z tym do czego jesteśmy powołani.

– Był taki moment przed laty, kiedy z karetek pogotowia zniknął lekarz i pojawiła się opinia, że ratownik to za mało w trudnych sytuacjach, kiedy trzeba specjalistycznej interwencji medycznej. Obalili ratownicy ten pogląd?

– Myślę, że ten pogląd został obalony bezdyskusyjnie. Najlepszym dowodem są same liczby. Obecnie około 80 proc. zespołów ratownictwa medycznego w Polsce stanowią zespoły podstawowe „P”, pracujące bez lekarza, a jedynie 20 proc. to zespoły specjalistyczne „S”. W praktyce często także w tych zespołach dyżur pełnią wyłącznie ratownicy medyczni, co jeszcze bardziej pokazuje, jak dużą odpowiedzialność przejęła ta grupa zawodowa.

Według najnowszych danych w 2025 r. w Polsce funkcjonowało 1697 zespołów ratownictwa medycznego, a z roku na rok liczba karetek z obsadą lekarską maleje. Wynika to m.in. z braków kadrowych oraz względów organizacyjnych i finansowych. System coraz mocniej opiera się więc na pracy ratowników.

A wracając do pytania – zgodnie z popularnym w naszym środowisku powiedzeniem: „lekarz leczy, ratownik ratuje”. Rolą ratownika jest szybka ocena stanu pacjenta, zabezpieczenie funkcji życiowych i wdrożenie leczenia przedszpitalnego. Lekarze specjaliści są natomiast niezbędni przede wszystkim na dalszym etapie, czyli w szpitalu, gdzie prowadzone jest pełne leczenie i diagnostyka. Praktyka ostatnich lat pokazuje, że w działaniach przedszpitalnych ratownicy radzą sobie samodzielnie i skutecznie. Właściwie z roku na rok otrzymujemy kolejne kompetencje, rozszerzenie możliwości postępowania. Jak to w medycynie, tu trwa ciągła ewolucja.

Co więcej, tendencja spadku liczby zespołów specjalistycznych „S” utrzymuje się, a w środowisku ratownictwa medycznego wciąż trwa dyskusja nad dalszą reorganizacją systemu, m.in. nad wprowadzeniem tzw. modelu rendez-vous, w którym lekarz dołącza do zespołu jedynie w najcięższych przypadkach – jako wsparcie, na przykład wtedy, gdy nie ma możliwości zadysponowania śmigłowca LPR.

– Ratownik to zawód czy powołanie?

– Dobre pytanie. Uważam, że to przede wszystkim powołanie. W tej pracy trudno wytrwać przez lata, traktując ją wyłącznie jak zawód czy źródło zarobku. Potrzebne jest zaangażowanie i wewnętrzna motywacja, bo codziennie mierzymy się z ogromnymi emocjami i odpowiedzialnością.

Adrenalina potrafi uzależniać, ale bywa też, że to wszystko zwyczajnie przerasta. Dlatego tak ważne jest, by czasem zwolnić, odpocząć i zadbać o siebie – żeby nie stracić siły do dalszej pracy i przekonania, że to ma sens.

– Dlaczego jest taka przewaga mężczyzn w tym zawodzie?

– To pytanie zawsze jest trudne, bo łatwo kogoś niepotrzebnie zaszufladkować. Wbrew pozorom w zespołach ratownictwa medycznego pracuje wiele kobiet, choć nadal stanowią mniejszość. Myślę jednak, że duże znaczenie mają realia tej pracy. W dwuosobowych zespołach często liczy się szybka ewakuacja pacjenta, praca w trudnych warunkach terenowych czy konieczność dźwigania ciężkiego sprzętu. To sprawia, że aspekt fizyczny bywa istotny. Z kolei w zespołach trzyosobowych obciążenie rozkłada się na więcej osób, co w dużej mierze niweluje te różnice.

Jednocześnie kobiety bardzo często wyróżniają się świetną organizacją pracy, komunikacją z pacjentem i wysoką odpornością na stres – a w ratownictwie te cechy są równie ważne jak siła fizyczna.

Podsumowując, podobnie jak w wielu innych służbach mundurowych czy ratowniczych, kobiety nadal stanowią mniejszość.

– W ostatnich miesiącach pojawiło się mnóstwo sygnałów o agresji wobec zespołów karetek pogotowia. Czy Pana również takie sytuacje spotkały?

– Niestety tak. Myślę, że dziś niemal każdy czynny zawodowo ratownik medyczny miał do czynienia z agresją – zarówno słowną, jak i fizyczną. To zjawisko w ostatnich latach stało się bardzo niepokojąco powszechne. Coraz częściej spotykamy się z frustracją pacjentów lub ich rodzin, pretensjami dotyczącymi czasu dojazdu czy zakresu naszych kompetencji. Część tych reakcji jesteśmy w stanie zrozumieć. Osoby w sytuacji nagłej, do której nie są przyzwyczajone, inaczej odczuwają upływ czasu – dla nas pięć minut to po prostu pięć minut, a dla kogoś w silnym stresie może to być „pół godziny”.

Zdarzają się jednak wyzwiska, groźby, a czasem nawet rękoczyny. Paradoks polega na tym, że agresja kierowana jest wobec osób, które przyjeżdżają po prostu nieść pomoc.

Z moich obserwacji wynika, że wpływa na to wiele czynników: szybkie tempo życia i narastający stres społeczny, uzależnienia – zwłaszcza alkohol i substancje psychoaktywne – a także pogarszająca się kondycja psychiczna społeczeństwa. W Polsce wyraźnie rośnie liczba osób zmagających się z zaburzeniami psychicznymi, co widać choćby po coraz większej liczbie konsultacji psychiatrycznych i hospitalizacji. W sytuacjach silnych emocji ludzie reagują impulsywnie, a ratownicy stają się najbliższym celem tej frustracji.

[…]

Cały wywiad przeczytasz w specjalnym wydaniu dts ZDROWIE

[pobierz za darmo]

Rozmawiała Gabriela Wolińska
Fot. Archiwum prywatne Marcina Siedlarza

Filmoteka dts24

207 Videos