,,Konie muszą się wyprowadzić z domu, który znają”. Interwencja DTS24 [FILM]

,,Konie muszą się wyprowadzić z domu, który znają”. Interwencja DTS24 [FILM]

Kilka interwencji policji odnotowano w ostatnich tygodniach w jednej ze stajni koni w Myślcu. Kilka tygodni temu doszło do zaostrzenia sytuacji między właścicielem gruntów i budynków, a właścicielką i opiekunką koni. Z jednej strony słychać zarzuty o okrucieństwie, z drugiej – o kilkuletnim braku możliwości odzyskania dostępu do swojej własności.

Stajnia w Myślcu jest prowadzona przez Dobrosławę od sierpnia 2021 roku. Jako siedlisko zaczęła funkcjonować kilka miesięcy później. Obecnie znajduje się tam osiem koni, w tym jak podkreśla ich opiekunka, kilka chorych, w tym jeden po poważnej operacji. Przez lata miała obowiązywać umowa ustna między nią, a właścicielem ziem i budynków, czyli byłym, wieloletnim partnerem.

– W nabywaniu areałów i tworzeniu miejsca brałam czynny udział od samego początku. Otrzymałam zapewnienie pomocy, gdy taka będzie mi potrzebna, a także dalsze zachęty do upiększenia miejsca i tworzenia potrzebnej infrastruktury według potrzeb i własnych możliwości. Właściciel pytany o kwestię odpłatności, zapewnił mnie, że żadnej nie chce, a jedynie mam opłacać prąd i ponosić koszty konieczne do utrzymania stajni – opisuje Dobrosława.

Według jej relacji, sytuacja miała zmienić się pod koniec ubiegłego roku, kiedy otrzymała informację, że ma się wyprowadzić z końmi z budynków. 31 grudnia straciła dostęp do kamer, a potem przez kolejne tygodnie, jak zaznacza właścicielka koni, miała coraz bardziej utrudniany dostęp do zwierząt. Został odcięty prąd, woda. Pojawiły się też kłódki i łańcuchy. Dobrosława nosiła wodę w butelkach i przerzucała przez płot, by napoić konie. Podobnie z sianem. Początkowo pomagały jej koleżanki, później jednak bały się konsekwencji przebywania na cudzym terenie. Na miejsce wielokrotnie wzywana była starosądecka policja. Trwa również wymiana pism pomiędzy adwokatami właściciela ziem i budynków, a pełnomocnikiem właścicielki koni.

Właściciel posiadłości przedstawia odmienną wersję wydarzeń. Zaznacza, że od przeszło trzech lat prosił o wyprowadzkę z jego własności, ale prośby miały być ignorowane, więc jego cierpliwość się skończyła. Pojawienie się kłódek i łańcuchów tłumaczy potrzebą zabezpieczenia mienia przed osobami trzecimi, które ,,kręciły się po terenie”.

Nieco ponad miesiąc

19 lutego zostały wywiezione rzeczy z budynków służące głównie do obsługi i opieki nad końmi, a pasza wyrzucona. Dobrosława poczuła, że jest w tej sytuacji całkowicie bezsilna, bo nie ma jak nakarmić konie. Na miejscu dwukrotnie pojawiła się policja. Przyjechał także właściciel obiektów i ziem. Po negocjacjach w obecności policji doszło do ustaleń, że stajnia ma być opuszczona do końca marca.

– Będąc przymuszoną, musiałam się zgodzić na warunki wyprowadzki – zaznaczyła właścicielka koni.

Na ten czas padła deklaracja, że w żaden sposób nie będzie utrudniany dostęp do zwierząt. Dobrosława podkreśla, że koszt przenosin zwierząt do nowego domu i ich utrzymania, jest ogromny. Prawdopodobnie na ten cel zostanie utworzona zbiórka.

W materiale zostały pominięte wątki prywatne sprawy. Skupiamy się jedynie na wątku dotyczącym bezpośrednio zwierząt i ich bezpieczeństwa.

Czytaj także: Nowy Sącz chce oddać 19 hektarów Staremu Sączowi. Chodzi o pieniądze…

 

Filmoteka dts24

207 Videos