
Fot. Arch. Alicji Gałęziowskiej
Rozmowa z Alicją Gałęziowską, polonistką w Szkole Podstawowej nr 18 w Nowym Sączu.
– Osiem lat temu swoją ostatnią klasę kończącego się gimnazjum namówiła Pani na lekcji języka polskiego, by napisali listy do samych siebie w przyszłości…
– Tak było, omawialiśmy powiastkę filozoficzną Exupéryego „Mały Książę”. To jest lektura, która mówi o świecie wartości ludzi dorosłych i nastolatków czy dzieci. I to jest taki odmienny punkt widzenia dzieci. Najlepszym przykładem jest dom. Jeśli ktoś spyta dziecko, co widzi w tym domu, to odpowie, że widzi piękne ściany, okna, kwiaty. A kiedy zapytamy dorosłego, to zastanawia się „Za ile by go można sprzedać? Ile by za ten dom było pieniędzy?”. Książka jest generalnie poświęcona przyjaźni, oswajaniu przyjaciół… I na bazie tej książki, poprosiłam uczniów, aby napisali list do samych siebie, kiedy będą dorośli. Aby w tym liście przypomnieli sobie o tym, co dla nich było ważne, kiedy byli dziećmi, jakie wartości dla nich były ważne. Aby sobie przypomnieli, czy wtedy, kiedy już są dorośli, coś z tamtego czasu, pięknego dzieciństwa w nich zostało? Dzieciństwa, którym się tak wtedy zachwycali i krytykowali dorosłych. Że kochają cyfry, a oni kochają dobre wartości, takie jak np. przyjaźń. Poprosiłam ich o napisanie takich listów, włożenie do koperty, zaadresowanie na swój prawdziwy adres i zaklejenie. Uważałam to za ich własną, prywatną korespondencję, nie zaglądałam tam. No i te listy u mnie przeleżały osiem lat.
– Młodzież kończąca gimnazjum to byli 16-latkowie.
– Tak. W tym wieku świetnie się krytykuje dorosłych, więc dlaczego nie przypomnieć dorosłym, co było ważne dla nich, dla dzieci?
– A krytykowali tamci młodzi ludzie?
– Troszeczkę krytykowali, że my dorośli mamy ograniczoną wyobraźnię, że bardzo się spieszymy, że przywiązujemy się do liczb i do cyfr. Nie mamy czasu, nie umiemy, nie potrafimy oswajać. Tak jak de Saint-Exupéry oswajał, uczył tej teorii oswojenia przyjaciół. Mieli wiele zarzutów. Zresztą teraz jest bardzo podobnie, widzą ten kontrast między światem dorosłych a światem dzieci.
– Młodzi mogą nam zarzucić, że ciągle się spieszymy?
– Przecież trochę się spieszymy. Zwróćmy też uwagę, że osiem lat temu świat troszkę inaczej wyglądał niż dzisiaj, prawda?
– Był lepszy, gorszy?
– Myślę, że lepszy. Mniej było telefonu, mediów społecznościowych, nawet niektóre jeszcze chyba wtedy nie istniały. Nie jestem w tej dziedzinie specjalistką, ale tak mi się wydaje.
– A tamci gimnazjaliści nieustannie bawili się telefonami?
– Nie aż tak. Nie pamiętam jakichś zakazów, że nie mogą z nich korzystać. To nie było aż takie nagminne, jak dzisiaj. Na terenie szkoły robią to raczej jednostki, ponieważ tak jak w większości szkół jest zakaz używania telefonów. Czasem nawet potrafią poprosić, że do mamy potrzebują zadzwonić żeby im przelała pieniądze. Poza szkołą to oczywiście inna skala.
– A gdyby Pani jako piętnastolatka miała napisać list do siebie w przyszłości?
– Kiedy ja miałam piętnaście lat, to świat wyglądał trochę inaczej. Lepiej. Co ja bym wtedy napisała do siebie jako dorosłej? Myślę, że na pewno napisałabym, że bardzo chciałabym – co się nie spełniło – kontynuować moją pasję, którą był taniec. Kochałam tańczyć, ale to jakby nigdy się nie przełożyło na dorosłe życie, bo gdzie poszłam tańczyć, to wszędzie najpierw kazali mi śpiewać. Ze śpiewem się nie udawało, w związku z tym mnie wykluczali i do tańca już nie dopuszczali. No i też bym napisała do siebie, żeby wyrwać się z tego małego środowiska, w którym mieszkałam. Po prostu, żeby gdzieś pójść w świat, nie wiem, na studia na przykład.
– No i to się akurat udało!
– To się spełniło. I to był najlepszy wybór, co powtarzam moim uczniom, że studia i tylko studia! I troszkę dalej od rodziców.
– Osiem lat temu młodzi ludzie napisali coś na tych kartkach, zakleili, zaadresowali…
– I czekało to u mnie w foliowej kopercie osiem lat. Rok temu wybrałam się na pocztę, aby już je wysłać, ale była za duża kolejka i wróciłam o niczym. Czyli nie wysłałam. W tym roku pomyślałam, że to już najwyższy czas, aby je wysłać i zrobiłam to.
– Kupiła Pani 23 znaczki pocztowe…
– Nakleiłam i wrzuciłam do skrzynki. Kiedyś też coś takiego zrobiłam, ale wysłałam uczniom po czterech latach, więc byli na studiach.
– Wrzuca pani dwadzieścia trzy listy do skrzynki i co się dzieje?
– I czekam. Trochę nawet już o tym zapomniałam. Pierwszy telefon odebrałam jeszcze przed Wigilią. Zadzwoniła do mnie Gabrysia. To była dziewczynka, która mieszkała poza Nowym Sączem. Powiedziała, że jest tak bardzo zaskoczona! Mówi: „Wie pani, wszyscy do mnie dzwonią, szczególnie ci, którzy byli z miasta, bo oni jeszcze tych listów nie dostali. I my nie wiemy, czy pani wysłała do wszystkich. Taki się zrobił ruch, proszę pani, wokół tych listów. Wszyscy do siebie dzwonimy, pytamy. Jesteśmy w ogóle zaskoczeni”. Niektórzy to nawet zapomnieli, że coś takiego napisali i w ogóle byli zdziwieni, skąd to przyszło. Nie mogli tego odnaleźć w swoich głowach.
– A tu i ich własne pismo na kopercie i w środku.
– I to długi list napisany własnoręcznie i zaczyna się: „Dorosły Piotrze”… Tak sobie pisali. Listy wywarły ogromne poruszenie. Nawet nie myślałam, że aż takie ogromne, jeśli mam być szczera. Przyszła do mnie jedna z mam… Powiedziała, że mogę to opowiedzieć. No więc przyszedł list do domu, zadzwonili do dziecka, które jest daleko poza domem. Jakiś słaby ten kontakt z rodzicami był. Pytają czy mogą ten list otworzyć, bo to jest przecież list do tego dziecka. „Tak, możecie otworzyć”. Nie wiedział ten młody człowiek, czego to dotyczy.
– Nie spodziewał się, że to jego własny list?
– Absolutnie. Wiedział tylko, że on jest adresatem tego listu. Jego mama wyznała mi ze łzami w oczach: „Ja i mąż płakaliśmy pół dnia, czytając ten list, ponieważ – tak jak mówi – troszkę nam się to życie rodzinne rozjechało”. A tam było tak pięknie napisane, że najważniejsza dla niego w tym czasie, kiedy to pisał, to jest rodzina i tylko rodzina, potem przyjaciele i tak dalej.
– I to się nie udało po latach w tych relacji rodzinnych?
– No wie pan, dorosłe życie, nowe osoby, które poznajemy, zakładamy swoje nowe miejsca, w których żyjemy. Czasem rozjeżdżają się te relacje. No i mówiła mi, że przy Wigilii był ten list czytany. Wszyscy bardzo z wielkim wzruszeniem słuchali i płakali. No i mówi ta mama, iż ma nadzieję, że to będzie taka odnowa w ich życiu. Bardzo to było miłe, bo też mi mówiła, że wszystkie mamy dzwoniły, które tam się znają w zasięgu: „Czy wiecie o takich listach?” W ogóle nie wiedzieli, kto to wysłał. Po prostu nie mogli tego zrozumieć. No, ale potem już dowiedziano się, że to ja. Więc, powiem szczerze, to było bardzo miłe i wzruszające.
– Rozumiem, że dla pani również?
– Też, ale szczególnie dla tych osób było to bardzo wzruszające. Bo kto się spodziewa dostać list od siebie po tylu latach? W jednym z listów było napisane takie zdanie: „Czy kiedy ten list do mnie dotrze, jeszcze ktokolwiek będzie pisał listy na papierze długopisem [śmiech]? Czy te listy w ogóle będą wysyłane?” No więc to jest taka trochę przepowiednia.
– Ile osób z tych 23 się odezwało?
– Ośmioro i jeden rodzic, który zdał relację wielu innych rodziców. Ale jest nadzieja na dużo więcej, bo właśnie jedna z uczennic powiedziała, że te listy stały się dla nich inspiracją aby się spotkać.
– Dobry pomysł.
– Tak. To w ogóle była świetna klasa. Wiele zrobiliśmy ciekawych i mądrych rzeczy… Ale w ogóle, kiedy pan mówił o tych listach, to ja przyznam, że piszę dużo listów. Pan mówił, że nie wie, kiedy pan pisał ostatni list.
– Po prostu już nie pamiętam.
– A ja chcę powiedzieć, że kiedy kończyłam pracę z którymś rocznikiem, to każdemu uczniowi przekazałam osobisty list, w którym napisałam jak go postrzegałam, jako ucznia, czego mu życzę.
– Do każdego osobny, czy pani skserowała jeden?
– Panie redaktorze, to by było bardzo nieeleganckie. Do każdego ucznia własnoręcznie, nie na żadnym komputerze. I dostał go wraz ze świadectwem kończącym szkołę.
– Pani wychodzi poza program nauczania!
– Nie tylko program nauczania się liczy… A teraz, kiedy uczę w „osiemnastce” i dostałam czwartą klasę, to do każdego mojego czwartaka, nowego ucznia, który mnie jeszcze nie znał, też napisałam list. Z tym, że te listy były tej samej treści, ale było napisane, czego ode mnie mogą oczekiwać, jaką jestem osobą. No więc to jest moje ostatnie pisanie listów. Natomiast najpiękniejsze pisanie listów było w czasie covidu. Moi uczniowie napisali listy do swoich dziadków. I wydali, te listy w formie takiej książki. U introligatora pięknie oprawili i to było zatytułowane: „Listy do mojego dziadka i babci”. Proszę sobie wyobrazić, że w tym czasie, tego najcięższego covidu, te listy trafiły do tych dziadków od swoich wnuków na różne sposoby. Każdy miał jeden egzemplarz. W każdym był podpisany list jego wnuka. Listy były pięknej treści, np. że: czekają na ten czas, kiedy będą mogły przyjść na obiadek, na wspólne lekcje, aby się pouczyć. Na ten dżem truskawkowy, który babcia trzyma w lodówce. Naprawdę to też było bardzo wzruszające.
– Czemu służy pisanie listów i Pani mocny akcent na to, żeby pisać je własną ręką?
– Z punktu widzenia wychowawcy i nauczyciela to przede wszystkim bardzo integruje, łączy z nauczycielem. Bo ja o tych dzieciach czegoś się dowiaduję. One też wiedzą, czego ode mnie mogą oczekiwać. Przecież w tych listach piszemy trochę o jakichś swoich wynurzeniach osobistych, uczuciach, odczuciach lepszych, czasami gorszych.
– Nie zna Pani treści żadnego z tych 23 listów sprzed lat?
– Przez ramię zaglądałam. W czasie lekcji, kiedy pisali. Tak generalnie pisali o takich sprawach jak rodzina, przyjaciele. Pisali o tym, jak dla nich bardzo ważny jest teraz ten czas, że mają marzenia, że kochają tańczyć, kochają teatr i mają nadzieję, że za tych kilka lat będą realizować te swoje marzenia.
– Brzmi tak dojrzale, że aż nieprawdopodobnie. Oni byli tacy mądrzy i dojrzali?
– Proszę mi wierzyć, że tak jest.
– A tutaj ma Pani jakieś inne listy…
– To są pierwsze listy, które zrobiłam z tymi uczniami, do których później wysłałam listy. Też w formie książkowej, broszurowej. Napisaliśmy listy do swoich mam. Tam było: „Kochana mamo” i pod spodem uczeń był podpisany. Pisali piękne listy, za co dziękują, o co proszą, za co przepraszają. Tak jak i tutaj. I potem w Dzień Matki te listy odczytywaliśmy głośno. A tutaj są listy do mam mojej obecnej klasy i nawet ich zapytałam, czy mogę je zacytować. Np. pisze uczennica: „Podzielasz moje pasje, a to jest piękne, bo pozwala mi być sobą. Przepraszam za to, że czasami Ciebie nie słucham, nie mam idealnych ocen. Dużo brakuje mi do ideału, ale ty nadal mnie kochasz i będę na zawsze twoją ukochaną córeczką”. I tak napisała moja Sofia, która pozwoliła, że mogę to głośno powiedzieć. A jeden z chłopców napisał: „Zawsze będę pamiętał dochodzące z kuchni słowa: „Wyłącz komputer. To jak refren prawie każdego dnia. Trochę jestem wtedy zły, ale też wiem, że Ty najlepiej wiesz, co dla mnie najlepsze. I kocham cię, moja mamo”. I tak dalej, i tak dalej. Ale czy to nie jest ważne, że nastolatek potrafi publicznie to powiedzieć? Bo to jest publikacja, taka czy inna, to jednak trafia do wielu rąk.
– Bank pomysłów jest u Pani ciągle otwarty?
– Myślę, że tak. Na przykład z moją klasą zrobiliśmy super akcję „Drugie życie ubrań”. Uczniowie przynosili z domu rozmaite ubrania i wymienialiśmy się, co się komu podoba. Torebki, biżuterię. Ja też przyniosłam swoje. Dla mnie to jest świetny sposób na najlepszą integrację, jaka może być w klasie.
Rozmawiał Wojciech Molendowicz
Wykorzystano fragmenty wywiadu dla Regionalnej Telewizji Kablowej.
Wybrane cytaty z listów:
,,Szanowny Panie Filipie – Mały Książę powiedział, że każdy dorosły był kiedyś dzieckiem, chociaż niewielu z nich o tym pamięta. Dzisiaj Ty jesteś już dorosły i chcę Ci o tym przypomnieć. Kiedy byłeś nastolatkiem ceniłeś w sobie odrobinę szaleństwa, przyjaźń, obecność rodziców. Byłeś krytyczny wobec dorosłych, mając im za złe to, że zbytnio kontrolują i wymagają.” Filip
,,Droga Gabrielo – piszę do Ciebie ten list, aby przypomnieć Ci, co było dla Ciebie ważne, gdy byłaś dzieckiem. Na pierwszym miejscu była rodzina. Starałam się spędzać z nią dużo czasu. Na drugim miejscu byli przyjaciele. Mam nadzieję, że teraz kiedy jesteś dorosła, też o tym pamiętasz.” Gabrysia
,,Dorosła Karolino – mam 15 lat i chcę Ci napisać, jak bardzo jestem szczęśliwa. Mam kochającą rodzinę, przyjaciół, świetną klasę. Robię to, co lubię. Kocham teatr i taniec. Gram w teatrze i tańczę. Wiem, że teraz jesteś aktorką, życie dorosłe pewnie Cię zmieniło. Jednak pamiętaj, że kiedyś cieszyły Cię małe rzeczy, one też są ważne! Jeszcze jedno. Pewno masz psa, o którym zawsze marzyłam.” Karolina
,,Ciekawe jak wygląda teraz Twoje życie? Czy w ogóle ludzie piszą listy na papierze długopisem? Jeśli nie, to będziesz zaskoczony, że tak też można przekazywać wiadomości. Mam nadzieję, że pamiętasz czasy, kiedy byłeś dzieckiem. Byłeś pogodny, odważny. Miałeś wielu przyjaciół i całkiem dobre oceny w szkole. Mam nadzieję, że to się nie zmieniło, a dzięki nauce ukończyłeś studia i masz równie kochającą rodzinę jak teraz.” Kacper
,,Witaj. Ja z przyszłości – jedną z ważnych rzeczy dla mnie teraz jest literatura. Dzięki czytaniu odprężam się i jestem w innym świecie. Uwielbiam wieczorami usiąść z książką i filiżanką herbaty, chociaż na pół godziny. Zapomnieć o problemach i zmartwieniach. Jestem wtedy tylko ja książka i kubek ciepłej herbaty. Muzyka to też ,,rzeczywistość”, która uspakaja, poprawia nastrój. Teksty i muzyka przypominają ludzi, które mieli dla nas znaczenie. Życie dorosłego nie zawsz jest łatwe, pamiętaj, gdzie możesz w trudnych sytuacjach znaleźć ukojenie. Nigdy się nie poddaj, nieważne jak źle by było, musisz iść do przodu. Pozdrawiam. Majka


































































































































































































