Od euforii do płaczu. Biegłem i przez dwa dni ryczałem

Od euforii do płaczu. Biegłem i przez dwa dni ryczałem

Jeśli przebiegłeś dzisiaj 5 km, przepłynąłeś 50 basenów, albo przejechałeś 50 km na rowerze, to możesz być z siebie dumny. A teraz spróbuj sobie wyobrazić, co zrobił Jurand Czabański pokonując 50-krotnego Ironmana. Zajęło mu to 48 dni z krótkimi przerwami na sen. Przepłynął 190 km, przejechał na rowerze 9000 km, przebiegł 2110 km. Wydatkował na to pół miliona kalorii, czyli tyle, ile przeciętny człowiek potrzebuje na 2,5 roku. Lekarze orzekli, że nie miał prawa tego przeżyć. Ten wielki sukces ludzkiej wytrzymałości ma zaskakujący finał. Przeczytaj tę historię do końca.

– Jesteś najtwardszym człowiekiem na świecie. Przesadzam?

– Nie wiem, ale pewnie nie.

– Zostałeś wpisany do Księgi Guinnessa jako jedyny człowiek, który pokonał dystans 50-krotnego Ironmana.

– Tak, w trybie continuous, czyli ciągłym. Wyjaśnijmy – klasyczny Ironman to 3,8 km pływania, 180 km na rowerze i 42 km biegu. A ja robiłem wielokrotność tego dystansu, konkretnie – 50 razy.

– Wychodzi 9000 km roweru 2110 km biegu i 190 km pływania. Jak to się robi, żeby przeżyć? Lata treningu?

– Tak, choć moja historia z triathlonem nie jest jakoś specjalnie długa. Zacząłem go uprawiać pięć lat temu. Wyszło przypadkowo na treningu zapasów w USA. Trener powiedział: „Jurand, you are true iron man”. Pomyślałem, że skoro tak mówi, to może zrobię tego Ironmana. Przygotowywałem się 3 miesiące. To była dla mnie zabawa, próba psychiki, czy jestem w stanie sobie dać radę. No i dałem radę. Poczułem niedosyt i w dniu, kiedy skończyłem pierwszego IM, już się zapisałem na następny. Na podwójnym dystansie.

– Nie jesteś wycieniowany jak maratończyk.

– No tak. Podczas pierwszych zawodów ważyłem 100 kg. Byłem duży, w zapasach biłem się w wadze ciężkiej. Zawsze byłem z tych ciężkich chłopaków. Dużo później zacząłem chudnąć.

– Wiadomo, że aby biegać, najlepiej ważyć jak najmniej. Zanim to bieganie zrobi z nas wycieniowanego szczypiorka, to kolana muszą unieść duży ciężar.

– Wiedziałem o tym, jestem fizjoterapeutą. Ale nie zdawałem sobie sprawy, że to głupi pomysł robić takie rzeczy przy mojej wadze. Nie liczyłem na żadne osiągnięcia w tym sporcie. To miał być tylko trening. Chciałem zobaczyć, czy faktycznie moja wydolność jest na tyle duża, że ja mógłbym podjąć się IM. No i zrobiłem, ale gdzieś tam czułem duży niedosyt.

– I doszło do tego, że dystans IM robiłeś niczym rozgrzewkę przed śniadaniem.

– Trochę przesadziłeś, ale robiłem dwa, trzy razy w tygodniu takiego IM, żeby się przygotować do bicia rekordu. W tym roku przez trzy pierwsze miesiące w ramach treningu przebiegłem 72 maratony.

– Grubo! To było rozsądne?

– Nie! Ale generalnie pomysł 50xIM to nie jest specjalnie zdrowa rzecz. To nawet ciężko nazwać. Ktoś mnie zapytał, że czy to jest jeszcze sport? Nie wiem, czy to jest sport, czy próba przesunięcia granicy ludzkiej wytrzymałości, limitu ludzkiego ciała. Nie umiem na to odpowiedzieć. Zawsze mnie ciekawiło, jaki jest mój limit, jak daleko mogę pójść. I tak zacząłem robić dwu, trzy, pięciokrotne, dziesięciokrotne IM. I zawsze jak przekraczałem metę, czułem niedosyt, chciałem trochę więcej. No i skończyło się na 50-krotnym.

– I co teraz? Już swoje granice poprzesuwałeś do granic ludzkich możliwości. Nie masz nowych motywacji?

– Mam. Niestety wpadł mi do głowy głupi pomysł, by w przyszłym roku zrobić stukrotnego IM. Tylko lekarze się nie chcą zgodzić. Mówią, że 50-krotnego nie powinienem przeżyć. Przecież suma obciążeń na moje stawy i mięśnie to było około 24 tys. ton. To są cztery Dreamlinery pełne ludzi – mówiąc obrazowo. Serce, płuca itd. były okrutnie obciążone. W trakcie bicia rekordu próbowano mi pobierać krew, ale pękały naczynia krwionośne.

– Lekarze monitorowali twój organizm? Sam go obserwowałeś?

– Tak, ale na samym końcu mój pulsometr zaczął wariować. Nie wiedziałem, czy to jest błąd zegarka, czy coś ze mną dzieje. Biegłem, a tętno spadało mi na 60-70 uderzeń, aż nagle pojawiało się 180, 130, a później 80. Myślę, że to było zmęczenie serca. Bardzo mało spałem, podczas pływania godzinę-dwie. A woda była tak zimna, że dostawałem hipotermii. W Brazylii, gdzie się odbywało bicie rekordu była anomalia pogodowa. Temperatura spadała do 8 st. Celsjusza. Oni nie byli przygotowani na to, żeby grzać mi wodę w basenie, więc jej temperatura spadała do 14 stopni. Do tego wiał mocny wiatr, co odczułem na rowerze.

– Pchał Cię ten wiatr?

– To była trasa gdzie na 7,5 km było 11 zakrętów 180 stopni. Więc wiatr bardziej przeszkadzał. A chłopaki, którzy za mną jeździli, musieli się wymieniać cały czas, bo już nie dawali rady.

– A Tobie noga się kręciła?

– Męczyłem mięśnie. Popełnialiśmy błędy żywieniowe. Zacząłem w pewnym momencie bardzo chudnąć, słabnąć i nikt nie wiedział o co chodzi. A ja po prostu jeździłem z za dużą mocą w stosunku do prędkości.

– I całe 9000 km na tej pętli przejechałeś? Przecież to są trzy dystanse Tour de France.

– To jest dystans z Warszawy do Tokio.

– O czym myślisz, kiedy przez kilka dni pływasz?

– Początkowo masz dużo myśli, a później to już chyba zaczynasz walczyć z bólem. To są bardzo duże przeciążenia, powtarzalność ruchów. Zaczyna cię bark rwać, jakiś ból szyi się pojawia. No więc przez pierwszych kilka godzin masz multum myśli, wirują o wszystkim – o rodzinie, o przyjaciołach, ale po kilku godzinach koncentrujesz się już tylko na każdym ruchu, na oddechu, żeby wszystko uregulować, żeby jak najmniej zużywać energii, żeby nie próbować walczyć z wodą. Niektórzy mówią, że brzydko pływam. No brzydko, bo w pewnym momencie bardziej walczysz o przetrwanie. Fajnie kiedyś napisał Bartek Kubkowski, nasz ultra pływak, który przez Bałtyk pływa. Jak przepłynąłem 180 km to napisał, że Jurandzik przepłynął Bałtyk w basenie. To jest odległość, którą on pływa ze Szwecji do Polski.

– Jak wyglądała Twoja typowa doba? Czy te cykle: wysiłek, jedzenie, spanie narzucały się same? Reagowałeś na sytuację czy to miałeś zaplanowane?

– Początkowo mieliśmy zaplanowane, ale nic z tego nie wyszło. Nikt z nas się nie spodziewał anomalii pogodowych. Czas na rowerze się wydłużył – miałem spać 3-4 godziny, a przez to, że jeździłem dużo wolniej, spałem po 1,5 godziny. Przez ponad 20 dni spałem tylko godzinę, maksymalnie dwie, jeśli dzień był trochę mniej wietrzny. W pewnym momencie zacząłem być bardzo zmęczony, bardzo chudłem, bo jechałem 24 km/h i dawali mi jedzenie pod tą prędkość. Nie wzięliśmy pod uwagę, że ja jeżdżę z dużo większymi watami niż powinienem przy tej prędkości.

– Czułeś, że chudniesz?

– Nie, myślałem, że to jest po prostu zmęczenie. Wiesz, my nie mogliśmy wszystkiego zaplanować, bo byłem pierwszą osobą, która zaszła w tym wysiłku tak daleko. Najdłuższym dotychczas IM była dwudziestokrotność. I nagle myśmy wyszli dużo dalej i codziennie poznawaliśmy, co się będzie działo. Nie wiedzieliśmy, czy nagle nie przyjdzie kryzys i ja nie będę mógł wstać. Cały czas czekaliśmy, obserwowaliśmy, co się dzieje.

– A były takie momenty, że nie dałeś rady wstać?

– Nie, były momenty kryzysu, ale ani raz nie pomyślałem, że nie wstanę, mimo, że zużywałem ogromne ilości kalorii. Wyliczyliśmy, że przez tych 48 dni bicia rekordu zużyłem przeszło pół miliona kalorii. Przeciętny człowiek potrzebuje dwa i pół roku, żeby to spalić. A ja to wydatkowałem w półtorej miesiąca. No więc były momenty, że nie mogli mnie dobudzić: Jurand wstań! A ja siedzę. Oni chcą mnie ubrać, a ja już leżę. Po prostu upadłem. Położyłem się i mieli problem, żeby mnie obudzić.

– I Ty tego nie nazywasz tego kryzysem?

– Nie, to nie był jakiś wielki kryzys. Budziłem się już na rowerze. Ludzie ze sztabu bali się, że ja się rozbiję, bo wsiadałem na rower niedobudzony i wszyscy myśleli, że wylecę na pierwszym zakręcie. Ok, miałem jeden poważny kryzys. To było w ostatni wtorek kiedy biegałem. W poniedziałek miałem kończyć i tydzień przed, we wtorek ludzie mi mówią: „Jurand, jeśli utrzymasz prędkość biegu, to już nie będzie następnego wtorku. Wtorek spędzisz z rodziną w hotelu”. I ja się wtedy rozmarzyłem! Biegłem i myślę: „Ja pierniczę, nie będzie już kolejnego wtorku, więc to już jest tak blisko”. I tak się rozmarzyłem o moim fotelu w domu, o moich pacjentach, o moich rutynach, o tym, że z moją żoną i córeczką spędzimy super czas. Ta euforia wybuchła we mnie! Zacząłem liczyć ile jeszcze muszę przebiec. I wychodzi mi, że sześć dni po 105-107 km!. To jest jeszcze przeszło 600 km! I to było jak nagłe zderzenie z murem.

– I dystans z Krakowa do Gdańska.

– No to jest chore. I nagle sobie myślisz: „Jezus Maria, to jest jeszcze tak olbrzymi odcinek!”. A ja już miałem euforię. No i od euforii przeszedłem do płaczu. Biegłem i przez dwa dni ryczałem. Zdałem sobie sprawę, że to jest jeszcze sakramencko daleko, a ja już się nastawiłem, że kończę. I te dwa dni kolejne to była gehenna. Marcin, który ze mną biegał podnosił mnie na duchu.

– Z czym miałeś większy problem – z psychiką czy z nogami, żeby cię niosły?

– Z psychiką! Prawda jest taka, że w pewnym momencie ten 50-krotny IM nie był dla mnie wielkim wyzwaniem. Ok, upadałem, mdlałem i tak parę razy dziennie. Ale to nie ze zmęczenia. To z powodu błędów, które popełniliśmy, ze złego żywienia. Myśmy się na początku wszyscy tego uczyli.

–  Co jadłeś? Tylko żele energetyczne, a może przekąsiłeś burgera?

– Nie jestem fanem żeli, więc bardzo mało, ale było stosunkowo dużo węglowodanów do tłuszczy i białek. Półtorej miesiąca przed tym 50-krotnym, biłem rekord świata w 10-krotnym IM. I to trwało 169 godzin, więc team mnie trzymał głównie na węglowodanach. Tylko energia i energia! Spałem po godzinie dziennie i po prostu jechałem. Tu podobnie zrobiliśmy, ale się okazało, że organizm nie ma z czego pobierać i zaczął zjadać mi mięśnie. Był taki moment, że ja na plecach i dłoniach nie miałem w ogóle mięśni. To stało się z dnia na dzień. Nie mogłem patrzeć w lustro. Składałem się z samych kości. Organizm pobierał z mojego ciała energię żeby przeżyć. I to był duży błąd. Myśmy to naprawiali przez 3-4 dni. Zacząłem jeść dużo tłuszczów, ale wtedy z kolei zacząłem mieć problemy z żołądkiem. No bo nagle dostajesz takie ilości. To był nasz błąd, z którego wyciągnęliśmy wnioski. I jeśli będzie mi dane zrobić ten stukrotny, to tego błędu już nie popełnimy.

– Wspomniałeś, że mdlałeś z wyczerpania. A nie miałeś momentu strachu, że to się może źle skończyć, nawet śmiercią? Powiedziałeś, że człowiek nie ma prawa przeżyć takiego wysiłku.

– Tak powiedzieli lekarze. Wiesz co… Nie, nie miałem strachu.

– Nie bałeś się, że Twoje serce pęknie z wysiłku?

– Raczej nie. Miałem oczywiście pulsometr, sprawdzałem cały czas tętno… Nie ten, tamten zegarek już się zepsuł… (śmiech)

– Sportowy zegarek padł z wyczerpania, a ty przeżyłeś.

– Zegarek naprawdę nie wytrzymał. Monitorowałem organizm cały czas, ale chyba nie ze strachu przez tym, że może mi się coś stać. Takie rzeczy nie mi przychodziły do głowy. Monitorowałem parametry, żeby wiedzieć, czy mogę przyspieszyć, czy muszę zwolnić, jak mam się zachować, czy powinienem zrobić przerwę, wydłużyć sen, itd. Zresztą bieganie – czyli ostatni etap triatlonu – przeszło mi najłatwiej, bo nie przeszkadzały wiatry i pogoda. Przez pierwsze trzy dni miałem duży ból w nodze, ale wyprostuj się nagle, po trzech tygodniach jeżdżenia na time trail bike. Od rana do nocy jesteś na rowerze w pozycji embrionalnej i nagle wyprostuj się i biegnij. Mięśnie nie chciały się wyprostować, więc początkowo ból był ogromny.

– Pamiętasz te ostatnie metry przed metą?

– Tak. Ostatnie okrążenie chciałem zrobić z żoną i córeczką. Chciałem im wynagrodzić ten czas beze mnie. Zaplanowałem, żebyśmy razem przekroczyli metę, żeby one to też poczuły. Bo zawsze widzą mnie tylko wbiegającego na metę, są po drugiej stronie, czekają na mnie. Chciałem żeby poczuły euforię, wyrzut serotoniny, dopaminy tych wszystkich hormonów endorfinowych. To jest przecież piękne uczucie przecinanie tej wstęgi na mecie. Więc to ostatnie okrążenie szliśmy razem, nie biegliśmy i tak przeszliśmy przez metę.

– I co sobie pomyślałeś? Mam to!…

Cały tekst przeczytasz w świątecznym wydaniu DTS:
[kliknij w okładkę, aby uruchomić pobieranie e-wydania za darmo]

Wykorzystano fragmenty rozmowy dla Regionalnej Telewizji Kablowej.

Fot. Archiwum Fakro

 

Filmoteka dts24

213 Videos