Gabinet doktora Caligari na Peryferiadzie: Reaktywacja i reinterpretacja klasyka.

Gabinet doktora Caligari na Peryferiadzie: Reaktywacja i reinterpretacja klasyka.

Na starosądeckiej Peryferiadzie będą wyświetlać film z 1920 r. – Gabinet Doktora Caligari. Ktoś powie: ramota. Nic podobnego! To film zdumiewająco współczesny, jeśli odczytać go w świetle dzisiejszych kampanii wyborczych, zarządzanych przez innych doktorów – spin doktorów. To Caligari jest ich protoplastą – ojcem założycielem.

To oni przejmują rolę hipnotyzera, przemieniając wyborczy jarmark w laboratorium zbiorowej sugestii. Czy autorzy obrazu mogli przeczuwać, że stworzą podręcznik politycznej magii wykorzystywany w XXI wieku? Należy przyjąć, że tak.

No ale Hitler mógł w Gabinecie doktora Caligari rozpoznać użyteczny schemat: hipnotyzer–tłum–somnambulik. Filmowy model odpowiada logice i estetyce wieców NSDAP. Ekspresjonistyczne środki, ostre kontrasty światła, teatralna scenografia, geometryzacja przestrzeni znalazły swój polityczny ekwiwalent w „katedrach światła” Speera, choreografii mas, marszach i hasłach redukujących złożoność do jednego klucza. Do tego dochodzi rama „odwróconej prawdy”, jak w filmie, gdzie opowieść uwiarygadnia samą siebie. Caligari pokazał mechanikę, którą naziści przełożyli na polityczny język dźwięku, światła i masowego posłuszeństwa.

Scenariusz czerpie z idei, które Gustave Le Bon zebrał w Psychologii tłumu z 1895 r. – tam już opisano, jak jednostka roztapia się w masie i jak łatwo nią sterować, jeśli podsunąć silną wizję i prosty lęk.

Film otwiera wędrowny lunapark: drewniany barak, w środku uśpiony Cesare, medium gotowe wykonać rozkazy Caligariego. Dziś lunapark przeniósł się do studia streamingowego, Cesare przyjął postać kandydata powtarzającego briefing i przekazy zaprojektowane przez specjalistów od marketingu politycznego – spin doktorów.

Le Bon pisał, że tłum pragnie przywódcy absolutnego, nawet gdy twierdzi, że kocha wolność. Caligari demonstruje, jak dostarczyć ten autorytet w wersji popkulturowej – z odrobiną grozy, przepowiednią i obietnicą bezpieczeństwa.

Ekspresjonistyczna scenografia Holstenwallu z jej ostrymi kątami i nielogiczną perspektywą wygląda jak plastyczny ekwiwalent feedu społecznościowego. Linie biegną tam, gdzie chcą autorzy algorytmów, a odbiorca uznaje tę deformację za naturalną. Na podobnej zasadzie w kampanii deformuje się kalendarz wydarzeń: mikro-afery wybuchają akurat w dniu debaty przeciwnika, cudowne sondaże pojawiają się tuż przed weekendem, by przez dwa dni nie miały konkurencji.

W filmie Caligari przekonuje widownię, że Cesare potrafi przewidzieć przyszłość. We współczesnej polityce obietnica prorocza przybiera formę opowieści, obietnicy. Mechanizm jest ten sam, wskazany przez Le Bona – tłum nie ocenia prawdziwości, lecz intensywność wrażeń. Wystarczy, aby obietnica brzmiała stanowczo i była powtarzana do znudzenia.

Narrację filmu spina rama szpitala psychiatrycznego. Widz dowiaduje się, że opowieść może być fantazją pacjenta, a doktor wcale nie potworem. To idealna analogia do kampanijnej komunikacji kryzysowej, gdy ujawni się manipulację, narrator zostaje natychmiast odwrócony. To przeciwnicy są nawiedzeni teorią spisku, a autor hipnozy okazuje się opiekunem, który dba o wspólne dobro. Le Bon nazwał to „przerzutem sugestii” – tłum łatwo przyjmie nową interpretację, jeśli dzięki niej odzyska komfort wiary.

Najmocniejsza zbieżność ujawnia się w figurze snu. Caligari wprowadza Cesarego w stan półświadomości, w którym granica między działaniem a marzeniem znika. Algorytmy targetujące robią dziś podobne wrażenie. Podsuwają treści tak spersonalizowane, że odbiorca zaczyna brać je za głos wewnętrzny. Le Bon przestrzegał, że tłum kieruje się obrazami, nie rozumowaniami. W epoce clipów i reelsów obraz nigdy nie usypia sam. Za każdym kadrem stoi cichy inżynier emocji – współczesny Caligari – spin doktor.

W finale filmu widz zostaje pozostawiony z pytaniem: kto naprawdę jest chory, kto kogo leczy, kto kontroluje narrację. Podobny dylemat wraca po wyborach. Jeżeli kampania sprowadziła się do ciągu hipnotycznych zabiegów, obywatele budzą się w scenerii nadal pociętej ostrymi kątami, bez mapy i bez pewności, gdzie kończy się spektakl. Na tym etapie trzeba odzyskać umiejętność samodzielnego oglądu.

Gdy to piszę, to przychodzi mi do głowy również Charles Pierce, który w 2009 sformułował spektakularne zasady „współczesnych idiotów”. To bardzo mocno rymuje się z Gabinetem. Przyjrzyjmy się zasadom współczesnych idiotów w kontekście Gabinetu Doktora Caligari.

Zasada pierwsza: „Każda teoria jest uprawniona, jeśli napędza oglądalność i sprzedaż jakiegokolwiek towaru”. Caligari wymyśla historię o śniącym jasnowidzu Cesare i natychmiast sprzedaje bilety, strach oraz aurę niezwykłości. Nie musi udowadniać niczego – liczy się ruch przy kasie. Tak samo sztab wyborczy: jeśli narracja winduje zasięgi i przynosi darowizny, staje się pełnoprawna, choćby opierała się na półprawdach i czystych kłamstwach. Le Bon pisał, że tłum nie pragnie racjonalności, lecz obrazu, który rozpali wyobraźnię. Caligari dostarcza obraz, spin-doktor dostarcza przekaz, mem.

Zasada druga: „Wszystko może być prawdą, jeśli zostanie wystarczająco głośno wypowiedziane”. Hipnotyzer powtarza w kółko swoje hasła, a echo budy cyrkowej wzmacnia przekaz – w Holstenwall każda kolejna noc umacnia wiarę w moc Cesarego. Dziś głośnikiem jest feed społecznościowy: wystarczy regularny rytm konferencji, by przykryć wątpliwości. Le Bon nazywał to zaraźliwością sugestii. Pierce zauważył, że wiarygodność liczy się bardziej niż jej treść. Caligari krzyczy na jarmarku. Spin-doktor ustawia kandydata, który przemawia na wiecu. Efekt jest identyczny.

Zasada trzecia: „Fakt to coś, w co wierzy duży odsetek populacji, a istotność faktu określana jest przez gorliwość wiary”. Gdy mieszkańcy miasteczka jednomyślnie uznają przepowiednie Cesarego, stają się one „faktami” niepodważalnymi. Tak działa sondażowa arytmetyka kampanii: liczba zwolenników przemienia przypuszczenie w pewnik, a temperatura poparcia decyduje, które wiadomości przeżyją dobę.

Doktor Caligari jest również bardzo aktywny w kreacji różnych teorii spiskowych. Ta jego aktywność jest drugą, a może nawet pierwszą aktywnością społeczną. Caligari ma na tym obszarze spore osiągnięcia.

W jego repertuarze mieszczą się najgłośniejsze globalne narracje: nowy porządek świata i tajny rząd, który kontroluje wszystko. Spektakularni są reptilianie wśród elit, czyli jaszczury w garniturach. „Plandemia” i mikroczipy — plan wstrzyknięcia chipa, aby kontrolować ludzi. Szczepionki, które prowadzą do autyzmu. Caligari jest perfidny.

Klasyczny zestaw dopełniają „sfingowane lądowanie na Księżycu”, a zamach 9/11 zorganizowali sami Amerykanie. Niesamowita jest Pizzagate – rzekoma siatka przestępcza „elit” w pizzeriach. Jest także HAARP, czyli anteny z Alaski podobno sterują trzęsieniami ziemi. Caligari ma dużą fantazje, ale i poczucie humoru.

W polskich wersjach pobrzmiewają: Smoleńsk jako „zamach”, pseudo-historia Wielkiej Lechii o starożytnym „superpaństwie” na ziemiach polskich, gdzie mieszkali sarmaci. Gender, WHO, ONZ odbierających suwerenność, no i Niemcy „sterujący Polską”. Tak, w Polsce Caligari prowadzi dość ożywioną aktywność.

No a z bieżącej działalności Doktora Caligari, to pojawił się ostatnio w gminie Smołdzino na Pomorzu i namieszał z imigrantami i stracili dotację 5 milionów na pomoc społeczną. Caligari bywa złośliwy.

Mechanizm jest zawsze ten sam, zgodny z intuicją Le Bona: wskazać niewidzialnego reżysera, zredukować złożoność do prostego klucza, podkręcić emocje i powtarzać tak długo, aż wiara zbiorowa nada opowieści status „faktu”. Caligari jest przebiegły, a tytuł doktora uzyskał z nauk społecznych w specjalności socjotechnika, dysertacja: Hipnoza zbiorowa jako narzędzie manipulacji.

Pokaz Gabinetu Doktora Caligari na Peryferiadzie może więc funkcjonować jak ćwiczenie z higieny politycznej. Film ujawnia, że techniki wpływu opisane ponad sto lat temu nie zestarzały się ani dnia – jedynie hardware zamieniono na cyfrowy.

Jeżeli publiczność Peryferiady po wyjściu z projekcji rozpozna echo Caligariego w kolejnym wydaniu wiadomości, cel projekcji zostanie osiągnięty. Paradoksalnie, oglądanie filmu Gabinet Doktora Caligari jest jak – szczepionka, aby nie robić nam „wody z mózgu”.

Najważniejsze, by pamiętać finałową scenę: gdy pacjent podaje się za lekarza. Czy nie dostrzegamy takich „lekarzy” na polskiej i światowej scenie politycznej?

Gabinet Doktora Caligari jest kluczowym filmem tegorocznej Peryferiady. Tak, festiwale filmowe mogą pełnić funkcje edukacyjne. Seans w najbliższą niedzielę.

Adam Kurek

 

 

Czytaj też:

Czy Sting przyjedzie do Starego Sącza?

Filmoteka dts24

194 Videos