Czy Sting przyjedzie do Starego Sącza?

Czy Sting przyjedzie do Starego Sącza?

I czy ta operacja dotyczy kultury, czy raczej polityki?

Radni na sesji miasta i gminy Starego Sącza zajęli się kulturą dokładnie wtedy, gdy Peryferiada odnotowała rekord frekwencji. Zarzut brzmiał znajomo: oferta jest elitarna, brakuje rozrywki, młodzież nie ma ani miejsca, ani języka. W mediach starosądeckich pojawił się list najmłodszego radnego, jakby rzecznika młodych mieszkańców.

Radny wzywa: Czas ożywić rynek i dać przestrzeń młodym. Dni Starego Sącza a na finał…..Sting! Niby chwali, ale krytykuje: Podczas gdy inne gminy zapraszają znanych artystów, u nas od lat brakuje podobnych inicjatyw. Choć CKiS oferuje wydarzenia kulturalne, są one skierowane do ograniczonego grona odbiorców.

Tekst został napisany sprytnie: niby się chwali, ale jednocześnie stawia tezę o niedostatkach i przedstawia wizję, która w porównaniu do dotychczasowych działań Centrum Kultury brzmi jak liga mistrzów.

Te argumenty wracają od lat, z reguły bez poważnej kontynuacji, lecz tym razem do listu dołączono hasło „zaprosić Stinga” i zadziałał klasyczny mechanizm marketingu politycznego – przesunięcie agendy za pomocą jednego, kontrastowego bodźca.

Rok temu atak szedł z pozycji klerykalnych i dewocyjnych. W tym roku postanowiono dyrekcję CKiS w Starym Sączu „zajść od tyłu”. Padło dość grubo: trzeba zaprosić Stinga. Mocna sprawa – na stole ląduje zatem as atutowy, który natychmiast unieważnia to, co jest bieżąco robione, jakby tego wcale nie było.

Dyrektor Centrum nie pozostaje dłużny i – z ironią – wysuwa nazwisko Taylor Swift. Satyryczna licytacja wywołuje kolejną falę komentarzy, łącznie z wezwaniami do jego dymisji za krytykę „radnych z wolnych wyborów”. W efekcie dyskusja o realnych programach ustępuje pojedynkowi na globalne gwiazdy.

Co w tym jest zastanawiające? Radni deklarujący straż nad katolicką tożsamością chcą zapraszać Stinga – artystę, którego wedle własnych kryteriów łatwo uznać za lewackiego. Agnostycyzm, ekologizm traktowany jak świecka teologia, New Age w tekstach od History Will Teach Us Nothing po If I Ever Lose My Faith in You – wszystko to kłóci się z oficjalnym wizerunkiem „świętego miasta” pod patronatem św. Kingi i św. Jana Pawła II. Sting sprzeciwia się religijnej pewności, mówi o energii i medytacji o pewnie uprawia jogę. Ekologizm, który wyznaje, to wizja Ziemi-Matki, nie encyklika Humanum Vitae.

Czy więc pasuje ten cały Sting? Uczciwie – nie, o ile świętość rozumie się dosłownie, w kanonie i katechizmie. Jeżeli jednak zostałby zaproszony, przyjechałyby też pytania o definicje i granice tej świętości – i nie wystarczyłoby, że Sting „ładnie śpiewa”.

Czy ten Sting nie jest jednak zaskakujący? Gdyby go zgłosiła dyrekcja CKiS, to jakoś by nie dziwiło, ale zgłosili to właśnie radni tradycjonalistycznej proweniencji. Zresztą CKiS nie mogłoby zalicytować Stingiem, ponieważ…

Stawki za taki koncert krążą wokół miliona dolarów; scena, produkcja i promocja to kolejne miliony – prawie dwa roczne budżety kulturalne miasta.

Jeśli jednak Pan Dyrektor chce naprawdę zagrać na boisku radnych, to powinien zalicytować innych globalnych artystów. Tych którzy otwarcie mówią o odnalezieniu Boga. I tacy istnieją!

Andrea Bocelli — deklarujący wiarę, regularnie śpiewający repertuar sakralny. Bono i U2 — z dyskografią przesiąkniętą biblijnym słownikiem i publicznymi wyznaniami wiary („łaska ponad karmę”). Justin Bieber — głośne nawrócenie, chrzest, utwory wprost nawiązujące do chrześcijaństwa. Zaskakująco „born-again” Bob Dylan z albumami Slow Train Coming oraz Saved, których wymowy teologicznej nie sposób rozmyć.

Czyli do 2 nazwisk dorzucam 4 inne. Tylko że tu wraca proza: budżet. Artyści tego kalibru nie grają za darmo, a ich stawki i produkcja zjadłyby środki na kulturę w mieście na długie miesiące, jeśli nie lata. Chyba że uwiedzie ich Papieski Ołtarz i przyjadą „dla idei”.

Może trzeba jednak spróbować. Proponuję konkretnie, podjąć specjalną uchwałę przez radę miasta. Przyjąć ją uroczyście, podpisy: Pana Burmistrza, Księdza Proboszcza, na nawet biskupa z kurii. Wszystko na pergaminie. Opisać dobrze miejsce i jego genius loci. Nagrać filmiki promocyjne. Obiecać, że koncert odbędzie się na błoniach, a Ołtarz Papieski jest do dyspozycji. Gdyby kuria obiecała jeszcze ekstra 500 lat odpustu? To mogłaby być już przesadne. Wysłać zaproszenia do wszystkich symultanicznie. Może coś „siądzie”.

Tak sobie myślę… A gdyby jeszcze zaangażować w to naszych sądeckich parlamentarzystów z PiS i oni mogliby zwrócić się do nowego Prezydenta Nawrockiego, aby to on zaprosił do Starego Sącza Boceliego i jednocześnie wziął udział w takim koncercie na starosądeckich błoniach i Ołtarzu Papieskim. To w sumie jest to zrobienia…. A zamiast Stinga będzie Andrea Bocelli w Starym Sączu!

Na koniec napiszę, że cała sekwencja „akcja Sting” wygląda jak podręcznikowy przykład kampanii: jeden z radnych wrzuca nazwisko globalnej gwiazdy, tworzy medialny szum, polaryzuje dyskusję i ustawia się w roli odważnego wizjonera – choć koszty są nierealne, a program alternatywny polega na to, aby obniżyć „ilość” kultury i zaserwować populistyczną rozrywkę. To gra w kontrast i przechwytywanie agendy: nawet krytyka buduje rozpoznawalność, bo w myśl starej zasady nieważne, jak mówią – byle mówili, zwłaszcza gdy wybory już na horyzoncie. Pole kultury to dość dobre marketingowa przestrzeń, ona polaryzuje, indukuje emocje. Żyjemy w czasach wojny kulturowej i na tym można zbić wartość wyborczą.

Kandydat na przyszłego burmistrza Starego Sącza chce pokazać alternatywę. Nie wymieniam jego nazwiska, bo jemu zdaje się właśnie o to chodzi, aby mówili, pisali. Takie są zasady współczesnego marketingu wyborczego.

No ale na koniec, niech mi wolno o prywatny głos. Skoro trwa licytacja na artystów, to ja chcę zwrócić się do Pana Burmistrza i Pana Kierownika CKiS, aby zorganizowali koncert – Götterdämmerung Ryszarda Wagnera. I to na rynku w Starym Sączu. Postuluję także skład wykonawców, podkreślam, że to jest mój skład marzeń: Orkiestra – Wiener Philharmoniker. Dyrygent: Christian Thielemann. Obsada: Brünnhilde – Lise Davidsen, Siegfried – Andreas Schager, Hagen – René Pape, Gunther – Michael Volle.

Prawdopodobny budżet całego koncertu to 8–10 mln, ale tylko złotych. No ale teraz sobie myślę, że „Śmierć bogów” może zostać opacznie odebrana w „świętym mieście”. Zalatuje Fridrichem Nietsche, który onegdaj obwieścił „śmierć Boga”, a potem sam zmarł. Chcę być jednak konstruktywny i proponuję na rynku dramat muzyczny Ryszarda Wagnera „Tristan und Isolde”. To jest o miłości. Skład poda skrócony – Orkiestra: Berliner Philharmoniker. Dyrygent: Kirill Petrenko. Isolde – Lise Davidsen, Tristan – Jonas Kaufmann.

Kłaniam się nisko wszystkim.

Adam Kurek

Czytaj też:

Premier Tusk w Męcinie. ,,Ludzie, którzy tutaj żyją, wiedzą jaką udręką jest podróż do Krakowa”

Filmoteka dts24

194 Videos