Miała zostać potraktowana jak śmieć, zastraszona i pozostawiona bez pomocy. Do naszej redakcji z prośbą o nagłośnienie jej historii zgłosiła się była pacjentka Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Szpitala Specjalistycznego im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu. Młoda kobieta trafiła na SOR w nocy 23 maja z silnym i ostrym bólem brzucha, który trwał od poprzedniego dnia.
– Tam jednak trafiłam na lekarza dyżurnego – Włodzimierza Kaczurowskiego, lekarza pochodzenia ukraińskiego, który od początku wykazywał się arogancją, agresją i brakiem szacunku. Nie odpowiedział na żadne moje pytania, krzyczał, że „nie będzie się powtarzał”, mimo że w ogóle nie wyjaśnił mi mojego stanu. Odmówił wykonania zleconego badania USG, twierdząc, że „na ginekologii mogą sobie chcieć, ale on i tak nie zrobi” – relacjonuje pacjentka Natalia (nazwisko do wiadomości redakcji).
Kobieta prosiła o lek przeciwbólowy, bo ból się tak nasilił, że nie była w stanie nawet chodzić. Wtedy od lekarza miała usłyszeć, że ,,ma cierpieć”. Po długich prośbach, medyk miał się ugiąć i zlecić tomograf z kontrastem. Pacjentka zaznaczała w rozmowie z nim, że ma uczulenie na kontrast, więc badanie nie mogło zostać wykonane.
– Prosiłam, aby wykonał zlecone przez ginekologa badanie USG. Nie wykonał go, odmawiając w sposób arogancki. Od innych lekarzy usłyszałam, że ten ,,lekarz” nie potrafi takowego badania przeprowadzać. Na koniec, kiedy poprosiłam o zwrot wyników badań, które przyniosłam z oddziału ginekologii, zostałam zaszantażowana – lekarz powiedział, że odda je dopiero, kiedy podpiszę wypis na własne żądanie, rzekomo odmawiając dalszego leczenia – relacjonuje młoda pacjentka.
– Wiem, że nie jestem jedyną osobą, którą ten lekarz potraktował w ten sposób. Jednym z wielu przykładów jest starsza pani oczekująca (w tym samym dniu) na pomoc również podzieliła się ze mną podobnym doświadczeniem. Z informacji, które uzyskałam wynika, że na tego lekarza wpływało już wiele skarg, a mimo to nadal pracuje w szpitalu. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, żeby ktoś zareagował? – pyta Natalia.
Kobieta zaznacza, że realną pomoc otrzymała na oddziale ginekologii. Tam zarówno lekarze, jak i położne oraz pielęgniarki to, jak opisuje pacjentka, osoby pełne empatii, serdeczności i zaangażowania.
W tej sprawie o komentarz zwróciliśmy się do rzeczniczki nowosądeckiego szpitala.
,,W związku z tym iż Pacjentka złożyła oficjalną skargę do Szpitala, Rzecznika Praw Pacjenta, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Okręgowej Izby Lekarskiej, sprawa jest wyjaśniana w trybie skargowym. Po wyjaśnieniu zostanie sporządzona odpowiedź i przekazana Pani do wiadomości” – poinformowała naszą redakcję rzeczniczka szpitala Agnieszka Zelek-Rachtan (pisownia oryginalna).
Pacjentka opublikowała swoją historię na jednym z fanpage’ów na platformie Facebook. Tam pojawiło się kilka osób, które także dzielą się bulwersującymi wspomnieniami z sądeckiej lecznicy.
– Wierzę, że tylko medialna presja może zmusić dyrekcję szpitala do działania – kończy swój list Natalia.

















































































































































































































