Pacjentka SOR: usłyszałam, że mam cierpieć. Czy musi dojść do tragedii, żeby ktoś zareagował?”

Pacjentka SOR: usłyszałam, że mam cierpieć. Czy musi dojść do tragedii, żeby ktoś zareagował?”

szpital, Nowy Sącz, chirurgia onkologiczna, wznowienie przyjęć, styczeń 2022, wstrzymane odwiedziny na intensywnej terapii, pacjent skonał na poczekalni

Miała zostać potraktowana jak śmieć, zastraszona i pozostawiona bez pomocy. Do naszej redakcji z prośbą o nagłośnienie jej historii zgłosiła się była pacjentka Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Szpitala Specjalistycznego im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu. Młoda kobieta trafiła na SOR w nocy 23 maja  z silnym i ostrym bólem brzucha, który trwał od poprzedniego dnia.

Wówczas została skierowana z nocnej opieki zdrowotnej na SOR, a następnie na oddział ginekologiczny. Tam została zbadana. Lekarze zalecili wykonanie USG jamy brzusznej w celu wykluczenia zapalenia wyrostka i innych poważnych przyczyn bólu. Z taką informacją wróciła ponownie na SOR.

– Tam jednak trafiłam na lekarza dyżurnego – Włodzimierza Kaczurowskiego, lekarza pochodzenia ukraińskiego, który od początku wykazywał się arogancją, agresją i brakiem szacunku. Nie odpowiedział na żadne moje pytania, krzyczał, że „nie będzie się powtarzał”, mimo że w ogóle nie wyjaśnił mi mojego stanu. Odmówił wykonania zleconego badania USG, twierdząc, że „na ginekologii mogą sobie chcieć, ale on i tak nie zrobi” – relacjonuje pacjentka Natalia (nazwisko do wiadomości redakcji).

Kobieta prosiła o lek przeciwbólowy, bo ból się tak nasilił, że nie była w stanie nawet chodzić. Wtedy od lekarza miała usłyszeć, że ,,ma cierpieć”. Po długich prośbach, medyk miał się ugiąć i zlecić tomograf z kontrastem. Pacjentka zaznaczała w rozmowie z nim, że ma uczulenie na kontrast, więc badanie nie mogło zostać wykonane.

– Prosiłam, aby wykonał zlecone przez ginekologa badanie USG. Nie wykonał go, odmawiając w sposób arogancki. Od innych lekarzy usłyszałam, że ten ,,lekarz” nie potrafi takowego badania przeprowadzać. Na koniec, kiedy poprosiłam o zwrot wyników badań, które przyniosłam z oddziału ginekologii, zostałam zaszantażowana – lekarz powiedział, że odda je dopiero, kiedy podpiszę wypis na własne żądanie, rzekomo odmawiając dalszego leczenia – relacjonuje młoda pacjentka.

Kobieta wyjaśnia, że pod wpływem stresu i bólu, ryzykując swoje życie i zdrowie oraz nie mając innego wyjścia – podpisała dokument. Wyników jednak finalnie nie odzyskała. Pacjentka zaznacza, że była traktowana jak śmieć, a w szpitalu przecież powinna czuć się bezpiecznie.

– Wiem, że nie jestem jedyną osobą, którą ten lekarz potraktował w ten sposób. Jednym z wielu przykładów jest starsza pani oczekująca (w tym samym dniu) na pomoc również podzieliła się ze mną podobnym doświadczeniem. Z informacji, które uzyskałam wynika, że na tego lekarza wpływało już wiele skarg, a mimo to nadal pracuje w szpitalu. Czy naprawdę musi dojść do tragedii, żeby ktoś zareagował? – pyta Natalia.

Kobieta zaznacza, że realną pomoc otrzymała na oddziale ginekologii. Tam zarówno lekarze, jak i położne oraz pielęgniarki to, jak opisuje pacjentka, osoby pełne empatii, serdeczności i zaangażowania.

– Tacy ludzie powinni pracować w służbie zdrowia. Uważam, że ta sprawa musi ujrzeć światło dzienne. Gdyby mój stan był poważniejszy i zagrażający życiu, mogłabym nie przeżyć tej wizyty i nie dotrwać do dnia następnego. A przecież można było temu zapobiec… – dodaje była pacjentka SOR.

W tej sprawie o komentarz zwróciliśmy się do rzeczniczki nowosądeckiego szpitala.

,,W związku z tym iż Pacjentka złożyła oficjalną skargę do Szpitala, Rzecznika Praw Pacjenta, Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Okręgowej Izby Lekarskiej, sprawa jest wyjaśniana w trybie skargowym. Po wyjaśnieniu zostanie sporządzona odpowiedź i przekazana Pani do wiadomości” – poinformowała naszą redakcję rzeczniczka szpitala Agnieszka Zelek-Rachtan (pisownia oryginalna).

Pacjentka opublikowała swoją historię na jednym z fanpage’ów na platformie Facebook. Tam pojawiło się kilka osób, które także dzielą się bulwersującymi wspomnieniami z sądeckiej lecznicy.

– Wierzę, że tylko medialna presja może zmusić dyrekcję szpitala do działania – kończy swój list Natalia.

Filmoteka dts24

210 Videos