Widać światełko w tunelu, biorąc pod uwagę chociażby fakt spotkania się zarządu z pracownikami i wyjaśnienie im sytuacji, w jakiej obecnie Spółdzielnia Inwalidów ,,Karpaty” w Białej Niżnej się znajduje. 5 maja, z inicjatywy posła Ryszarda Wilka, strony usiadły do rozmów i rozmawiały o planach rozwiązania problemu, a więc przede wszystkim – uregulowania zaległości sięgającej 3,5 mln złotych w pensjach pracowniczych.
W ubiegłym tygodniu udaliśmy się z kamerą do ,,Karpat” koło Grybowa. Byli pracownicy Zakładu pracy chronionej zaalarmowali nas, iż od listopada nie mają wypłat, łącznie przez pół roku dostali po 500 zł. Była to pierwsza rata pensji listopadowej wypłacona w styczniu. Łącznie kwota należności do spłaty pracownikom za zaległe pensje wynosi około 3,5 mln złotych.
Reportaż DTS24 do dnia dzisiejszego obejrzało około 90 tysięcy osób (w tym 86 tysięcy na Facebook’u), odzew był ogromny, a internauci nie kryli oburzenia. Sprawą zainteresował się także zaniepokojony sytuacją poseł Ryszard Wilk, jego mama niegdyś pracowała w ,,Karpatach”.
– Zainicjowałem, aby strony spotkały się i porozmawiały o sytuacji. Na dzisiejszym zebraniu zgromadzili się byli pracownicy ,,Karpat”, zarząd, a także przedstawiciel obecnego likwidatora ze spółki Hera. Po burzliwych dyskusjach udało się wypracować konsensus, żeby ponowić negocjacje z Grzegorzem Schabińskim, przedsiębiorcą z Jasła, który jeszcze nie tak dawno chciał kupić zakład. Spotkanie odbędzie się 20 maja. Moją intencją było i jest, aby skierować rozmowy na takie tory, które doprowadzą do zabezpieczenia pieniędzy na zaległe wynagrodzenia i odprawy pracownicze oraz by dać możliwość pracy ludziom, którzy chcą pracować, a brakuje im np. kilka lat do emerytury. Najlepiej byłoby, aby spółka działała, a likwidator zabezpieczył interesy pracowników. Po rozmowach wszystkie strony wyszły z pozytywnym nastawieniem. Zobaczymy, co przyniesie kolejne spotkanie – relacjonuje w rozmowie z naszą redakcją poseł Konfederacji Ryszard Wilk.
Komentarz odautorski
W związku z tym, iż na dzisiejszym spotkaniu jedna ze stron stwierdziła, iż ,,niepotrzebnie” problem został rozdmuchany oraz, że materiał był ,,stronniczy”, informujemy, że każda ze stron miała szansę się wypowiedzieć. Nieprawdą jest, iż zostały pominięte ,,ważne” argumenty. Wszystkie wypowiedzi mające jakiekolwiek znaczenie dla sprawy zostały przedstawione metodą argument za argument, kwestie nieistotne, czyli tzw. ,,wodolejstwo” – pominięte. Co więcej, gdyby nie ,,rozdmuchanie sprawy”, zapewne pracownicy nadal nie doczekaliby się konkretnych działań. Czy takowe zostaną podjęte, a nie okażą się pustymi obietnicami – będziemy monitorować. Z otwieraniem szampana jeszcze zaczekamy. Pół roku – tyle czasu było na reakcję i wyjaśnienia dla osób, które pracowały za darmo. Gdyby nie wzięcie spraw w swoje ręce przez pracowników, możliwe, że upłynęłoby kolejnych kilka miesięcy.







































































































































































































