Gabriel Habura ratuje bliźniaczkę genetyczną. ,,Jestem trochę zmęczony, ale wzruszony. Bądź i żyj!”

Gabriel Habura ratuje bliźniaczkę genetyczną. ,,Jestem trochę zmęczony, ale wzruszony. Bądź i żyj!”

– Ktoś tam czuwa, modli się przy łóżku, ma nadzieję i tak bardzo wierzy, że jego bliski przeżyje. Jestem trochę zmęczony, ale wzruszony, że mam zaszczyt kogoś uratować – wyznaje w rozmowie z naszą redakcją Gabriel Habura, dyrektor galerii Trzy Korony, członek ,,Sącz Bikers”. Wczoraj został dawcą przeszczepu, bo okazało się, że jest bliźniakiem genetycznym chorej na białaczkę Polki. Zarejestrował się do bazy DKMS osiem miesięcy wcześniej. Dzisiaj dowiedział się, że ratuje rodaczkę w wieku 30-50 lat. Na tym etapie procedury, tylko tyle wiadomo o biorczyni. Historia niezwykła, a jej początek podyktowany był potrzebą ratowania Eweliny.

20 lipca ubiegłego roku dwieście osób zarejestrowało się w bazie dawców DKMS dla Eweliny z Krynicy-Zdroju podczas akcji w galerii Trzy Korony. Akcję zorganizowała grupa ,,Sącz Bikers”, a wśród motocyklistów Gabriel Habura, szef galerii. Od tego czasu minęło niespełna osiem miesięcy. 3 lutego zadzwonił telefon – pana bliźniak genetyczny potrzebuje pomocy. Na początku nigdy nie wiadomo, kim jest osoba chora, czy jest z Polski, czy z drugiego końca świata. Na każdym etapie procesu Gabriel dostawał zapytanie, czy jego zgoda na oddanie szpiku jest aktualna. Zarówno podczas wstępnego badania, jak i później szczegółowego. Decyzja z pozoru prosta nie była taka łatwa.

– Bardzo chciałem pomóc, jednak gdzieś w głowie pojawiały się dwie wątpliwości. Rozmawiałem z młodym człowiekiem, który przez miesiąc do siebie dochodził po oddaniu szpiku. Jestem mężem i ojcem, zatem jestem odpowiedzialny za rodzinę i miałem w głowie różne scenariusze. Druga wątpliwość wiązała się z tym, że miałem zaplanowane zawody karate na Pomorzu, w których bardzo chciałem wziąć udział. Dawca musi być gotowy do transplantacji w czasie od trzech tygodni do trzech miesięcy, zatem trzeba być na miejscu i wyjątkowo uważać na zdrowie. Dlatego czasem plany muszą poczekać. Układałem sobie to wszystko w głowie. Pomyślałem wówczas, że gdyby ktoś z mojej rodziny potrzebował szpiku, chciałbym usłyszeć dwie informacje – pierwszą, że jest dawca i drugą, że ten dawca się zgadza. Tam ktoś przecież czuwa przy łóżku, modli się o zdrowie i wierzy. Właśnie ta myśl utwierdziła mnie w podjętej  decyzji – relacjonuje w rozmowie z naszą redakcją Gabriel Habura.

Cała procedura jest uzależniona od wielu czynników, przede wszystkim stanu zdrowia pacjenta i zgody dawcy. Obydwoje muszą być przygotowani na przeszczep. Pacjent bierze chemię, a dawca – zastrzyki z czynnikiem wzrostu komórek macierzystych, aby w organizmie pojawił się ich nad stan. Aktualnie w 90% przypadków komórki macierzyste pobierane są z krwi obwodowej. Jedynie w nielicznych sytuacjach korzysta się np. z wkłucia do talerza kości biodrowej.

– Po zastrzykach bolała mnie głowa i w krzyżu, ale to naturalne. Cała procedura pobierania komórek trwała około pięciu godzin. W moim przypadku udało się pobrać wystarczającą ilość komórek macierzystych w jeden dzień. Gdyby się nie udało, to wróciłbym do hotelu na regenerację i na drugi dzień powtórzono by procedurę. Łącznie przetoczono mi 22,5 litra krwi, czyli cała moja krew została niemal czterokrotnie przefiltrowana. To, co zwróciło moją uwagę, to zachowanie personelu, który był w stu procentach zaangażowany. Pielęgniarki nie usiadły ani na moment, opiekowały się nami. Było radośnie, z humorem, ale z tyłu głowy każdy zdawał sobie sprawę, że ratujemy komuś życie – wyznaje Gabriel.

W tym samym pomieszczeniu jednocześnie oddawało przeszczep pięć osób. – Chyba nigdy nie widziałem tak prawdziwie radosnych i szczęśliwych ludzi, jak wtedy – dodaje.

Gabriel wrócił do domu nieco zmęczony, ale niesamowicie wzruszony. Jak przyznaje, czuje się szczęściarzem, że może dać komuś szansę na życie. Dzisiaj, dzień po pobraniu dowiedział się, że biorcą jest Polka w wieku 30-50 lat. Czy poddałby się procedurze jeszcze raz?

– Tak, nawet dzisiaj. No dobra, jutro, dzisiaj muszę się zregenerować – dodaje bez wahania Gabriel Habura.

W oddziale kliniki, gdzie oddaje się szpik, zgodnie z tradycją, dawcy zostawiają przesłanie dla swoich bliźniaków genetycznych, którym ratują życie. Co napisał nowosądeczanin?

– Bądź i żyj! – i chyba już niczego nie trzeba dodawać…

Podobną historię opisywaliśmy w roli głównej z dobrą duszą naszej redakcji dwa lata temu. Artykuł przeczytacie tutaj:  Arbresha Goranci ma bliźniaczkę genetyczną w USA. Dała jej cząstkę siebie

Filmoteka dts24

194 Videos