Ludzie powinni robić to, czego pragną, podążać za swoimi marzeniami, latać wysoko – mówi Małgorzata Berndt (panieńskie nazwisko Stukus), kapitan, pilot statków powietrznych, urodzona w Bobowej, mama dwóch maleńkich córeczek Emili i Laury.
– Macierzyństwo czy lotnictwo, co jest większym wyzwaniem?
– Zarówno macierzyństwo, jak i lotnictwo są sporym wyzwaniem. Sterowanie wielkimi maszynami to jednak precyzyjny schemat, zadanie, które ma swoje ściśle określone procedury, reguły i zasady. Trzeba przyjść do pracy, zrobić swoje jak najlepiej, przygotować się do lotu, sprawdzić samolot i dokumenty, wystartować, przebyć rejs, wylądować, wykonać czynności po lądowaniu i wrócić do domu. Macierzyństwo, zwłaszcza kiedy się chce być rodzicem świadomym i uczestniczącym w życiu dzieci, jest trudniejsze. Nie można sobie po ośmiu godzinach po prostu wyjść i zamknąć drzwi. To zajęcie całodobowe, zwłaszcza kiedy córeczki jeszcze nie umieją mówić i przekazać wszystkich swoich potrzeb. To ciągła obserwacja, bycie i towarzyszenie. Od macierzyństwa nie można wziąć urlopu.
– Instrukcja obsługi człowieka jest trudniejsza niż maszyny?
– Instrukcja obsługi samolotu jest klarowna, mamy check-listy, które jasno precyzują, co mamy robić. Czy to łatwe? Myślę, że całkiem inaczej odpowiadałabym na te same pytania na samym początku mojej pracy, kiedy zaczynałam latać. Wówczas o każdym locie myślałam niemalże jak o wyprawie na księżyc. Teraz jest inaczej, mam duże doświadczenie, za sobą wiele sytuacji, w których trzeba było zachować zimną krew. Odbyłam wiele godzin latania na symulatorach, które przygotowują nas na rozmaite, niezaplanowane zdarzenia. Wszystko to sprawia, że jest łatwiej. Przed przyjściem małego człowieka na świat nie dostałam żadnej check-listy, nawet solidne przygotowania nie dają odpowiedzi na wszystkie pytania.
– Ile godzin ma pani „wylatanych”?
– Prowadzimy tak zwany logbook, książkę lotów, w którą wpisujemy wszystkie starty i lądowania, każdy rejs, a doświadczenie przedstawiamy w wylatanych godzinach. Mam dwa i pół tysiąca wylatanych godzin. Czasami to dużo, a czasami mało, zależy na jakich trasach i jakich lotniskach się budowało swoje doświadczenie. W moim przypadku to godziny, które dały mi bardzo dobre i solidne przygotowanie.
– Da się porównać pierwszy lot za sterami samolotu do zostania po raz pierwszy mamą?
– Nie do końca. W przypadku samolotu wcześniej trzeba nabyć całą wiedzę i ją po prostu zastosować. Wszystko jest klarowne i jasne, jeśli coś się zdarzy, podążasz za jasnymi komendami. Oczywiście, mogą pojawić się sytuacje, kiedy trzeba odejść od schematu spokojnego lotu, ale to taki zawód i mamy tego świadomość. Dodatkowo na wszystko są procedury. Macierzyństwo tak nie działa, nie ma złotych zasad, reguł, trzeba sobie samemu wypracować, jak się swoim dzieckiem najlepiej zajmować, zdecydować, jak chce się je wychować. Na to nie ma żadnej książki ani komendy.
– Poczucie odpowiedzialności też jest inne? (…)



























































































































































































































