Ich celem jest Nowy Eksperyment Sądecki i obalenie „opresyjnego eko-reżimu…”

Ich celem jest Nowy Eksperyment Sądecki i obalenie „opresyjnego eko-reżimu…”

Nowy Eksperyment Sądecki ma formę think-tanku, bez sztywnych ram. Zrzesza ludzi, którzy na różnych szczeblach mają moc decyzyjną. Celem jego istnienia jest rozwiązywanie problemów, które stoją na przeszkodzie w rozwoju Sądecczyzny i w tym, aby mieszkańcom tego regionu żyło się coraz lepiej. Inicjatywa „żyje” od kilku miesięcy. Osoby w nią zaangażowane przypomną o tym przedsięwzięciu ponownie w najbliższą środę, kiedy to planowane jest kolejne spotkanie eksperymentatorów. O czym będzie mowa? Między innymi o tym, że źle rozumiana ochrona przyrody staje się czasem opresyjnym reżimem publiczno-prawnym hamującym wszelkie inicjatywy rozwojowe.

Oto co mają do powiedzenia na ten temat burmistrz Muszyny dr Jana Golba i prof. Krzysztof Pawłowski:

Jan Golba

Eksperyment sądecki  był  programem zainicjowanym  oddolnie przez lokalne władze powiatowe i wprowadzony w życie uchwałą Rady Ministrów PRL nr 151 z 9 maja 1958 roku w sprawie rozwoju gospodarczego powiatu nowosądeckiego i miasta Nowy Sącz oraz rozszerzenia uprawnień terenowych organów władzy państwowej na tym terenie. Program na terenie Sądecczyzny realizowano latach 1958 – 1975. Założeniem programu było:

  • rozwój funkcji uzdrowiskowo-letniskowej i turystycznej, jako głównych motorów budowy i rozwoju gospodarki sądeckiej,
  • pobudzenie przemysłu i rzemiosła w oparciu o wykorzystanie miejscowych rezerw surowcowych i ludzkich z naciskiem na powiązany z turystyką przemysł ludowo-artystyczny oraz rozlewnie wód,
  • polepszenie warunków do rozwoju sadownictwa i przetwórstwa owocowo-warzywnego,
  • wprowadzenie rozwiązań podatkowych pozwalających na pozyskanie środków na stworzenie Funduszu Rozwoju Ziemi Sadeckiej ( dodatkowe 10% opodatkowanie  konsumpcji),
  • uruchomienie  kredytów na dostosowanie domów na cele turystyczne i stworzenie kwater agroturystycznych,
  • inwestycje w handel, gastronomię, lokalny przemysł
  • decentralizacja zarządzania (pozostawienie pozyskanych dodatkowo środków do
  • przeznaczenie pozyskanych środków na poprawę dróg, obiektów handlowych i gastronomicznych.

Czy  w dzisiejszych czasach, przy postępującej centralizacji Państwa, możliwe jest powtórzenie eksperymentu sądeckiego z lat 1958-1975?

Aby sobie odpowiedzieć na to pytanie trzeba przede wszystkim zdiagnozować zasoby społeczno-gospodarcze jakie posiada Sądecczyzna, zwrócić uwagę na mocne i słabe strony tego terenu i spróbować stworzyć nową strategię rozwoju tego obszaru z naciskiem na wykorzystanie strategicznych zasobów naturalnych, które są bogactwem tego terenu.  Trzeba równocześnie zadać sobie pytanie:  co chcemy rozwijać, komu pomóc w rozwoju, jakie stworzyć mechanizmy pomocowe i skąd pozyskać środki na realizację przyjętych zamierzeń. W tym krótkim opracowaniu chcę zwrócić uwagę na jeden z aspektów, który ma niezwykle ważne znaczenie dla tworzenia jakichkolwiek programów czy strategii rozwojowych. Pamiętać przy tym musimy, że wszelkie strategie rozwojowe muszą spełnić warunki które zostały określone w obowiązujących przepisach prawnych, a więc w ustawie z dnia 6 grudnia 2006 r. o zasadach prowadzenia polityki rozwoju. Tylko wtedy taka strategia stanowi podstawę do pozyskiwania środków finansowych.

Nie ma wątpliwości, że największym naturalnym zasobem tego terenu, jest otaczająca nas przyroda (lasy, góry, rzeki, potoki, wody lecznicze i mineralne itp.), która powinna być atutem rozwojowym tego terenu, a  powoli staje się  niestety  hamulcem rozwojowym.  Wynika to z wielu przyczyn, ale główną jest przyjmowanie we wszystkich dokumentach planistycznych i strategiach – prymatu ochrony przyrody nad wszelkimi formami działalności gospodarczej, a nawet nad ochroną obywateli.

Ten prymat ochrony przyrody, traktowany jak dogmat,  nie wynika z żadnych unijnych przepisów, ale z krajowych rozwiązań, które przyjęły opresyjne rozwiązania prawne hamujące procesy rozwojowe,  a nawet eliminujące inwestycje w żadnym wypadku nie godzące w przyrodę.  Jeszcze większym problemem jest praktyczne stosowanie przepisów dotyczących ochrony przyrody w procesach planistycznych i budowlanych przez instytucje uzgadniające. Ciągnące się latami postępowania o wydanie pozwolenia budowlanego lub wpisania inwestycji do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego,  bardzo często kończą się rezygnacją inwestora, a w najlepszym razie gigantycznym wzrostem kosztów inwestycji.

Kwestia ta na obszarze Sądecczyzny ma ogromne znaczenie, bowiem  teren ten objęty jest wieloma formami ochrony przyrody,  takimi jak : parki narodowe, parki krajobrazowe, strefa chronionego krajobrazu, rezerwaty przyrody, obszary ochrony uzdrowiskowej czy obszary górnicze.  Te formy ochrony przyrody i środowiska formalnie mogłyby służyć ochronie przyrody i środowiska, a stają się niestety instrumentami ograniczającymi swobodę gospodarowania na tych terenach,  na skutek stworzenia niepotrzebnego opresyjnego reżimu publiczno-prawnego hamującego wszelkie inicjatywy rozwojowe.

Inwestora zniechęca się już na etapie pomysłu do jego realizacji żądając od niego wykonywania nikomu niepotrzebnych opracowań ( na tzw. półkę),  które wydłużają proces inwestycyjny, podwyższają jego koszty a w rezultacie końcowym  zniechęcają do inwestowania. Zwracanie uwagi na te niedorzeczne przepisy, czy tryby postępowania lub sposób zachowania instytucji opiniujących jest dzisiaj niemodne, a nawet traktowane jako zamach na wartości przyrodnicze, które trzeba „za wszelką cenę chronić” przed niemądrymi lokalnymi władzami samorządowymi, które chcą zniszczyć przyrodę. Te słowa to nie ironia lecz odzwierciedlenie istniejących faktów.

Jeżeli jest inaczej to dlaczego np. w Radzie Ochrony Przyrody powołanej przez Dyrektora RDOŚ w Krakowie na 29 członków nie ma ani jednego samorządowca? Dlaczego nie ma w niej ani jednego praktyka, a tylko sami naukowcy,  specjaliści poszczególnych branż? Czy oni będą się kierować innym interesem niż tylko interes ochrony określonego wycinka przyrody?

A jak wygląda proces planistyczny i czy można planowo rozwijać gminę czy region,  jeżeli ma się do czynienia z tak uciążliwym procesem planistycznym?

Jak wiadomo proces planistyczny w gminie rozpoczyna się obecnie  od planu ogólnego. Proces tworzenia planu ogólnego to minimum 2 lata. W procesie jego tworzenia bardzo ważną rolę odgrywa strategiczna ocena oddziaływania na środowisko. Strategiczna ocena na środowisko wymagana jest także dla planu zagospodarowania przestrzennego, a także strategii rozwoju, programu, polityki publicznej i dokumentu programowego, z zakresu polityki rozwoju.  Niezależnie od strategicznej oceny oddziaływania na środowisko w procesie planistycznym sporządza się kolejny dokument z zakresu ochrony przyrody i środowiska tzw. prognozę oddziaływania na środowisko. Już na etapie tworzenia planu ogólnego w procesie uzgadniania to nie gmina a RDOŚ decyduje jakie przedsięwzięcia mogą być w gminie realizowane. Jeżeli gmina nie uwzględni stanowiska RDOŚ nie można uchwalić planu ogólnego.

Kiedy powstanie po 2-3 latach plan ogólny (poprzednio studium zagospodarowania przestrzennego) przystępuje się do prac nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. I tu znów potrzebna jest strategiczna ocena oddziaływania na środowisko i prognoza oddziaływania na środowisko.

Ten kolejny etap planistyczny trwa z reguły kolejne 2-3 lata,  oczywiście pod warunkiem, że gmina przyjmie wszystkie zalecenia RDOŚ. Jeżeli nie, to  plan jest nieuchwalony.  Po 5-6 latach od zakończenia procesu planistycznego, w tym także budowania strategii rozwoju inwestor może wystąpić o pozwolenie budowlane. I tu czeka go kolejna niespodzianka, bowiem z reguły RDOŚ nakłada na inwestora obowiązek wykonania raportu oddziaływania na środowisko., pomimo iż inwestycja nie znajduje się w grupie inwestycji mogących zawsze znacząco oddziaływać na środowisko.   Wykonanie takiego raportu to minimum 1 rok, ale z reguły jest to proces który trwa kolejne 2 lata bowiem RDOŚ zawsze ma uwagi do raportu. Zazwyczaj niesłuszne.  A zatem proces inwestycyjny może rozpocząć się po 5-7 latach, jeżeli trzeba dokonywać zmian w planie lub uchwalać plan lub po 3-4 latach jeżeli plan jest uchwalony.

Zwracam uwagę, że w procesie planistycznym gmina i jej społeczeństwo jest zupełnie wyzute z praw jakie mu w tym zakresie przysługują. Gmina może zrealizować na swoim terenie jedynie to na co pozwoli RDOŚ, a nie to co rzeczywiście powinna rozwijać. To co dałoby miejsca pracy, godne życie i zahamowało depopulację  turystycznych miejscowości.   I bez znaczenia jest, że w RDOŚ nie ma żadnych fachowców z zakresu gospodarki, samorządu, turystyki, uzdrowisk czy tworzenia zrównoważonego rozwoju,  który powinien być w tym przypadku podstawą tworzenia takich planów.

Jesteśmy bardzo bogatym Państwem jeżeli pozwalamy  na tak wydłużony  proces inwestycyjny i  nieuzasadniony wzrost kosztów inwestycji.   Niestety dowolność postępowania administracyjnego, tworzenie własnych reguł przez instytucje uzgadniające i brak czytelnych reguł w procesie uchwalania planów, strategii, czy programów pozwala na zahamowanie rozwoju najpiękniejszych regionów kraju, które mogłyby dawać miejsca pracy i służyć budowaniu potęgi turystycznej Polski.  Nie do pomyślenia jest tak wydłużony proces wydawania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach  jak to miało miejsce w przypadku tzw. sądeczanki, a przecież jest to inwestycja strategiczna dla rozwoju całego regionu. Nie do pomyślenia jest fakt zignorowania strategii rozwoju  Związku Gmin Krynicko-Popradzkich w zakresie inwestycji w infrastrukturę narciarską,  pomimo opracowania strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. Zwracam na to uwagę, bowiem bez zmiany przepisów w tym zakresie,  nie ma co marzyć o tworzeniu jakichkolwiek realnych strategii rozwoju regionu. No chyba, że będą to tylko opracowania na półkę.

Krzysztof Pawłowski

Prymat ochrony przyrody, traktowany jak dogmat, nie wynika z żadnych unijnych przepisów, ale z krajowych opresyjnych rozwiązań, hamujących procesy rozwojowe, a nawet eliminujących inwestycje, które w żadnym wypadku nie godzą w przyrodę – pisze prof. Krzysztof PAWŁOWSKI

W ostatnich kilku tygodniach w USA, a od kilku dni w Polsce popularnym i ważnym słowem stała się DEREGULACJA. W rządzie Donalda Trumpa ma się tym zająć Elon Musk, a w rządzie Donalda Tuska Rafał Brzoska.

Trump i Musk twierdzą, że najważniejszym zadaniem będzie usuwanie z całej amerykańskiej administracji niepotrzebnych komórek, programów, projektów i zadań, które kosztują amerykańskich podatników miliardy dolarów, nie przynosząc żadnych efektów. Donald Tusk w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie 10 lutego na konferencji zatytułowanej „Polska. Rok przełomu” zaproponował polskiemu miliarderowi Rafałowi Brzosce, aby wspólnie przeprowadzili deregulację przestrzeni administracyjnej dla polskich firm.

Mam propozycję uzupełniającą, aby poszerzyć deregulację o jeden niezwykle ważny fragment polskiej rzeczywistości, szczególnie istotny dla bardzo wielu, a może nawet wszystkich polskich gmin, w których tworzone są plany zagospodarowania przestrzennego, plany strategii rozwoju aż do wydawania konkretnych zgód na inwestycje budowlane. Wielokrotnie słyszałem od swoich przyjaciół zajmujących się biznesem, jakim koszmarem jest uzyskanie pozwolenia na jakąkolwiek inwestycję w naszym pięknym sądeckim regionie. Pamiętam, jak upadł projekt budowy wielkiego ośrodka narciarskiego „Siedmiu Dolin” w Beskidzie Sądeckim. Zwróciłem się do mojego przyjaciela, obecnego burmistrza Muszyny, który całe dorosłe życie jest samorządowcem i zajmuje się gminami turystycznymi i uzdrowiskowymi, aby pokazał, jakie bezsensowne blokady w polskim prawie administracyjnym uniemożliwiają lub utrudniają rozwój gmin.

To, czego dowiedziałem się od dr. Jana Golby (od 1990 r. burmistrz Krynicy, następnie wiceburmistrz Szczawnicy, a obecnie burmistrz Muszyny, od 2001 r. prezes zarządu Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP, przewodniczący Związku Gmin Krynicko-Popradzkich), zszokowało mnie, ale przypomniałem sobie wiele opinii i uwag, jakie słyszałem w przeszłości od moich przyjaciół, którzy próbowali inwestować na Sądecczyźnie. Otóż główną blokadą jest absolutny prymat ochrony przyrody nad wszelkimi formami działalności gospodarczej, a czasami także nad ochroną obywateli.

Żeby było jasne, nie mamy żadnej wątpliwości, że największym zasobem Sądecczyzny (można do naszego obszaru dodać kilkadziesiąt innych terenów w Polsce) jest otaczająca nas przyroda (góry, jeziora, rzeki, potoki, lasy, wody lecznicze i mineralne itp.), która powinna być atutem tych terenów, lecz staje się niestety hamulcem rozwojowym. Wynika to z wielu przyczyn, ale główną jest przyjmowanie we wszystkich dokumentach planistycznych i strategiach prymatu ochrony przyrody nad wszelkimi formami działalności gospodarczej, co opiszę poniżej. Prymat ochrony przyrody, traktowany jak dogmat, nie wynika z żadnych unijnych przepisów, ale z krajowych opresyjnych rozwiązań, hamujących procesy rozwojowe, a nawet eliminujących inwestycje, które w żadnym wypadku nie godzą w przyrodę.

Proces planistyczny w gminie rozpoczyna się od studium zagospodarowania przestrzennego planu ogólnego. W trakcie jego tworzenia bardzo ważną rolę odgrywa strategiczna ocena oddziaływania na środowisko. W procesie planistycznym sporządza się następny dokument z zakresu ochrony przyrody i środowiska, tzw. prognozę oddziaływania na środowisko. Instytucją, która w imieniu państwa decyduje, czy takie dokumenty są potrzebne, a jeżeli są potrzebne, to czy są poprawnie sporządzone, są Regionalne Dyrekcje Ochrony Środowiska. Jeżeli RDOŚ uzna, że taki dokument ma być sporządzony, to bez tego opracowania się nie obejdzie. Nie ma w tym przypadku najmniejszego znaczenia, czy jest racjonalne uzasadnienie do podjęcia takiej decyzji, bo RDOŚ podejmuje tę decyzję autonomicznie. Po sporządzeniu tego dokumentu gmina znów musi go uzgodnić z RDOŚ. Jeżeli ta instytucja ma jakieś uwagi, to gmina musi je uwzględnić. Zwykle sporządzenie planu ogólnego łącznie z uzgodnieniami z RDOŚ trwa 2-3 lata.

Następny etap to miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Ponownie potrzebna jest strategiczna ocena oddziaływania na środowisko i prognoza tego oddziaływania. Ten etap planistyczny trwa z reguły kolejne 2-3 lata, oczywiście pod warunkiem, że gmina przyjmie wszystkie zalecenia odpowiedniej RDOŚ. Tak więc dopiero po 5-6 latach inwestor może wystąpić o pozwolenie budowlane. I tu zwykle RDOŚ nakłada na inwestora obowiązek przygotowania kolejnego dokumentu związanego z ochroną przyrody, to jest raportu oddziaływania na środowisko. Sporządzenie takiego raportu to minimum jeden rok, a zwykle dłużej, bo RDOŚ zawsze ma do niego uwagi (często niesłuszne).

Tak więc proces inwestycyjny może rozpocząć się po 5-7 latach, jeżeli trzeba dokonywać zmian w planie lub uchwalać plan; w najlepszym razie po 3-4 latach, jeżeli plan jest uchwalony. W procesie planistycznym gmina i jej mieszkańcy są całkowicie pozbawieni praw. Proszę zwrócić uwagę na dwie sprawy: na to, że konieczne jest trzykrotne wykonanie ocen i prognoz oddziaływania na środowisko, całkowicie bezsensowne, oraz fakt, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i jej urzędnicy nie mają żadnego ograniczenia terminowego w swojej działalności pomimo hipotetycznych terminów określonych w kodeksie postępowania administracyjnego.

W rzeczywistości te terminy nie są przestrzegane. Wiem to, gdyż od dwóch lat zajmuję się z grupą Sądeczan sprawą budowy drogi szybkiego ruchu z Nowego Sącza do Brzeska – to inwestycja strategiczna dla rozwoju całego regionu, nie tylko Sądecczyzny (tylko 50 km). Wciąż obserwuję koszmarne (bo inaczej nie da się tego określić) działania krakowskiej Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Irytuje też ignorowanie przez krakowską RDOŚ strategii rozwoju Związku Gmin Krynicko-Popradzkich w zakresie inwestycji w infrastrukturę narciarską – mimo że została opracowana strategiczna ocena oddziaływania na środowisko.

Ale czy może być inaczej, jeśli w Radzie Ochrony Przyrody powołanej przez dyrektora RDOŚ w Krakowie na 29 członków nie ma ani jednego samorządowca, praktyka? Są sami naukowcy, specjaliści z poszczególnych branż. Czy oni będą się kierować innym interesem niż tylko ochrona określonego wycinka (czasami bardzo małego) przyrody? Dowolność postępowania administracyjnego, tworzenie własnych reguł oraz brak reguł czasowych i brak czytelnych zasad w procesie uchwalania planów i strategii w działalności pozwala RDOŚ na wstrzymywanie rozwoju najpiękniejszych regionów kraju i tym samym uniemożliwianie budowania potęgi turystycznej i wypoczynkowej Polski.

Należy też zwrócić uwagę, że działalność RDOŚ i wydłużanie terminów dużo kosztują inwestorów. Czasami są to kwoty kilkusettysięczne, a czasami kilkudziesięciomilionowe. Przecież jest oczywiste, że założona w danym roku kwota inwestycji po kilku latach jest już zupełnie inna. Bardzo często gminy tracą inwestorów, którzy nie są zainteresowani inwestycją, skoro muszą czekać na wydanie końcowego pozwolenia 3-6 lat. Polska jest bardzo bogatym państwem, jeżeli pozwalamy na tak wydłużone procesy inwestycyjne i nieuzasadniony wzrost kosztów inwestycji, a także utratę możliwych dochodów.
Obserwuję z zainteresowaniem ożywioną dyskusję i komentarze dotyczące wystąpienia premiera Donalda Tuska na GPW. Większość komentarzy wiąże treść wystąpienia (państwowe inwestycje, co najmniej 650 mld zł w tym roku i proces deregulacji polskiego prawa) z wyborami prezydenckimi w maju 2025 roku.
Wiem, że inwestycje można tylko zapowiedzieć, a sprawdzić rezultaty będzie można najwcześniej za rok, a raczej za dwa lata, ale decyzji w sprawach deregulacji opinia publiczna, a szczególnie biznes i samorządy mogą oczekiwać jeszcze przed wyborami prezydenckimi.
Chcę wierzyć, że wystąpienie premiera nie było tylko związane z wyborami, a uwierzę w to, jeżeli tak proste sprawy, jak właściwe uregulowanie działania Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska, państwo polskie potrafi załatwić w dwa miesiące.

 

źródło: wszystkoconajwazniejsze.pl

Czytaj też:

Widokowa estakada, mała obwodnica miasta, 10 kilometrów nowych dróg i podróż z prędkością 150/h. Kolej na Limanową!

Filmoteka dts24

214 Videos