Nieodgadniona jest fascynacja mojego taty filmem „Znachor” w reż. Jerzego Hoffmana. Nie przepuści żadnej okazji, by go obejrzeć. Chcąc nie chcąc, ja też znam go już na pamięć. Dlatego w przerwie świątecznej postanowiłem sięgnąć po powieść Dołęgi-Mostowicza (tak, wiem: gruby krindż), by dowiedzieć się, na ile wersja reżysera jest wierna literackiemu pierwowzorowi.
Moją uwagę przykuła zwłaszcza postać Zenona Wojdyłły, którego miłosne zabiegi odrzucone zostały przez Marysię Wilczurównę. To on, z zemsty, doprowadza do wypadku Marysi i Leszka Czyńskiego, po którym znachor dokonuje ryzykownej operacji, ratując życie Marysi, czyli swojej córki. Akurat wątek Zenona inaczej przedstawiony jest w książce niż w filmie. Ale ja nie o tym.
Zafrapował mnie temat zawiedzionej miłości. Co się dzieje w człowieku, który najpierw mocno się w coś zaangażuje, z całego serca popiera, liczy na odwzajemnienie, a potem tego nie dostaje. Jak mówią: od miłości do nienawiści jeden krok. I chyba jest to prawda. I jeszcze w obu stanach widzi się objaw choroby: chory z miłości/chory z nienawiści. A najgorzej, jeśli ta miłość była tylko pozą dla osiągnięcia osobistego interesu. Wówczas zmiana maski przychodzi nader łatwo, a skala okazywanej nienawiści jest wprost proporcjonalna do ilości użytej uprzednio wazeliny. Bo (znów powiedzonko): w biznesie nie ma sentymentów.
P.S. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest nie do końca przypadkowe.
P.S.2 „Cisza na morzu, bałwan śpi…” (reszta jak w tytule…)
Jakub Marcin Bulzak
Lift
Co się dzieje w człowieku, który najpierw mocno się w coś zaangażuje, z całego serca popiera, liczy na odwzajemnienie, a potem tego nie dostaje. Jak mówią: od miłości do nienawiści jeden krok



































































































































































































