Jeśli uważasz, że masz daleko do pracy; jeśli myślisz, że pół godziny przebijania się z domu do fabryki, to poważna uciążliwość, musisz koniecznie przeczytać tę informację. Właśnie odkryliśmy człowieka, który ma najdalej do pracy w Nowym Sączu. 500 kilometrów! I to w jedną stronę! Ale nie narzeka.
Doktor Cezary Krempowicz jest anestezjologiem w sądeckim Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym Medikor. Do Nowego Sącza na dyżury przyjeżdża z Leszna. W zależności od drogi jaką wybierzemy, to 484 lub 491 km. Jakieś sześć godzin za kółkiem, a tego trzeba doliczyć czas na kawę i rozprostowanie kości.
– Dlaczego zdecydowałem dojeżdżać do Nowego Sącza? Ponieważ dyrektor Roman Bański mi to zaproponował. Zwrócił na mnie uwagę na Linkedinie i odezwał się. A ja pomyślałem: „Dlaczego nie?”. Nie mam rodziny, ani dzieci i wynikających z tego obowiązków, więc potraktowałem propozycję z Nowego Sącza jak przygodę – mówi Cezary Krempowicz. – Przed laty odwiedzałem ciocię w okolicach Gorlic, ale Nowego Sącza wcześniej nie znałem. To pięknie położone miejsce! Z przyjemnością tu przyjeżdżam, choć oczywiście nie codziennie, a tylko na szpitalne dyżury. Podejmując się takich wyzwań i pracy w odległym miejscu uczę się nowych rzeczy, poznaję nowych ludzi, a to wszystko jest dla mnie ważne.
Wojciech Molendowicz
Czytaj też:
Mała Poręba. Od dziś zamknięta ulica, przy której powstanie rondo. Obowiązują objazdy


































































































































































































