Cisza, szum drzew, piękno przyrody dookoła i nagle zgrzyt – wzrok pada na coś, co zdecydowanie szpeci okolicę. „Czy naprawdę aż w taki sposób trzeba pokazywać swoją obecność w lesie? Czy na tym polega dowartościowanie swojej osobowości?” – pytali przedstawiciele Nadleśnictwa Piwniczna, dzieląc się w mediach społecznościowych zdjęciami wiat, które zostały pobazgrane przez wandali. Leśniczy Krzysztof Tomasiak przyznaje, że wcześniej takie rzeczy się nie zdarzały, natomiast sporym problemem w Dolinie Popradu są śmieci.
– Jesteśmy jednym z bardziej wyposażonych w infrastrukturę turystyczną nadleśnictw. Mamy 16 wiat spoczynkowych, które są zrobione dla turystów i kuracjuszy, którzy przebywają w Dolinie Popradu. W razie niepogody czy zmęczenia można tam odpocząć. Są też miejsca związane z grillowiskiem, tak jak na Kramarce, na Łomnicy czy też przy leśniczówce na Małej Roztoce – mówi Krzysztof Tomasiak.
Leśniczy zaznacza, że Nadleśnictwo Piwniczna nie miało do tej pory większych problemów związanych z wandalizmem.
– Natomiast w ostatnich dniach zobaczyliśmy po prostu tę głupotę ludzką. Ktoś musiał się pokazać w ten sposób, że popisał wiaty. Przypuszczam, że pierwszy raz byli u nas w lesie i zostawili po sobie ślady wandalizmu. Niestety nie jesteśmy w stanie wszędzie zamontować fotopułapek czy innych technologii – przyznaje.
Jak szacuje, wyczyszczenie, wyszlifowanie i odmalowanie wiaty pochłonie jakieś 1000-1500 złotych.
– Na Kramarce mamy trzy potężne wiaty z pięknym grillowiskiem, oddane do użytku w 2019 roku. Turyści bardzo chwalą to miejsce. Tam nie znaleźliśmy nigdy nawet najmniejszego śladu wandalizmu – dodaje Krzysztof Tomasiak.
Zaśmiecanie
Popisane wiaty to na szczęście odosobniony przypadek, wcześniej zdarzały się tylko sporadycznie jakieś niewielkie uszkodzenia. Zdecydowanie powszechniejszym problemem jest jednak zaśmiecanie lasu. Po pandemii padła decyzja, by wycofać z lasów Doliny Popradu kosze i kontenery na odpady. Wcześniej przy wiatach i szlakach było około 90 rozstawionych koszy, ale Nadleśnictwo nie było już w stanie sobie z nimi radzić.
– 1200 metrów nad poziomem morza, wieża widokowa na Radziejowej. Tam był kontener bodajże półtorakubikowy i w jeden weekend nie dość, że był pełen śmieci, to jeszcze ludzie zostawiali je dookoła, kiedy nie mieściły się w środku. Pojawiał się halny i rozwalał to na 2-3 hektary powierzchni leśnej. Przychodziły dzikie zwierzęta, lisy, kuny i roznosiły te śmieci w każdym kierunku. Nasi pracownicy zamiast pracy w lesie zajmowali się zbieraniem śmieci. Tylko w jednym roku płaciliśmy około 100 tysięcy złotych za wywóz śmieci z lasów – tłumaczy Krzysztof Tomasiak.
Część osób zrozumiała, że jeśli na szlaku niesie się ze sobą plecak pełen jedzenia czy napojów, to później i puste opakowania po tym prowiancie da się zabrać ze sobą w drogę powrotną do domu…
Czytaj też: Dwa kościoły w gminie Łącko przechodzą metamorfozę
Fot. Daria Kubacka (Leśnictwo Roztoka Mała), Krzysztof Tomasiak – Nadleśnictwo Piwniczna, Lasy Państwowe










































































































































































































